piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 19

Szybko wpadłam do hotelowego pokoju mojej mamy. Skierowałam się do sypialni i rzuciłam dokumenty na duże łóżko.
-Nie mówiłaś, że chcesz adoptować dziecko- powiedziałam, a źrenice rodzicielki powiększyły się zasłaniając prawie całe tęczówki. -Co to za Emily, ile ma lat?- spytałam gdy moja mama nie odezwała się słowem.
-Usiądź lepiej bo to może cię zszokować- odparła, a ja spoczęłam na końcu łóżka. -Ona ma 18 lat i...-przerwałam jej
-Po co chcesz adoptować pełnoletnią dziewczynę?- zdziwiłam się, ale mama tylko pokręciła głową
-Słuchaj, 18 lat temu urodziłam córkę, Twój tata był prze szczęśliwy, między innymi dlatego też ze mną został, gdy on wyjechał w sprawach naszej firmy do stanów, gdy karmiłam małą w tym samym czasie oglądałam wiadomości, nagle prezenterka powiedziała, że samolot z Londynu do Nowego Jorku, gdzie leciał mój mąż, rozbił się, wtedy byłam tak zszokowana, że nie zauważyłam iż moje dziecko wyślizguje mi się z rąk- mówiąc to miała łzy w oczach, zatrzymała się na chwilę by trochę się uspokoić, zamknęła oczy i robiła kilka głębokich wdechów i wydechów po czym wróciła do opowiadania- Gdy się zorientowałam było już za późno, Camilla miała tylko miesiąc, dzwoniłam po pogotowie ale nie udało się jej uratować, kilka godzin później zadzwonił do mnie twój tata i powiedział, że już jest w hotelu, a ten samolot który się rozbił leciał wcześniej niż oni. Wtedy załamałam się, ponieważ on cały czas wypytywał o dziecko, a ja nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, wpadłam wtedy na pomysł by zaadoptować dziecko, również dziewczynkę, która urodziła się mniej więcej w tym samym dniu i roku. Udało się, wtedy zaadoptowałam ciebie, podobno po twoich narodzinach twój prawdziwy ojciec zginął w wypadku samochodowym a twoja matka popadła w głęboką depresję, nie opiekowała się tobą, twoi dziadkowie zadzwonili do szpitala psychiatrycznego, który zabrał ją na długotrwałe leczenie, a opieka społeczna oddała cię do domu dziecka, tyle mi powiedziała kobieta, która się tobą zajmowała w ośrodku. Tak naprawdę nazywasz się Emily Moor twoja rodzina jest z Londynu, resztę informacji możesz znaleźć w tych dokumentach...-zakończyła swoją wypowiedź podając mi papiery. Dlaczego wszyscy w moim otoczeniu muszą tak kłamać?! No dobra prawie wszyscy... Nie chciałam już z nią rozmawiać dlatego wyszłam bez pożegnania... Tylko, gdzie pojechać, w moim domu jest Cassie, zostaje tylko Niall... Napisałam do niego wiadomość, czy jest w domu. Po chwili dostałam odpowiedź.

od: Nialler :*
Jasne, wpadaj akurat robię obiad, przynajmniej próbuję.
xx

Szybko złapałam wolną taksówkę i ruszyłam w stronę domu Horana. Na zewnątrz zaczęło padać, a na drodze tworzył się korek, to jest Londyn... A zwłaszcza jego centrum... Zawsze zatłoczone i jeżeli chcesz gdzieś szybko dojechać- lepiej postaw na metro... Na szczęście byliśmy na początku tego ciągu samochodów więc kierowca skręcił w moją ulicę i już byliśmy na miejscu, na zewnątrz czekał Niall z parasolem. Jak miło- pomyślałam, zapłaciłam kierowcy należną kwotę i wysiadłam z samochodu. Zostałam przywitana buziakiem w policzek po czym weszliśmy do domu. 
-Zjesz lazanie?- spytał, a ja skinęłam głową, chłopak zniknął w kuchni a ja udałam się do salonu, telewizor był włączony i leciał jakiś mecz, usiadłam na kanapie i pozwoliłam sobie przełączyć na Fox, na którym szli Simpsonowie. Po kilku minutach wrócił Niall z talerzami na których leżała ciepła lazania, mruknęłam ciche dziękuje gdy położył jedzenie przede mną. Horan nie zbyt zadowolony z tego, że przełączyłam jego ukochany mecz wziął pilota i wrócił do kanału sportowego. Postanowiłam walczyć o swoje, dlatego wyrwałam mu pilot z ręki, przełączyłam z powrotem na kreskówkę i usiadłam na nim tak by Niall nie mógł go wziąć. Chłopak zaśmiał się i zaczął mnie łaskotać, próbowałam nie wybuchnąć śmiechem, ale za długo nie wytrzymałam i po chwili tarzałam się na ziemi. Blondyn wykorzystał to i wziął pilot przełączając na mecz. W końcu poddałam się i zabrałam za jedzenie lazanii, udając obrażoną.
-Oj Cami nie obrażaj się- powiedział słodkim głosem przytulając mnie do siebie, zaczęłam się wiercić by mnie puścił.
-Nie mów tak do mnie- mruknęłam wykręcając się z jego uścisku
-To jak mam do ciebie mówić?- spytał
-Emily- odpowiedziałam, chłopak popatrzył na mnie zdziwiony i zaczął się śmiać, kiedy ja byłam śmiertelnie poważna.
-Żartujesz prawda?- spytał nadal się śmiejąc, ale gdy zauważył, że ja się nie śmieje, przestał.
-Okazało się, że jestem adoptowana i wiedziała o tym tylko moja "mama"- zrobiłam dwa cudzysłowie w powietrzu- Tak na prawdę nazywam się Emily Moor-powiedziałam spuszczając głowę. Chłopak nie odzywał się, dlatego podniosłam głowę by na niego spojrzeć, gdy to zrobiłam, zobaczyłam w jego oczach ból i współczucie.
-Ja... Nie wiem co powiedzieć- oznajmił i przytulił mnie mocno, oparłam głowę o jego klatkę piersiową, jego serce biło mocno i bardzo szybko, chciałabym żeby biło tylko dla mnie... Kilka łez wypłynęło z moich oczu, jeszcze bardziej wtuliłam się w chłopaka.-Heej nie płacz- powiedział i otarł mokre policzki, dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.-Emily... Pasuje do ciebie to imię- lekko się zarumieniłam i spuściłam wzrok, ale po chwili znów na niego spojrzałam.-Słuchaj ostatnio dużo się działo, a jutro jest sylwester i Louis organizuje imprezę będą tam chyba wszyscy ze szkoły i... Może chciałabyś pójść jako moja osoba towarzysząca?- spytał lekko się uśmiechając, totalnie zapomniałam, że rok 2013 się już kończy... Ale w sumie to dobrze bo mam plan zacząć lepsze życie w 2014 roku, chcę odnaleźć moją prawdziwą matkę, poznać ją, porozmawiać może poznam moją prawdziwą rodzinę, skończę szkołę wyprowadzę się do małego mieszkania... Mam wiele pomysłów na swoją przyszłość i mam ochotę je zrealizować w największym stopniu.
-Z przyjemnością z tobą pójdę- uśmiechnęłam się, blondyn wydawał się być szczęśliwy z tego powodu, ale ja zaczęłam rozmyślać w czym pójdę... Nie byłam na zakupach od... Dłuższego czasu, przydałoby się to nadrobić. Może Sam wybrałaby się ze mną do galerii jeszcze dziś? Muszę do niej zadzwonić ale to później, na razie chcę pobyć trochę z Horankiem.
***
-Przymierz jeszcze tą- Sam podała mi kolejną sukienkę, siedzimy w tej galerii od dwóch godzin a byłyśmy tylko w pięciu sklepach... Żadna z przymierzonych kreacji nie była perfekcyjna, obawiam się, że pójdę w zwykłych rurkach i crop topie... 
-Sam to jest bezsensu, nie ma tej idealnej sukienki...- powiedziałam przeglądając się w lustrze...
-Chodźmy jeszcze do sklepu obok, a jak nic ci się nie spodoba to coś wykombinujemy- brunetka poklepała mnie pocieszająco po plecach. Zdjęłam miętową sukienkę i założyłam moje ubrania. Oddałam wszystkie kreacji jednej z pracownic i poszłyśmy do kolejnego sklepu. Kolejna sukienka, nie pasuje, następna i jeszcze jedna... Poddaje się... Nie ma idealnej sukienki dla mnie i mojej figury... Zostaje mi tylko wrócić do domu i przeszukać moją szafę... Może cudem uda się coś wynaleźć...
-Em, przymierz jeszcze tą, spodoba ci się na sto procent- zapiszczała uradowana Sam, postanowiłam, że będzie to ostatnia... Odwróciłam się w stronę lustra i... Wow. Ona jest... Przepiękna... Czarna, koronkowa sukienka z odsłoniętymi plecami, to jest to... Zawołałam Sam, jej reakcja była dokładnie jak moja, była zachwycona i kazała mi ją wziąć. Spojrzałam jeszcze dla cenę, 200 funtów to nie tak tanio ale cóż poradzisz skoro jesteś w sklepie jednego z najpopularniejszych projektantów w Londynie. Przebrałam się i ruszyłam do kasy by zapłacić za kreację. Po zakupach postanowiłyśmy wrócić do swoich domów, nie kupowałam już butów gdyż mam zamiar ubrać moje nowe czarne koturny. Gdy tylko weszłam do domu usłyszałam śmiechy kobiet, ruszyłam w stronę salonu i zobaczyłam Cassie z koleżankami, piły wino i opowiadały sobie o tym jakie ich faceci im robią niespodzianki, co to im nie kupują i tak dalej. W kominku się paliło, dzięki czemu w domu było ciepło, zauważyłam, że w ramkach na półce nie było naszych wspólnych zdjęć z mamą i tatą, ale jakieś kartki palą się w środku kominka...
-Czy ty zgłupiałaś?!- krzyknęłam podchodząc bliżej, próbując wyciągnąć ostatnie kawałki zdjęć, gdy zobaczyłam jedno z nich, wiedziałam, że wrzuciła je na rozpałkę.
-Oh a to właśnie moja pasierbica- powiedziała, a jej koleżanki zaczęły cicho się śmiać.-Przytyło ci się ostatnio kochanie- zgaduje, że to było do mnie, przewróciłam tylko oczami i wróciłam do wygrzebywania pozostałości zdjęć, niestety już było za późno by je uratować...
-Ma takiego bogatego ojca a z tego nie korzysta...- zaśmiała się jedna z nich, nie chciałam więcej tego słuchać dlatego pobiegłam do swojego pokoju, hamując się przed powiedzeniem czegoś złego. Gdy wychodziłam po schodach usłyszałam, jak Cassie mówi, że jestem tak samo naiwna jak moja matka, miałam ochotę tam zejść i jej przywalić. Postanowiłam jeszcze zejść do kuchni i napić się mojego koktajlu truskawkowego, podczas gdy siedziałam przy wysepce słyszałam jak te lafiryndy śmieją się ze mnie, mojego stylu, włosów, wagi... Nie wytrzymałam, do blendera wrzuciłam różne produkty które wpadły mi w ręce, włączyłam maszynę, która zmiksowała wszystko razem tworząc śmierdzące zielone coś. Wzięłam "napój", iPhona i poszłam cicho do salonu, one siedziały plecami do mnie, więc wszystko pójdzie łatwo, ustawiłam telefon na miejscu w którym nagra wszystko dokładnie i włączyłam nagrywanie, podeszłam do kanapy i po kolei zaczęłam lać tym czymś na głowy dziewczyn, mówiąc przy tym "ojej to przez przypadek". Cassie wraz z koleżankami były wściekłe, a ja śmiejąc się, wzięłam telefon i pobiegłam do góry. Zakluczyłam drzwi i wysłałam filmik Niallowi i Sam. Po kąpieli, wskoczyłam pod kołdrę i zadowolona usnęłam.
***
Za 10 minut ma być Niall a ja nie mogę znaleźć telefonu, muszę uważać by mój make-up, fryzura, paznokcie się popsuły a sukienka pogniotła, co jest bardzo trudne. Przekopałam już cały pokój i nigdzie nie mogę go znaleźć... Chwila... Kuchnia, jeszcze tam nie patrzyłam, szybko zbiegłam po schodach na dół i udałam się do pomieszczenia, na wysepce leżał mój iPhone, wzięłam go i schowałam do torebki. W sam raz bo akurat usłyszałam dzwonek do drzwi, wbiegłam do przedpokoju włożyłam buty, przeglądnęłam się w dużym lustrze by sprawdzić czy wszystko jest idealnie. Na szczęście było, otworzyłam drzwi i zobaczyłam Nialla, trzymającego czerwoną różę, był ubrany w ciemne rurki, biały t-shirt i rozpiętą koszulę w kratkę bez rękawów, na to miał włożoną bejsbolówkę a na nogach miał białe wysokie Converse, jego włosy były postawione na żelu, wręczył mi różę, a ja podziękowałam i pocałowałam go w policzek, zniknęłam na chwilę w środku by zostawić różę na wysepce w kuchni, po chwili wróciłam do blondyna i ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Niall jak gentleman otworzył przede mną drzwi, wsiadłam do środka, chwilę po tym chłopak usiadł na miejscu kierowcy, odpalił samochód i pojechaliśmy w stronę willi Tomlinsona. Po 20 minutach ciszy którą przerywało jedynie radio byliśmy na miejscu, Niall ponownie otworzył mi drzwi, wyszłam z auta, chłopak złapał mnie za rękę i splótł nasze palce, przez ciało przeszedł mnie miły dreszcz, spowodowany jego dotykiem, zapowiada się miły wieczór. Uśmiechnięta szłam w stronę drzwi do willi w której panowały już tłumy...


Hej :3 Tak wiem... Nienawidzicie mnie... Nie dziwię wam się... Prawie miesiąc, albo nawet więcej nic nie dodawałam, nie chce kłamać, że nie miałam internetu bo Marta (Victoria McPerrie) może potwierdzić, że byłam 24/7 na internecie. Po prostu nie miałam weny i miałam totalną pustkę. Strasznie was przepraszam, ale teraz mam akurat strasznego stresa bo za tydzień już szkoła a ja zaczynam 3 klasę, czyli najgorszą klasę ever... A z racji, że w poprzednich 2 latach byłam totalnym leniem i nie chciało mi się uczyć muszę się teraz do tego zabrać, więc od razu ostrzegam, że rozdziały nie będą się pojawiały za często, ale mam nadzieję, że mnie nie opuścicie *.*
Mam nadzieję, że rozdział się podobał, proszę zostaw swoją opinię w komentarzu. 

A i jeszcze jedna sprawa, z boku pojawiła się ankieta, jeżeli bylibyście tak mili i zagłosowali, to dużo dla mnie znaczy bo mam dylemat czy nie zakończyć tego bloga, to tylko dwa kliknięcia więc bardzo proszę :))

Komentujesz=Motywujesz <3

*Rozdział nie sprawdzony

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 18

*Camilla*
Nie miałam pojęcia gdzie pójść, do domu wrócić nie chciałam bo jest tam Niall i pewnie obściskuje się teraz z Cassie. Pozostało mi tylko udać się do Sam, tak też zrobiłam. Po 15 minutach byłam pod domem przyjaciółki, zapukałam i po chwili drzwi otworzyła mi Samantha. Od razu się do niej przytuliłam, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Dziewczyna była lekko zszokowana sytuacją, ale uścisnęła mnie mocno i poklepała pocieszająco po plecach.
-Co się stało?- spytała gdy odkleiłam się od niej, już otworzyłam buzię aby coś powiedzieć ale ktoś nam przerwał.
-Samantho kto przyszedł?- usłyszałam głęboki i poważny głos mężczyzny po chwili pojawił się on w wejściu do salonu, to był ojciec Sam.-Ah to ty Camillo, Samantho- zwrócił się do Sam- zostało dziesięć minut więc bardzo proszę pośpiesz się- oznajmił i wszedł z powrotem do salonu, dopiero teraz zauważyłam, że dziewczyna ubrana jest w elegancką, czarną sukienkę.
-Chodź do mojego pokoju i wszystko mi opowiesz, tylko szybko bo razem z moimi rodzicami idziemy na jakąś ważną kolację i nie możemy się spóźnić- powiedziała w drodze do jej sypialni. Gdy weszłyśmy do pomieszczenia od razu opowiedziałam co działo się w ostatnich dniach, brunetka słuchała mnie uważnie, kilka razy wymsknęły się jej złe słowa o Niallu. Gdy skończyłam swoją jakże świetną historię życia do pokoju weszła mama Sam uświadamiając nam, że jeżeli nie wyjdą za minutę to spóźnią się, dlatego skończyłyśmy naszą pogawędkę i pożegnałyśmy się. Chciałam żeby zleciało trochę więcej czasu zanim dojdę do domu, więc poszłam przez park. Po 30 minutach spacerowaniu wśród drzew oraz ławek, na których czasem siedziały zakochane pary całując się lub tylko przytulając, znalazłam się pod domem. Na schodkach siedział Niall, ominęłam go traktując jak powietrze i chciałam wejść do środka ale jego ręka mi na to nie pozwoliła.
-Nie chcesz teraz tam być- powiedział spokojnym głosem, ale ja go nie chciałam słuchać, wyrwałam rękę z uścisku i weszłam do domu. W salonie siedziała moja mama, była cała zapłakana, nie wiedziałam o co chodzi dopóki nie usłyszałam głośnych jęków, sapania i wywoływania imion. Szybko podbiegłam do matki i przytuliłam ją.
-Mamo od jak dawna tu jesteś?- spytałam łamiącym się głosem, kobieta głośno pociągnęła nosem i westchnęła.
-Przed chwilą tu przyszłam Niall był pierwszy, ja musiałam pojechać do firmy na noc ale zapomniałam papierów, które zostały w domu, Niall ostrzegał, żebym tam nie wchodziła ale go nie słuchałam, nie mam odwagi pójść do nich...- w tym momencie jeszcze bardziej się rozpłakała, pomogłam jej wstać i poszłyśmy razem do wyjścia, tam nadal siedział blondyn.
-Niall, mógłbyś zawieść moją mamę do jakiegoś hotelu, poczekaj przyniosę rzeczy dla niej- powiedziałam a Niall razem z moją mamą ruszyli do jego samochodu. Pobiegłam do góry, gdzie jęki stawały się coraz głośniejsze. Gdy przechodziłam obok pokoju rodziców po prostu nie wytrzymałam, weszłam do niego i zaczęłam bić brawo, tata wraz z tą dziwką szybko się od siebie odsunęli, a ja wyszłam z pokoju w połowie zadowolona gdyż brunetka zleciała z łóżka na ziemię. Pobiegłam do garderoby mamy i wpakowałam dużo ubrań wraz bielizną i innymi potrzebnymi rzeczami do torby podręcznej i zbiegłam na dół do kuchni gdzie na blacie leżał portfel taty, zawsze powtarzał, że jeżeli będę potrzebowała pieniędzy to są one zawsze w jego portfelu, lub w sejfie, do którego znam kod lecz nie wiem gdzie się znajduje, mądrze prawda? Wyciągnęłam około 200 funtów i włożyłam do kieszeni torby, zauważyłam, że na blacie leżał telefon Nialla, pewnie dlatego się wrócił. Przez przypadek go włączyłam, a na wyświetlaczu ukazało się moje zdjęcie. Ma moje zdjęcie na tapecie. Wcale się nie cieszę, i nie mam banana na twarzy. Nie... Usłyszałam kroki na schodach, dlatego schowałam telefon do kieszeni i wyszłam z domu. Na podjeździe czekał już Niall, wyszedł z auta i pomógł mi zanieść torbę do bagażnika, wsiadłam do samochodu na miejsce pasażera, a zaraz po mnie Niall przy kierownicy.
-To gdzie jedziemy?- spytał blondyn
-Do jakiegoś bliskiego, niedrogiego i dobrego hotelu- odpowiedziałam i odwróciłam się do mamy, w tym momencie naprawdę jej współczułam. Po chwili Niall wyjechał na główną ulicę kierując się do jakiegokolwiek hotelu. Cała droga minęła nam w ciszy i dopiero po 20 minutach byliśmy pod ładnym, dużym hotelem.
-Jak uciekałem z domu zawsze kierowałem się tutaj, jest tanio i bardzo ładnie- uśmiechnęłam się na samą myśl o uciekającym Niallu. Chłopak wyciągnął torbę z bagażnika, a ja pomogłam mamie wysiąść z auta. Wzięłam ją pod rękę i ruszyliśmy w trójkę do środka. Zaprowadziłam ją na fotel żeby usiadła.
-Chcesz żebym została z tobą?- spytałam, ale kobieta pokiwała głową i oznajmiła, że chce teraz zostać sama i żebym przyszła do niej jutro wieczorem, ponieważ chce sobie to wszystko przemyśleć.
Udałam się do recepcji wcześniej wyciągając pieniądze z torby, za ladą stała młoda kobieta, która miło uśmiechała się do mnie.
-Dzień dobry, chciałabym wynająć pokój jednoosobowy na dwa tygodnie wraz ze śniadaniem, kolacją i obiadem- powiedziałam a kobieta zaczęła pisać coś na komputerze.
-To będzie kosztowało 70 funtów za nocleg i 10 funtów za wyżywienie czyli razem 80 funtów, jeżeli będzie pani zamawiała obsługę do pokoju, dodatkowe jedzenie lub alkohol zostanie to doliczone do rachunku, który dostanie pani przed wyprowadzeniem z hotelu, pani pokój to 320 na trzecim piętrze .- podała mi kartę do pokoju, to nawet dobrze że mam zapłacić dopiero po wyprowadzeniu z hotelu, gdyż mama będzie mogła sobie coś kupić do jedzenia albo jakiekolwiek rzeczy. Wraz z kartą podeszłam do Nialla i mamy oznajmiając, że możemy już iść do pokoju. Weszliśmy do windy, która zawiozła nas na 3 piętro. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka, pokój był mały ale przytulny naprzeciwko nas znajdowała się biało beżowa łazienka, wysadzana kafelkami ze wzorkami muszli, obok nas była sypialnia w której stało duże szare łóżko z wieloma poduszkami na ciemnoczerwonych ścianach powieszone były obrazy a naprzeciwko łóżka wisiał duży czarny telewizor a pod nim stała szara komoda w obok niej stała duża szafa tego samego koloru. Po sypialni odwiedziliśmy niewielką kuchnię, która była w kolorze szaro-niebieskim, znajdowały się w niej podstawowe urządzenia AGD takie jak kuchenka, lodówka, zlew, były też szafki, w których znajdowały się talerze, szklanki, w szufladach były łyżki, widelce i noże. Naprzeciwko wszystkich urządzeń stał mały stolik dla trzech osób. Po chwili zorientowałam się, że mojej mamy nie ma obok mnie. Udałam się do sypialni, gdzie akurat leżała kobieta, zaczęłam wkładać ubrania rodzicielki do szafy.
-Camillo zostaw, zrobię to jutro- położyła mi rękę na ramieniu, wstałam z ziemi i mocno przytuliłam ją mocno, zamknęłam oczy i cieszyłam się chwilą. Gdy je otworzyłam zobaczyłam jak Niall opiera się o framugę drzwi z założonymi rękami w piersi i uśmiecha się. Poczułam jak mama poluzuje uścisk więc również ja puściłam.
-Dziękuję, za wszystko- uśmiechnęła się-Tobie też Niall- odwróciła się, a ja ją ponownie przytuliłam, popatrzyłam na Nialla, który rozłożył swoje ręce, zaśmiałam się pod nosem.
-Oj no chodź- powiedziałam do chłopaka, a on szybko się w nas wtulił, taki grupowy miś. Po chwili wszyscy się od siebie odkleiliśmy, a ja z Niallem ruszyliśmy do wyjścia. Ostatni raz pożegnałam się z mamą i wyszliśmy. W aucie znowu panowała niezręczna cisza. Postanowiłam ją przerwać.
-Nienormalny dzień... Najpierw okazuje się, że jesteś chłopakiem mojej siostry, która okazuje nie być się moją siostrą tylko zwykłą kochanką taty, do którego aż żal się przyznać... Nie wiem jak ja dziś usnę w tym domu- głośno westchnęłam i oparłam głowę o szybę. Dłoń Nialla potarła moje udo dodając mi otuchy.
-Jeżeli chcesz możesz dziś spać u mnie, a jutro się zobaczy- położyłam swoją dłoń na jego, by ściągnąć ją z mojego uda, ale on splótł nasze palce ze sobą, w moim brzuchu rozpętało się tornado motyli.
-Ja-ja nie wiem cz-y to taki dob-ry pomysł- co jakiś czas się jąkałam. Chciałam zostać u niego w domu, mogłabym z nim zamieszkać gdziekolwiek byle razem... Chwila co ja właśnie powiedziałam? Nie Camilla stop! W końcu się otrząsnęłam i zabrałam swoją rękę, znowu ta niezręczna cisza, której nienawidzę. Po 5 minutach znaleźliśmy się na podjeździe.
-Ugh aż mi się zbiera na wymioty- powiedziałam do siebie ale chyba Niall to usłyszał, bo wziął mnie na ręce jak pannę młodą.
-Dlatego nocuje dziś pani u mnie- uśmiechnął się zadziornie i zaniósł mnie do swojego domu, przy drzwiach trudził się z włożeniem klucza do zamka dlatego postawił mnie na ziemi i otworzył drzwi przepuszczając mnie w nich.
-Możesz hałasować moich rodziców i tak nie ma w domu- powiedział blondyn i ściągnął buty i kurtkę, zrobiłam to samo co on i ruszyłam za nim do kuchni.
-Chcesz się czegoś napić lub zjeść?- spytał otwierając lodówkę.
-Nie, chcę po prostu się już umyć i iść spać mam dość tego dnia i chcę żeby się już skończył, a i mam twój telefon- powiedziałam i wyciągnęłam urządzenie z kieszeni podając je mu, chłopak się do mnie uśmiechnął.
-W takim razie idziemy się myć- uradowany pobiegł w stronę schodów i wybiegł na górę a ja za nim.
-Niall ja idę się sama umyć- zaśmiałam się gdy byliśmy już w pokoju, chłopak zaczął udawać, że płacze i schował głowę w poduszce, zaczęłam się śmiać, ale podeszłam do niego i zaczęłam go głaskać po głowie.-Nialluś nie płacz, pojedziemy jutro do Nando's jak będziesz grzeczny- na te słowa chłopak szybko się podniósł, usiadł i wyprostował plecy udając wzorowe dziecko. Chciało mi się śmiać na ten widok ale musiałam być poważna, jemu chyba też zachciało się śmiać bo widziałam, że już nie wytrzymywał. W końcu pękł i zaczął się śmiać a ja razem z nim, gdy się już uspokoiliśmy blondyn dał mi swój t-shirt oraz bokserki i zaprowadził do łazienki. Zaczęłam się rozbierać ale przypomniałam sobie, że Niall również jest w pomieszczeniu.
-Wiesz, że możesz wyjść- powiedziałam pokazując na drzwi.
-Wiem, ale nie zrobię tego- uśmiechnął się niewinnie
-Niall...-
-Camilla...- udawał mój głos
-Wyjdź- podniosłam głos, a chłopak z opuszczoną głową zaczął iść w stronę drzwi.
-Tylko zamknij drzwi na klucz a jak będą otwarte to sobie wejdę- zaśmiał się
-Spokojnie, nie musisz się martwić- powiedziałam, a chłopak wyszedł i zamknął drzwi. Gdy już byłam cała naga, włączyłam wodę i weszłam pod prysznic, ciepłe krople leciały na moje ciało ogrzewając je. Rozkoszowałam się chwilą, gdy nagle czyjeś ręce oplotły moją talię, odwróciłam się i zobaczyłam błękitne oczy Nialla.
-Mówiłem żebyś zamknęła drzwi- zaśmiał się, a ja odwróciłam się plecami do niego udając obrażoną. Chłopak pocałował moje ramię i zaczął myć moje plecy, nie powiem, że było mi źle, wręcz przeciwnie, było wspaniale, tylko my nie jesteśmy nikim więcej niż tylko przyjaciółmi... No właśnie... Nikim więcej... Bo ktoś taki głupi jak ja musiał zmarnować tą wspaniałą okazje prawda? Gdy już byliśmy czyści wyszliśmy z pod prysznica, to znaczy Niall wyszedł pierwszy bo on był w bokserkach, a ja się w tym czasie jeszcze wypłukałam, blondyn podał mi ręcznik i również wyszłam, on już miał na sobie czyste i suche bokserki od Calvina Kleina oczywiście, postanowiłam również się przebrać ale jeden szczegół...
-Niall mógłbyś wyjść chcę się przebrać- poprosiłam, na szczęście tym razem mnie posłuchał dzięki Bogu... Gdy ubrałam bokserki od Calvina Kleina i t-shirt z napisem "I'm sexy and I know it" wyszłam z łazienki Nialla i poszłam do wyjścia z jego pokoju by pójść na kanapę do salonu.
-Gdzie idziesz?- spytał blondyn
-Spać- odpowiedziałam
-Ale łóżko jest tutaj- zaśmiał się
-Przecież nie będę ci zajmować łóżka moją wielką dupą- już chciałam wyjść z pokoju ale Niall podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię, niosąc do łóżka, potem położył mnie na nim. Szybko schowałam się pod kołdrę, żeby móc szybko zasnąć.
-Pewnie wolałbyś leżeć tu teraz ze swoją dziewczyną, która okazała się być kochanką mojego ojca- powiedziałam, myśląc, że on tego nie słyszy. Chyba jednak usłyszał, bo głośno westchnął.
-Ona nie jest moją dziewczyną, była taką jakby fałszywą bo chciałem...- urwał, a ja odwróciłam się do niego.
-Co chciałeś?- spytałam, a on powiedział coś niezrozumiałego pod nosem.
-Bochciałemżebyśbyłazazdrosna- powiedział w jednym wydechu ale i tak ledwo co go zrozumiałam, popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
-Chciałem żebyś była zazdrosna- powiedział, a ja się uśmiechnęłam. Chwile pomiędzy nami panowała cisza, lekko podniosłam się i złożyłam na policzku Nialla buziaka.
-Dziękuje- powiedziałam i położyłam się-Za to, że mi dziś pomogłeś- dodałam i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam jakiś huk szybko się podniosłam i popatrzyłam na Nialla przerażonym wzrokiem.
-To tylko burza- zaśmiał się, ale mi nie było do śmiechu-Boisz się burzy?- spytał, a ja skinęłam głową, blondyn rozłożył ręce, a ja się wtuliłam w jego ciepły, nagi i umięśniony tors. Teraz mogłam spokojnie spać...

Rano zadzwoniła do mnie mama żebym przywiozła jej do hotelu jakieś papiery, które musi wypełnić do pracy, dlatego zaraz po śniadaniu wyszłam z domu Nialla i udałam się do swojego. Czułam jak wszystko podchodzi mi do gardła, gdy byłam pod drzwiami. Nie wiedziałam czy zapukać, czy tak po prostu wejść, po dłuższym rozmyślaniu weszłam do środka, w kuchni krzątała się Cassie, przygotowując śniadanie, zignorowałam ją i udałam się do góry do pokoju rodziców. W środku był tata i poprawiał swój krawat, gdy mnie zobaczył zbladł.
-Co ty tu robisz?-spytał, odwracając się do mnie.
-Przyszłam po papiery dla mamy- odpowiedziałam i podeszłam do komody w której mieściły się wszystkie dokumenty, otworzyłam ostatnią szufladę i zaczęłam szukać, nagle szuflada wysunęła się z komody tak, że spadła na ziemię, w miejscu gdzie była przed chwilą były jakieś dokumenty, pomyślałam, że przez przypadek to mogą być one dlatego sięgnęłam ręką. Przeczytałam pierwsze zdania na kartce i zamarłam. To papiery adopcyjne...

Witam was z nowym rozdziałem :D Mam nadzieje, że za bardzo nie namieszałam wam moimi debilnymi pomysłami haha :D Siedziałam nad 3/4 tego rozdziału do 3 w nocy więc nie zdziwcie się jeżeli napisałam coś głupiego :D Nie mam pojęcia co więcej napisać, a nie mogę tego robić już bo jest burza (tak boje się jej) dlatego czekam na wasze opinie :)) Pozdrawiam i do następnego :)

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 17




*Kilka godzin temu, Niall*

-Tak bardzo chciałbym cię pocałować- szepnąłem i zbliżyłem się do jej lekko zmarzniętych ust. Prawie ją dotknąłem gdy nagle...
-Przepraszam, ale ja na razie nie chcę niczego więcej niż przyjaźni, uważam, że to za wcześnie- odepchnęła mnie od siebie. Poczułem się jak kilka lat wcześniej, gdy pierwszy raz się w niej zakochałem.

Jest październik wszystkie liście prawie pospadały z drzew, częściej pada deszcz, jest zimno, ale nie dziś. Dziś świeci słońce i jest w miarę ciepło na mały piknik we dwoje. Ten dzień jest szczególny, gdyż są urodziny Cam, od niedawna zacząłem coś do niej czuć. Może to głupie bo mam niecałe 16 lat i nie wiem co to miłość, ale przy niej czuje się szczęśliwy, może nie rozmawiamy, lecz gdy przechodzi obok mnie, czuję jak pachnie wanilią to doprowadza mnie do obłędu, uszczęśliwia mnie jednym małym gestem. Czy to normalne? Nie wiem... Dzisiaj chcę wyznać co do niej czuje. Gdy zadzwonił dzwonek na lekcje, wszyscy zaczęli uciekać do swoich klas by nie mieli wpisanej nieobecności, ja zbytnio się tym nie przejmowałem. Poczekałem aż korytarz będzie pusty i podbiegłem do szafki Camilli i przez wąską szparę wsunąłem ładnie ozdobioną karteczkę z zaproszeniem na randkę. 
Camilla, zapraszam cię dziś o 18 do parku naprzeciwko szkoły, mam niespodziankę dla ciebie. N<3
PS. Wszystkiego najlepszego :) 
-Horan! Dlaczego nie jesteś na lekcji?!- usłyszałem piskliwy głosik dyrektorki.
-Zapomniałem książki, już idę- zmyśliłem, kobieta skinęła głową i wróciła do gabinetu, niektórzy nauczyciele są tacy naiwni... 
Za godzinę mam randkę z Cam, jestem zdenerwowany, ale także podekscytowany, bo sam nie wiem jak zareaguje na moje wyznanie. Założyłem czarną zapinaną bluzę,na ramie torbę, a do ręki wziąłem deskorolkę i szybko pojechałem na miejsce by wszystko przygotować. Od dwóch godzin stoję i marznę z zimna, Camilla nie przyszła, olała mnie... Czuje się jak jakiś debil... Zrobiłem sobie niepotrzebną nadzieje... Zabrałem wszystkie swoje rzeczy, zostawiając to co przygotowałem dla niej i smutny wróciłem do domu. Od dzisiaj przestaje być słodkim Niallem, zmienię się, niektórzy mają racje- miłość nie istnieje...

-Może powinniśmy już wrócić- z zamyślenia wyrwał mnie cichy głosik Cam, nic nie odpowiedziałem tylko skinąłem głową i odwróciłem się na pięcie by następnie zejść po schodkach w dół. Pod koniec usłyszałem jak brunetka upada na ziemię, nie zareagowałem tylko szedłem dalej by jak najszybciej być w domu. Przez całą podróż nikt się nie odzywał, nawet nie pożegnaliśmy się, gdy wyszła z samochodu szybko poszła do domu. Zaparkowałem auto i również się udałem do środka, wcześniej zatrzaskując drzwi. Wspiąłem się po schodach do swojego pokoju, i rzuciłem się na łóżko.
Niall nie możesz się teraz wypłakiwać w poduszkę, pokaż jej, że nie jest jedyną dziewczyną na tym świecie, pokaż jej co straciła. Podpowiadała moja podświadomość, która w sumie miała racje, nie mogę teraz leżeć i użalać się nad sobą, czas by Niall Horan się zabawił. Zsunąłem się z łóżka i poszedłem do łazienki by się trochę odświeżyć. Po krótkim prysznicu, zawinięty ręcznikiem od pasa w dół wróciłem do pokoju i otworzyłem szafę, wyciągnąłem z niej czarne rurki, biały t-shirt i jeansową kamizelkę, a z szuflady wyjąłem bieliznę i skarpetki. Po ubraniu się postawiłem lekko włosy na żelu, wyszczotkowałem zęby i wyszedłem z domu, na zewnątrz było zimno a ja nie miałem ze sobą kurtki, nie chciałem wracać się do domu więc szybko wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę najlepszego klubu w Londynie. Gdy dojechałem na miejsce, zauważyłem, że kolejka ciągnie się do następnej przecznicy, ale na szczęście mój znajomy prowadzi ten klub i ochroniarze mnie znają. Wepchnąłem się na przód kolejki przez co większość ludzi zaczęła mieć pretensje, chciałem już otworzyć drzwi ale ręka ochroniarza mi w tym przeszkodziła.
-O co chodzi?- spytałem
-Na koniec kolejki kolego- popchnął mnie lekko, przez co się wkurzyłem
-Wiesz kim ja jestem? Jestem Niall Horan i masz mnie wpuścić- ryknąłem, ale facet nie wydawał się być przejęty tym z kim rozmawia.
-Nie wydaje mi się, że...-
-Bryan pozwól, że ja się tym zajmę- przerwał mu Jay, który był drugim ochroniarzem i znał mnie tak dobrze jak ja jego -Przepraszam cię stary, on jest nowym ochroniarzem i nie wiedział- szepnął po czym wpuścił mnie do środka. W dużym pomieszczeniu czuć było połączenie potu, alkoholu i dymu, nie przeszkadzała mi ta mieszanka więc spokojnym ruchem poszedłem do baru. Zamówiłem pierwszego shota i zacząłem rozglądać się po parkiecie, tańczyło dużo osób chociaż większość z nich po prostu się obmacywała czy coś w tym stylu, nagle w oko wpadła mi brunetka samotnie tańcząca w tłumie,wypiłem shota, który przed chwilą został mi podany przez kelnera i ruszyłem do dziewczyny, teraz stała do mnie tyłem, położyłem swoje ręce na jej biodrach i zacząłem tańczyć jak ona, po chwili odwróciła się do mnie i zobaczyłem jej twarz, nie była tak piękna jak Camilla ale nie była brzydka. Miała falowane, brązowe włosy, oczy były tego samego koloru, ubrana była w czarną, krótką sukienkę i wysokie szpilki, przez które była wyższa ode mnie o jakieś 3 cm. Założyła ręce na moim karku i razem tańczyliśmy w rytm muzyki. Zaprowadziłem ją w stronę jakiegoś stolika i wróciłem się do baru po dwa drinki, które następnie zaniosłem dziewczynie.
-Proszę-podałem szklankę brunetce i usiadłem obok niej na skórzanej, czerwonej kanapie- Jestem Niall, a ty jesteś...?-
-Cassie, miło mi cię poznać- uśmiechnęła się, za dużo nie dowiedziałem się o niej, wiem tylko to, że niedawno przeprowadziła się do Londynu. Później już zbytnio nie rozmawialiśmy o sobie tylko piliśmy i tańczyliśmy, nawet na chwile zapomniałem o Cam. Po kilku godzinach byliśmy wstawieni, dlatego zadzwoniłem po taksówkę, która zjawiła się w 15 minut. Postanowiłem, że pojedziemy do mnie, bo nie wiem gdzie Cass mieszka. Po 30 minutach byliśmy na miejscu, na szczęście moich rodziców nie ma w domu. Zaprosiłem dziewczynę do środka, po czym zamknąłem drzwi. Wyszliśmy na górę do mojego pokoju i się zaczęło, brunetka zaczęła mnie obcałowywać, nie czułem się z tym źle ale dobrze też nie, czułem się jakbym zdradzał Camille, chociaż nawet nie jesteśmy razem, ale uczucia do niej szybko się nie zmienią. Przez moją nieuwagę weszliśmy w komodę, która lekko się zachwiała, ale za to mój wazon spadł na ziemię i się stłukł, stwierdziłem, że posprzątam to jutro. Kątem oka zauważyłem, że w pokoju Cam zapaliło się światło, nie przejąłem się tym zbytnio tylko zacząłem szybko pozbywać się ubrań z ciała Cassie, a ona moich, gdy zostaliśmy już totalni nadzy powoli w nią wszedłem, ubierając poprzednio kondom na mojego członka, brunetka jęknęła w moje usta. Zacząłem się w niej poruszać, najpierw wolno, a potem tylko przyśpieszyłem. Dziewczyna zmieniła naszą pozycje i tym razem to ona była na górze.
-Uhh Cam...- wysapałem, brunetka gwałtownie się zatrzymała
-Co ty powiedziałeś?- spytała, a ja już wiedziałem, że jestem w totalnej dupie
-Yy... Powiedziałem twoje imię- zacząłem się tłumaczyć, choć sam wiem, że tak naprawdę nie powiedziałem jej imienia. Dziewczyna już więcej nic nie mówiła tylko dokończyła to co zaczęła, gdy oboje doszliśmy, wyszedłem z niej.
-Chcesz skorzystać z łazienki?- spytałem, a Cassie skinęła głową, udałem się do szafy i wyciągnąłem jakiś stary t-shirt dla niej oraz czyste bokserki dla mnie. Wskazałem dziewczynie łazienkę i podałem ubranie, a sam poszedłem do łazienki rodziców. Po średnio długim prysznicu wróciłem do pokoju, gdzie brunetka już spała, była przykryta moją kołdrą. Wróciłem jeszcze do kuchni po jakieś tabletki na ból głowy i dużą butelkę wody, bo pewnie jutro rano przywita nas mocny kac, położyłem je na szafce nocnej i ułożyłem się wygodnie na łóżku, próbując zasnąć, ale wciąż myślałem o tym co się dziś stało... W końcu znalazłem się w krainie Morfeusza...

*kilka dni później*
Oficjalnie ja i Cassie jesteśmy parą, nie pytajcie mnie jak to się stało, nie czuje do niej nic... Szczególnego, ale ona chyba za bardzo się w to zaangażowała. W sumie robię to też ze względu na moje własne "potrzeby", chcę sprawić by Camilla była zazdrosna. Po tym co się dowiedziałem, mój plan może się udać. Cassie opowiedziała mi swoją historię o tym jak jej matka zmarła i teraz mieszka u swojego ojca, który także jest ojcem Cam. Dziś mam poznać jej rodziców, chociaż już ich znam, ale ona o tym nie wie... Robię to tylko dlatego, że wiem, iż Camilla wtedy też będzie, a to daje mi większe szanse na realizacje mojego planu. Wybiła godzina 19, a to oznacza, że czas się zbierać. Ubrany byłem w czarne jeansy, jasną koszulę i marynarkę w kolorze spodni, a do tego białe buty Supra. Zamknąłem drzwi i ruszyłem do domu obok, zapukałem do drzwi, otworzyła mi Cassie, przywitaliśmy się buziakiem w usta i wszedłem do środka.
-To jest mój chłopak Niall- powiedziała do pani Scott, kobieta uśmiechnęła się a ja podałem jej rękę.
-Dobry wieczór proszę pani- brune
tka uścisnęła moją rękę.
-Witaj Niall, cieszę się, że jesteś z Cass choć myślałam, że coś iskrzy pomiędzy tobą a Camillą-
-Tak się złożyło, że on kocha mnie, więc pozwól mi się tym cieszyć- odpowiedziała srogo Cass, potem weszliśmy głębiej, a ze schodów powoli schodziła Camilla, w tych dresach wyglądała pięknie, zwyczajnie, ale pięknie. Gdy ją zobaczyłem odebrało mi dech w piersiach, ona chyba była lekko zszokowana moją wizytą.
-Niall?- jej głos się łamał- Ty jesteś jej chłopakiem?- zadawała pytania.
-Widzę, że wy też się znacie- powiedziała z wyrzutem Cass. Nie zdążyłem nic powiedzieć, a Camilla wybiegła z domu.
-Cam poczekaj- krzyknąłem, ale ona zatrzasnęła drzwi, zwróciłem się do rodziców dziewczyn- Zaraz wrócę, ona chyba też- wytłumaczyłem i wyszedłem na zimne powietrze. Zobaczyłem jak brunetka oddala się, więc zacząłem biec.-Camilla, proszę cię stój- krzyknąłem, dziewczyna nie zatrzymała się, tylko przyspieszyła swój marsz, ale ja i tak byłem szybszy. Położyłem jej rękę na ramieniu i gwałtownie odwróciłem ją w moją stronę, ale chyba zrobiłem to za gwałtownie bo brunetka się zachwiała i wpadła w moje ramiona. Głośno pociągnęła nosem, czyli musiała płakać. Pogłaskałem ją po głowie, ale ona zaczęła się wyrywać w końcu się jej udało. Miała rozmazany makijaż, z oczu leciały łzy, wyciągnąłem z marynarki paczkę chusteczek higienicznych i podałem jej, wzięła jedną, ale zaraz po tym odwróciła się na pięcie i poszła dalej.-O co ci do cholery chodzi?- spytałem podnosząc głos, nie odpowiedziała mi tylko szła dalej-Okej czyli teraz będziesz zgrywać obrażone dziecko, które nie dostało zabawki, a dostał to ktoś inny? Chociaż miałaś szansę to nie skożystałaś z niej... Sama powiedziałaś, że nie chcesz się w to angażować, a ja nie miałem zamiaru być przez ciebie odrzucany po raz 3, dlatego odpuściłem- wytłumaczyłem, ona się zatrzymała, odwróciła się i zaczęła się zbliżać. Brawo Horan to masz gwarantowanego strzała z liścia pomyślałem i już zamknąłem oczy, tak jakby to miało sprawić, że nie będzie bolało... Zamiast ręki na moim policzku, poczułem jej usta na moich. Oddałem pocałunek, pogłębiając go, ale ona oderwała się ode mnie, powiedziała ciche "przepraszam" i pobiegła przed siebie, stałem tam jak wryty w ziemie, tylko się uśmiechając. Chwile potem się otrząsnąłem i zdałem sobie sprawę z tego, że jej już nie ma. Smutny, ale zarazem szczęśliwy z tego co przed chwilą się wydarzyło, wróciłem do domu państwa Scott...


Hej :D

A Więc już jestem w Polsce z nowym rozdziałem :D Cieszycie się? Ja w sumie wróciłabym do Włoch ale i tak was bardzo kocham :**** Co sądzicie o takim zwrocie akcji? Mam jeszcze kilka pomysłów co do głównej bohaterki, a zwłaszcza jeden, który muszę zrealizować, dlatego już jutro go zacznę pisać, ale pojawi się dopiero gdy będzie 5 (lub więcej) komentarzy, chciałam znieść ten limit ale skoro ostatnia umowa nie wyszła, to ja też nie jestem uległa, wszystkie fanfictiony, które czytam zostaną jak najszybciej skomentowane, jeżeli się wyrobie z czasem. Za wszystkie błędy przepraszam(jeżeli takowe wystąpiły)

5 komentarzy=next <3




poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 16

 Cześć, nie wiem czy czytacie notki na dole, dlatego piszę ją tutaj, mianowicie zauważyłam, że od ostatniego rozdziału przybyło około 300 wyświetleń a komentarzy było 6 więc coś mi tu nie pasuje. Teraz chcę wam coś zaproponować, a chodzi o to, że ja wyjeżdżam 3 lipca do Włoch na prawie 2 tygodnie, czyli nie będzie wtedy rozdziału i jeżeli do piątku będzie powyżej 10 komentarzy dodam rozdział przed 3 lipca i prawdopodobnie zniosę limit komentarzy i niech jedna osoba nie pisze więcej niż 1 komentarz... Proszę, wystarczy jedna głupia kropka, przecinek, serduszko, uśmiech cokolwiek... Jeżeli to przeczytałeś dziękuje i przepraszam, że zmarnowałam twój cenny czas, rozdział jest nawet krótki ale jeżeli będzie te 10 komentarzy to kolejny będzie dłuższy, obiecuje :) Miłego czytania :)



Droga przeminęła nam w totalnej ciszy, jedynie w tle cicho grało radio. Nie fatygowałam się by zapytać gdzie jedziemy, bo i tak Niall nie odpowiedziałby mi. Po niecałych 15 minutach blondyn zatrzymał samochód, parkując wcześniej na pustym parkingu. Odpięłam pasy, Niall w tym czasie okrążył auto i otworzył mi drzwi. Moim oczom ukazało się wysokie wzgórze, które było pokryte białym puchem, dobre miejsce dla dzieci na zjeżdżanie na sankach, ku mojemu zdziwieniu nie było tu ani jednej osoby oprócz nas.
-Panie przodem- powiedział Niall, gdy byliśmy przy schodach prowadzących na szczyt wzgórza, pokazał na nie ręką, a ja zaczęłam po nich wychodzić. Im wyżej się znajdowaliśmy tym bardziej byłam zmęczona, tych schodów było bardzo dużo i byłam z siebie dumna, gdy wyszłam na samą górę. Oparłam się o ławkę i schyliłam by móc wyrównać oddech i odpocząć, odwróciłam się w stronę Nialla, który nie był ani trochę zmęczony tylko się uśmiechał.
-Chodź- wyciągnął rękę, którą po chwili chwyciłam, a chłopak lekko pociągnął mnie bliżej barierki. Moim oczom ukazała się przepiękna zimowa panorama Londynu, całe miasto pokryte było białym puchem co wyglądało jak w jednym z tych romantycznych filmów, których po części nie znoszę, ale to już inna bajka. Poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu, tym "ktosiem" był nie nikt inny jak Niall, rozpoznałam go po zapachu jego perfum, które pachną niebiańsko.
-Tu jest pięknie- powiedziałam oglądając każdy szczegół, by zapamiętać ten widok.
-Wiem, znalazłem to miejsce rok temu przez przypadek, gdy jest mi źle przychodzę tutaj, zawsze jest tu pusto i można się odprężyć i zapomnieć o problemach- oznajmił, a ja się uśmiechnęłam i odwróciłam w jego stronę. Chłopak oparł swoje czoło o moje, a jego kąciki ust uniosły się do góry.
-Tak bardzo chciałbym cię pocałować- szepnął prawie niesłyszalnie i zbliżył się. Nie Camilla, nie możesz- karciłam się w myślach, szybko odsunęłam twarz, tak by moje usta nie mogły się spotkać z jego, z czego najwyraźniej nie był zadowolony.
-Przepraszam, ale ja na razie nie chcę niczego więcej niż przyjaźni, uważam, że to za wcześnie- powiedziałam to bardzo powoli, tak by się nie pogubić w tym co mówię, ale także dla tego by w jakiś sposób go nie urazić. Oczywiście to wszystko nie było prawdą, bardzo chciałabym być z Niellem i całować go, ale boje się, że to zepsuje i po kilku tygodniach będę wypłakiwać się w poduszkę, po za tym nie wiem czy nie robi tego z powodu zakładu, o którym "nie wiem". Niall nic nie powiedział tylko spuścił głowę. Odwróciłam się żeby jeszcze raz spojrzeć na zaśnieżony Londyn, po czym odezwałam się, przerywając tym samym niezręczną ciszę.
-Może powinniśmy już wrócić- blondyn lekko skinął głową, ale nadal nic nie powiedział, odwrócił się na pięcie i zaczął schodzić na dół. Czyżbym go skrzywdziła? Nie zastanawiałam się dłużej i zaczęłam iść za nim. Pod koniec schodków zamyśliłam się i poślizgnęłam, przez co upadłam na zimny kamień, a moja pupa zaczęła bardzo boleć, ale Niall nie był tak miły by mi pomóc tylko szedł dalej, w końcu pozbierałam się, oczepałam się ze śniegu i poszłam szybkim krokiem w stronę samochodu, w którym już siedział Niall. W drodze powrotnej panowała niezręczna cisza, nawet radio nie grało, gdy podjechaliśmy pod mój dom nie pożegnaliśmy się, ponieważ od razu wyszłam z auta i poszłam w stronę domu. Przed zamknięciem swoich drzwi, usłyszałam jak Niall mocno zatrzaskuje swoje.

*Kilka dni później*

Od ostatniego wydarzenia na wzgórzu nie widziałam Nialla ani raz, w jego pokoju panowała ciemność, tylko raz przed wczoraj około godziny 3 nad ranem w jego sypialni świeciło się światło. Pamiętam, że miałam uchylone okno i obudził mnie hałas tłukącego szkła, wtedy jedynie go zobaczyłam, był z jakąś dziewczyną, wyglądała znajomie ale nie dane mi było przyjrzeć się jej twarzy gdyż chwilę potem wylądowali na łóżku, zdejmując albo raczej zrywając z siebie ubrania, szybko zamknęłam okno i z powrotem położyłam się spać. Pokręciłam głową, żeby wyrzucić to wspomnienie. Dziś moja "siostra" ma nam przedstawić swojego nowego chłopaka, tak bardzo nie mogę się doczekać... Czujecie tą ironie? Dochodziła już 19 czyli, że za chwile ten ktoś ma przyjść, ubrałam się dość zwyczajnie bo przecież to nie będzie nikt szczególny. Usłyszałam dzwonek do drzwi dlatego zaczęłam schodzić po schodach. Doszłam do salonu i go zobaczyłam. O nie... To nie może być... Niall... Mój Niall... MÓJ Niall jest chłopakiem mojej "siostry".

10 komentarzy=rozdział przed 3 lipca
5 komentarzy= rozdział dopiero po 15 lipca 

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 15

Stałam na ganku jak wryta, nie wiedziałam o co chodzi... Czy tu są jakieś ukryte kamery? Pomyślałam, mój tata też nie wiedział jak się ma zachować, jedynie moja mama postanowiła się odezwać.
-Może wejdziesz do środka i nam wszystko wytłumaczysz- dziewczyna weszła głębiej do domu, zostawiając walizkę przy szafie. Ściągnęła buty, powiesiła kurtkę obok mojej i wszyscy udaliśmy się do salonu.
-Chcesz się czegoś napić?- spytałam z grzeczności, brunetka pokiwała głową i poprosiła o herbatę, poszłam do kuchni i postawiłam wodę na palnik. Wróciłam do rodziny i nowo poznanej dziewczyny i zajęłam miejsce przy stole.
-Więc... Opowiedz co cię do nas sprowadza- zaczęła moja mama, Cassie westchnęła i zaczęła mówić.
-Jak już wcześniej wspominałam nazywam się Cassie Morgan, jestem córką Kate Morgan, czyli byłą żoną pana Josha, to znaczy taty to znaczy... Nieważne... Moja mama nigdy nie mówiła mi nic o panu, zawsze mówiła, że mój tata zginął w wypadku samochodowym. Pół roku temu wykryto u niej raka piersi, niestety było już za późno by ją uzdrowić- po jej policzku zaczęły lecieć łzy- Miesiąc temu zmarła, zostawiła mi list, w którym napisała, mi całą prawdę, poprosiła mnie w nim abym dała drugi list panu, jeżeli pana znajdę.- Wyszła na chwilę z salonu, w kuchni rozniósł się dźwięk gwizdka sygnalizującego, że woda jest już gotowa. Włożyłam do filiżanki torebkę z herbatą i zalałam wrzątkiem , nie wiedziałam czy Cassie słodzi, dlatego na tackę położyłam również cukierniczkę i zaniosłam do salonu gdzie już wszyscy siedzieli, a przed moim tatą leżała biała koperta. Brunetka podziękowała za herbatę, usiadłam obok mamy, mężczyzna wziął papier do ręki i zaczął czytać po cichu tak, że nie było nam dane usłyszeć co jest tam napisane. Gdy skończył schował głowę w dłoniach i głośno westchnął, moja mama spojrzała na kartkę.
-Możesz mi to wytłumaczyć?!- podniosła głos i wyszła do kuchni, tata poszedł za nią, a ja wzięłam list i go przeczytałam.

Josh
Minęło już 18 lat odkąd urwał się nasz kontakt, nigdy nie powiedziałam Ci, że mamy dziecko bo odszedłeś do innej. Pamiętasz jak przyrzekałeś przed ołtarzem, w zdrowiu i chorobie, i że nie opuszczę Cię aż do śmierci? Zawiodłeś, nie minęło pół roku, a ty już miałeś romans, nie wiem czy dlatego ode mnie odszedłeś, czy dlatego, że nie byłam wystarczająco dobra dla Ciebie. Po Twoim odejściu byłam u lekarza, wyszło, że od miesiąca byłam w ciąży, ale ciebie już nie było. Postanowiłam, że sama je wychowam i udało się, tylko, że teraz umieram, mam raka piersi, którego nie można już wyleczyć, pewnie przeczytasz ten list gdy mnie już nie będzie, albo nie przeczytasz go w ogóle. Chcę Cię jedynie prosić, abyś zaopiekował się Cassie, chcę abyś dał jej ciepło i bezpieczeństwo, bo to Twoja córka i coś się jej należy, po tym jak nas zostawiłeś. Nigdy nie miałam talentu do rozpisywania się, co chyba doskonale wiesz... Dlatego o nic więcej Cię nie proszę tylko o bezpieczeństwo dla mojej córki, do zobaczenia w innym świecie.
Kate.

Ten list był taki... Nie wiem jak to określić, nie bardzo chciało mi się wierzyć w te słowa, ale po minie mojego ojca wszystkie wątpliwości jakby zniknęły. Czyli Cassie jest moją przyrodnią siostrą... Chyba... Nie wygląda na jakąś zadufaną w sobie panienkę, ale nigdy nie ocenia się książki po okładce. Przeprosiłam dziewczynę i wyszłam z salonu do kuchni.
-Co teraz zrobimy?- spytałam, widząc moją mamę, wiedziałam, że była załamana, w sumie tata tak samo.
-Nie wiem, może niech zostanie na kilka dni, zrobię test na ojcostwo i zobaczymy jak to się potoczy dalej- zaproponował mój tata. Mama chciała coś powiedzieć ale zamknęła buzie i tylko skinęła głową. Oznajmiliśmy dziewczynie, że na razie będzie spała w pokoju gościnnym. Tata zaniósł jej walizkę na górę i pokazał pokój. Poszłam do swojej sypialni i włączyłam Facebooka, akurat dostępna była Sam więc do niej napisałam.

Camilla:
Hej ;) Dasz wiarę, że mam siostrę?

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.

Samantha:
Twoja mama jest w ciąży?

Camilla:
Haha nie, to jest dziecko taty z poprzedniego małżeństwa, o którym nawet moja mama nie miała pojęcia...

Samantha:
Możesz do mnie wpaść na noc opowiesz mi wszystko :)

Camilla:
Będę za 20 min xx.

Pobiegłam szybko po torbę, do której spakowałam potrzebne rzeczy, to nic, że była już 23 są jeszcze taksówki. Na nogi włożyłam beżowe buty emu i ubrałam moją parkę wcześniej oznajmiając rodzicom, że wrócę jutro bo nocuję u przyjaciółki. Pod dom przyjechała zamówiona taksówka, wyszłam z domu i jak najszybciej pobiegłam do samochodu, gdyż na polu było bardzo zimno. Podałam kierowcy adres i ruszyliśmy w stronę domu Sam. Po 15 minutach byliśmy już na miejscu, zapłaciłam i wyszłam z taksówki.

-Jaka ona jest?- spytała Sam po tym jak opowiedziałam jej co się dziś wydarzyło.
-Cóż... Nie wygląda na taką, która jest w sobie zakochana i liczy się tylko ona, ale nie oceniaj ludzi puki ich nie poznasz- uśmiechnęłam się lekko.
-Trzeba będzie się jej przyglądnąć, będzie chodzić do naszej szkoły?- ponownie zadała pytanie.
-Wydaje mi się, że tak- odpowiedziałam, potem rozmawiałyśmy o nowym pokazie mody w Londynie, rodzice Sam dostali dwa bilety na to wydarzenie i poprosiła mnie abym z nią poszła, nie byłam przekonana do tego pomysłu ale ostatecznie się zgodziłam. Siedziałyśmy tak do 2 w nocy, w końcu postanowiłyśmy pójść spać. Rano obudził mnie budzik w moim telefonie, Sam już nie spała bo szukała czegoś w swoim pokoju i była już ubrana. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki zabierając swoje rzeczy, umyłam się, uczesałam zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się.
-Tak chcesz się spotkać z Niallem?- spytała Samantha gdy wyszłam z łazienki, pokiwałam głową a ona pociągnęła mnie za rękę do swojej garderoby, chwile szukała jakichś ubrań w końcu coś znalazła i podała mi, pchając mnie z powrotem do łazienki. Spojrzałam na to co mi dała, faktycznie było ładne, ale chyba nie na taką okazję.
-Nie masz czegoś lepszego? My tylko mamy się opiekować Theo, a nie iść na imprezę- krzyknęłam tak aby Sam mnie usłyszała. Dziewczyna się zaśmiała i również krzyknęła.
-Nie marudź tylko ubieraj- popatrzyłam jeszcze raz na ubrania i w końcu założyłam je. Sam obiecała, że odwiezie mnie pod dom Horana, więc szybko zjadłyśmy śniadanie i ruszyłyśmy.
-Powodzenia- odezwała się brunetka gdy wychodziłam z auta, uśmiechnęłam się do niej i poszłam w stronę domu Nialla. Zapukałam do drzwi, po chwili otworzyła mi nieznana brunetka.
-Cześć ja do Nialla- powiedziałam, dziewczyna zniknęła a po kilku sekundach stał w nich blondyn.-Cześć- uśmiechnęłam się do niego, chłopak odwzajemnił uśmiech.
-Wejdź ale się nie rozbieraj bo za chwile wychodzimy- oznajmił, a ja zrobiłam to o co prosił. Nie minęło 5 minut a chłopak już był gotowy.
-Gdzie jedziemy? Mieliśmy się opiekować Theo- spytałam
-Zajmie się nim opiekunka, a my jedziemy na wycieczkę- odpowiedział, lecz nie tak dokładnie jak chciałam, z lekkim strachem wsiadłam do samochodu.

OUCH przepraszam, zawiodłam was... Nie miałam weny... Ale obiecałam, że jak pojawi się 5 komentarzy to dodam rozdział... Więc możecie mnie hejtować i wgl... Zrozumiem... Ostatnio za dużo się dzieje... Jeszcze mówię, że od 3 do 16 lipca NIE pojawi się nic gdyż wyjeżdżam do Włoch *.* Chcecie pocztówki? Haha :D Myślałam nad nowym opowiadaniem ale nie jestem jeszcze niczego pewna... Jak na razie to opowiadanie podupada... Do następnego <3 I jeszcze raz PRZEPRASZAM...
5 komentarzy=NEXT
 

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 14

 Przeczytaj notkę pod rozdziałem ;)

-Tak mi przykro- powiedział smutno. Wiedziałam, że się nie dostanę, wypuściłam głośno powietrze z ust i odwróciłam się na pięcie, idąc w stronę wyjścia. -Wydaje mi się, że będziesz musiała odwołać wszystkie plany na dzisiejszy wieczór- spojrzałam na niego, tym razem uśmiechał się szeroko, posłałam mu pytające spojrzenie, otworzyłam usta żeby coś powiedzieć, ale blondyn mnie wyprzedził -Idziemy świętować moja cheerleaderko- przez chwilę jeszcze odtwarzałam te słowa w myślach i gdy w końcu zrozumiałam, uśmiechnęłam się i wpadłam w ramiona Nialla, ten mnie mocno przytulił, podniósł i okręcił wokół własnej osi.
-Gdzie idziemy? Kino? Impreza? Do baru? Na zakupy? Musimy to uczcić- zaczęłam paplać i skakać jak głupia gdy mnie puścił. Horan zaczął się śmiać, w końcu się uspokoiłam i mogliśmy pójść po swoje rzeczy. Po drodze spotkałam Sam, która pogratulowała mi dostania się do zespołu, powiedziałam jej, że nie będziemy się mogły spotkać, na szczęście zrozumiała, ale obiecałam jej, że w najbliższym czasie się spotkamy. Dziewczyna poinformowała mnie, że w czwartek po lekcjach jest trening, a w piątek mecz. Pożegnałyśmy się i poszłyśmy w swoje strony.
-To co robimy?- spytałam podchodząc do Nialla.
-Może chodźmy do tej nowej kręgielni w centrum handlowym- zaproponował, ale ja się nie zgodziłam bo jeszcze nigdy nie grałam w kręgle i wątpię, że uniosę tą ciężką kulę, Niall zaczął prosić żebym poszła oraz, że mnie nauczy grać, w końcu uległam i pojechaliśmy jego samochodem do miejsca naszego świętowania. Gdy dotarliśmy, musieliśmy ubrać specjalne buty do grania, blondyn kupił coca-cole i chipsy, które położył na stoliku. Wiele torów było zajętych nasz był z numerem 5, trochę dalej zauważyłam Liama, więc chyba reszta też tu jest, nie chciałam mówić o tym Niallowi bo pewnie chciałby do nich iść, a ja nie miałam na to ochoty. Pierwszy rzucał Niall, zbił wszystkie kręgle, nie było mowy żebym powtórzyła jego ruch nawet w minimalnym stopniu, stałam tam jak zaklęta, patrząc na białe pachołki.
-Weź kule pokażę ci jak to się robi- usłyszałam jego głos i momentalnie się ocknęłam, wzięłam żółtą neonową kulę, wsadzając palce w dziurki. Niall stanął za mną i objął od tyłu jedną ręką trzymając mnie w pasie a drugą przytrzymywał moją rękę z kulą.-Teraz zrób kilka kroków do przodu, zamachnij się i puść do przodu kulę- szepnął do ucha tak, że tylko ja mogłam usłyszeć jego głos. Nagle chłopak mnie puścił a ja szybko się odwróciłam w jego stronę -No dalej, poradzisz sobie beze mnie- uśmiechnął się, a ja pokiwałam głową, Niall zaśmiał się i wrócił do poprzedniej pozycji, zrobiliśmy kilka kroków do przodu, zamachnęliśmy się i pchnęliśmy kulę do przodu, kręciła się i kręciła aż w końcu zbiła wszystkie kręgle. -Widzisz, to nie jest takie trudne- powiedział i chwycił kolejną kulę. Ustawił się do rzutu, zrobił kilka kroków do przodu, zamachnął się i...
-Hej Niall!- usłyszeliśmy piskliwy i przesłodzony głosik Jessici, przez to Horan źle pchnął kulę i spudłował.-Robimy zawody i brakuje nam jednej osoby może się do nas dołączysz, po świętujemy razem twój powrót do drużyny- jej uśmiech był taki fałszywy, że można było go wyczuć na kilometr, przynajmniej ja...
-Nie... Wiesz, wolę spędzić ten czas z Cam- powiedział i usiadł na fotelu pijąc coca-cole, teraz przyszła kolej na mnie, tym razem zbiłam 7 na 10. Po skończonej grze udaliśmy się na zakupy świąteczne, każde z nas kupowało coś dla rodziny, ja dla mojej mamy wybrałam zestaw perfum od Coco Chanel, a dla taty  koszulę w kratę od Armaniego, natomiast Niall wziął dla swojej mamy drogą biżuterię, dla taty zegarek marki Rolex, dla brata kupił książkę 50 najlepszych pozycji podczas seksu, dla Denise żony Grega wybrał darmowy pobyt w spa, a dla Theo masę zabawek.
-Potrzebuję twojej pomocy, chcę kupić coś przyjacielowi, ale jakoś nie wiem co by mu się spodobało i chciałabym żebyś pomógł mi coś wybrać dla niego- poprosiłam go, oczywiście chodziło mi o niego, chciałam ,mu coś kupić na święta. Niall zgodził się i poprosił mnie o to samo, pomyślałam, że może chce coś kupić Jessice. Kazałam mu wybrać coś co by mogło mu się spodobać, najpierw pokazał mi kilka bluz z wizerunkiem Chelsea potem jakieś płyty, gdy nagle zadzwonił jego telefon chłopak odszedł kilka kroków dalej rozpoczynając rozmowę. Kiedy go nie było, kupiłam dwie płyty Ed'a Sheeran'a i Michael'a Buble'a. Jak wrócił oznajmił, że musi jechać po Grega z rodziną, bo właśnie przylecieli do Londynu, powiedziałam mu, że jeszcze pochodzę po sklepach i wrócę autobusem, pożegnaliśmy się buziakiem w policzek i poszedł. Pokręciłam się jeszcze po centrum handlowym, kupiłam jasną sukienkę w koronkę i kremowe szpilki. Przechodziłam jeszcze obok sklepu jubilerskiego, na wystawie widziałam podobną bransoletkę z napisem, taką jak ma Niall, tylko, że on ma napisane "Nialler", postanowiłam kupić mu taką tylko, że z napisem "Camilla" a z drugiej strony "Forever". Po skończonych zakupach poszłam na przystanek, zdążyłam w ostatniej chwili wsiąść do autobusu jadącego na moją ulicę, po 15 minutach byłam już na miejscu.

*Święta*
To już dziś. Czas tak szybko przeminął, nasza szkoła pierwszy raz od jakiegoś czasu wygrała mecz, a wszystko dzięki Niallowi, który strzelił dwie bramki. Teraz przygotowujemy z moją mamą potrawę na Wigilię, a mój tata pojechał po choinkę. Na polu pada śnieg, małe dzieci z sąsiedztwa lepią bałwany, urządzają bitwę na śnieżki i świetnie się bawią w swoim towarzystwie, uśmiechnęłam się na ten widok i dokańczałam mycie brudnych naczyń. Zakręciłam wodę w tym samym momencie gdy wrócił tata z pięknie pachnącą, żywą, mocno zieloną jodłę, czas świąt był moim ulubionym, ponieważ mogliśmy usiąść razem do stołu i cieszyć się tym, że jesteśmy razem i jesteśmy szczęśliwi. Zaczęliśmy w trójkę ubierać drzewko, jak co roku tata wziął mnie na barana żebym mogła powiesić gwiazdę na samym czubku, chociaż nawet gdyby mnie nie podnosił równie dobrze mogłabym ją zawiesić. Dochodziła 20 byłam ubrana w nowo kupioną sukienkę, nagle dostałam SMS'a, odblokowałam telefon, okazało się, że Niall chce abym na chwilę wyszła. Oznajmiłam rodzicom, że wrócę za 5 minut, ubrałam moją parkę, buty emu prezent dla blondyna i udałam się na dwór, na chodniku już stał Horan, podeszłam do niego.
-Wszystkiego Najlepszego- powiedzieliśmy w tym samym czasie uśmiechając się i wyciągając prezenty. Odebrałam swój prezent, Niall poprosił abym go otworzyła, to było pudełko, a w nim nasze zdjęcie oprawione w bardzo ładną ramkę, do tego było jeszcze mniejsze pudełeczko, w którym była taka sama bransoletka co ja kupiłam Niallowi tylko, że z jego imieniem, zaśmiałam się i podziękowałam mu. Następnie on otworzył swój prezent, ucieszył się jak zobaczył dwie płyty, a jeszcze bardziej na widok tej samej bransoletki.
-Najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałem dziękuje- przytulił mnie, a ja odwzajemniłam to. -Może jutro do mnie przyjdziesz, moi rodzice z Gregiem i Denise wychodzą gdzieś, a ja muszę zostać z Theo i pomyślałem, że mi pomożesz- uśmiechnął się słodko, nie mogłam mu odmówić i zgodziłam się, potem pożegnaliśmy się i udaliśmy do swoich domów.

Wspominaliśmy stare czasy na kanapie oglądając zdjęcia, gdy nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, poszłam je otworzyć, choć nie wiedziałam kto o godzinie 22 mógłby przyjść do naszego domu.
-Dzień dobry, czy tutaj mieszka Josh Scott?- spytała młoda brunetka, która miała ze sobą dużą czerwoną walizkę.
-Tak, już zawołam. Tato!- krzyknęłam, po chwili mój tata stał już obok mnie.
-Dzień dobry, jestem Cassie Morgan- powiedziała dziewczyna, mój tata zesztywniał na to nazwisko -Cześć tato- dodała, teraz to ja zamarłam. Tato?!

Cześć... Więc postanowiłam, że zrobię coś czego nie chciałam, ale jestem zmuszona... A więc, następny rozdział pojawi się dopiero gdy będzie 5 komentarzy... Wszystko zależy od was... Robię to bo pod rozdziałem jest tylko 2-3 komentarze... A ja się czuję jakby nikt nie czytał moich wymysłów... Nie wiem może wam się nie podoba moje opowiadanie...Jak tak jest to napiszcie.... Zakończę go i tyle... To wszystko proszę was o komentarze... 
5 komentarzy=NOWY ROZDZIAŁ

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 13

Obudziłam się na ciepłym torsie Nialla, jego ręka była lekko włożona pod moim, to znaczy jego t-shirtem. Ostrożnie wyrwałam się z jego uścisku żeby go nie obudzić, jak widać udało mi się, bo nie obudził się, jego powieki były zamknięte, uśmiechał się przez sen, ciekawe co mu się śni. Postanowiłam pójść się przebrać bo za godzinę zaczynają się lekcje, potem zrobię jakieś śniadanie i obudzę Horana. Wzięłam moją torbę z biurka i udałam się do łazienki. Zrobiłam codzienną poranną toaletę i ubrałam się. Sam kazała mi włożyć coś ładnego żeby nasz plan lepiej się udał, dla tego postawiłam na beżowy sweterek, szare rurki, kremowe koturny i do tego różne dodatki, nie zapominając o torebce do której włożyłam książki. Zeszłam na dół do kuchni, rodzice Nialla jeszcze najwyraźniej nie przyjechali, bo w domu panowała cisza. Postanowiłam zrobić naleśniki, ponieważ to wychodzi mi najlepiej, zaraz po ugotowaniu wody na herbatę czy kawę. Wyjęłam z szafek potrzebne produkty i zabrałam się za przygotowanie posiłku. Usłyszałam kroki na schodach, czyli blondi się już obudziła. Do kuchni wszedł zaspany Niall z rozczochranymi włosami i grymasem na twarzy.
-Dzień dobry- powiedziałam nie odrywając się od smażenia naleśników. Horan mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i zaczął szukać czegoś w lodówce. Jak się okazało jego celem było mleko, wyciągnął szklankę z ociekacza i wlał je tam następnie zawzięcie je wypił, jakby nie robił tego przez miesiąc.
-Pomóc ci?- spytał podchodząc do mnie.
-Jeżeli chcesz to zacznij smarować te naleśniki Nutellą- uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił- Tylko nie podjadaj- pogroziłam mu palcem, natomiast on zrobił oczy jak kot ze Shreka, zaśmiałam się na ten widok i wróciłam do smażenia ostatnich naleśników, po skończeniu wyłączyłam gaz i położyłam je wszystkie na dużym talerzu. Usiedliśmy przy wysepce i zaczęliśmy jeść.
-Szybko wstałaś- zaczął, popatrzyłam na niego, jego kąciki ust były całe brązowe od czekolady a policzki miał wypełnione naleśnikami.
-Dzisiaj szkoła, a ja potrzebuje dużo czasu na przygotowanie- oznajmiłam i wróciłam do jedzenia drugiego naleśnika podczas gdy Niall wcinał już szóstego. Resztę śniadania jedliśmy w ciszy, nie była to niezręczna cisza, wręcz przeciwnie, mogliśmy spokojnie pomyśleć o wszystkim. Po skończonym posiłku włożyliśmy naczynia do zmywarki, Niall poszedł się przygotować do szkoły a ja umyć zęby, okazało się, że zostawiłam moją szczoteczkę w łazience Horana, udałam się tam. Zapukałam, po usłyszanym "proszę" weszłam do środka, blondyn akurat nakładał pastę na swoją zieloną szczoteczkę.
-Przyszłam tylko po szczoteczkę- powiedziałam i już chciałam zabrać swoją własność ale Niall mnie wyprzedził.
-Możesz tutaj umyć zęby- uśmiechnął się i podał mi szczoteczkę a następnie pastę, nałożyłam ją i zaczęliśmy wspólnie szczotkować zęby. Niall wyglądał przekomicznie z białą pianą na ustach i brodzie, powstrzymywałam się od śmiechu jak najbardziej, ale gdy tylko wyplułam wszystko co miałam w buzi zaczęłam się nieubłaganie śmiać. Horan także zrobił to co ja i spytał.
-Co cię tak śmieszy?- powoli zaczęłam się uspokajać, ale nadal nie do końca, dlatego pokazałam palcem na jego buzię. Chłopak popatrzył na siebie w lustrze, uśmiechnął się pod nosem po czym ubrudził mój nos pianą ze swojej szczoteczki. Zrobiłam zeza żeby to zobaczyć, a Niall zaczął się śmiać.-Zrób to jeszcze raz- powiedział przez śmiech, zrobiłam to o co poprosił i skończyłam myć zęby. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do salonu gdzie zostawiłam moją torebkę, zaraz po mnie zeszedł Niall i poszedł do przedpokoju poszłam za nim, oboje ubraliśmy buty, dzięki moim koturnom byłam prawie takiego samego wzrostu co on. Założyłam moją parkę i wyszliśmy z domu, blondyn zakluczył drzwi i udaliśmy się do jego czarnego Ferrari. Niall jak gentleman otworzył mi drzwi, podziękowałam i wsiadłam do środka, następnie okrążył samochód i usiadł na stronie kierowcy.
-Gdzie twój plecak?- spytałam zauważając, że chłopak nic ze sobą nie wziął.
-Wszystkie książki mam w szafce w szkole- odpowiedział cały czas patrząc przed siebie
-A co z zadaniami?- ponownie spytałam, Niall zatrzymał się na czerwonym świetle i popatrzył na mnie oczami kota ze Shreka, już wiedziałam co to oznaczało- O nie nie nie! Ja ci nie dam spisać, musisz sam je robić i... Ugh no dobra- oparłam się o fotel krzyżując ręce w piersi, chłopak uśmiechnął się, zbliżył i pocałował w policzek. Zarumieniłam się i opuściłam głowę tak, że włosy zasłaniały moją twarz. Niall cicho się zaśmiał i ruszył. Po pięciu minutach zaparkował już na szkolnym parkingu.
-Dzięki um... Za podwózkę- uśmiechnęłam się.
-Dzięki za miły wieczór- odwzajemnił uśmiech i dodał- Musimy to kiedyś powtórzyć- pokiwałam głową- Może dzisiaj?- spytał
-Przepraszam cię Niall, ale umówiłam się z Sam chce spędzić więcej czasu ze mną- odwróciłam głowę w stronę Horana, już się nie uśmiechał tak jak wcześniej.
-Proszę uważaj na Sam... Może ona coś knuje i...-zaczął
-Spokojnie, nie sądzę, że Samantha chciałaby mi coś zrobić, wyjaśniłyśmy sobie wszystko i jest między nami naprawdę dobrze, nie musisz się martwić- uspokajałam go, ale chłopak i tak nie chciał mi do końca uwierzyć, nie wiem czy dlatego, że po prostu się martwi czy może nie ufa mi.
-Idziemy na lekcje?- pokiwałam głową- Co mamy pierwsze?- spytał
-Matematyka- odpowiedziałam, gdy wyszłam z samochodu wszystkie oczy były skierowane na mnie, dziewczyny chciały mnie zabić wzrokiem, pewnie za to, że wysiadłam z samochodu Nialla, chyba każda marzyła żeby być w takiej sytuacji na moim miejscu, a chłopcy patrzyli na mnie z pożądaniem jakby właśnie przechodziła obok nich Miranda Kerr jedna z tych aniołków Victoria's Secret.
-Siedzisz ze mną? Musisz mi pomóc to zrozumieć-poprosił wyciągając książki z szafki, zgodziłam się i poszliśmy do klasy.
-Niall- usłyszałam za plecami gdy szliśmy w stronę wolnej ławki, odwróciliśmy się to była Jessica.-Chodź zajęłam ci miejsce- uśmiechnęła się do niego, na odległość mogłam wyczuć tą sztuczność, ale chyba pan Horan nie jest aż tak spostrzegawczy
-Idź, usiądę z Sam- uśmiechnęłam się, chłopak chwile protestował ale udało mi się go przekonać, że na następnej lekcji usiądziemy razem. Spojrzałam w stronę ich ławki Jessica pocałowała Nialla w policzek i uśmiechnęła się triumfalnie do mnie.
-Głupia blond zołza- mruknęłam pod nosem.
-Mam się obrazić- zażartowała Sam
-To było o Jessice- powiedziałam a ona spojrzała w jej stronę.
-Nie przejmuj się, patrz na Nialla w ogóle jej nie słucha tylko bazgrze coś na kartce- uśmiechnęłam się na ten widok, bo blondyn wyglądał uroczo przygryzając koniec języka, musiał być skupiony. Z trudem odwróciłam wzrok i popatrzyłam na Sam.
-To jak przychodzisz dziś na eliminacje?- spytała, pokiwałam głową a dziewczyna przytuliła mnie i zapiszczała tak, że wszyscy się odwrócili w naszą stronę, oprócz Nialla, który nadal coś pisał na kartce
-Panno Scott i Clarkson czy ja panią nie przeszkadzam?- spytał nauczyciel pan Devis
-Przepraszamy- powiedziałyśmy w tym samym czasie, matematyk pogroził, że jeżeli jeszcze raz to się stanie to zostaniemy wysłane do dyrektora. Sam podsunęła mi karteczkę, była zgięta w pół, otworzyłam ją w środku była wiadomość "Boisko szkolne po 6 lekcji :)". Zgniotłam papierek i schowałam do piórnika. Dzwonek-nareszcie... Zaczęłam się pakować Niall wyszedł jako pierwszy wrzucając zgiętą kartkę do kosza, ale zrobił to tak szybko, że nie trafił i spadła na ziemię, szybko zabrałam moją torebkę i podniosłam papier. To były słowa jakiejś piosenki, nie znałam jej, u góry było napisane "Everything about you" zaczęłam czytać.

You know i've always got your back girl
So let me be the one you come
running to running to r-r-running
I say this just a matter of fact girl
You just call my name
I'll be coming through coming through i'm c-coming

(Wiesz, że zawsze masz moje wsparcie, dziewczyno
Więc pozwól mi być tym jedynym do którego przybiegniesz
Mówię to,bo w rzeczywistości , tylko wypowiesz moje imię
a ja przybędę.)

 On the other side of the world
It don't matter
I'll be there in two i'll be there in two i'll be there in two
I still feel it every time
It's just something that you do
Now ask me why I want to

( Na drugim końcu świata,
To nie ma znaczenia, przybędę szybko.
Nadal czuję to za każdym razem
To tylko coś, co mogę zrobić
Teraz spytaj mnie, dlaczego tego chcę)

 It's everything about you you you
Everything that you do do do
From the way that we touch baby
To the way that you kiss on me
It's everything about you you you
The way you make it feel new new new
Like every party is just us two
And there's nothing i could point to
It's everything about you you you
Everything about you you you
It's everything that you do do do
It's everything about you

( To wszystko o tobie, tobie, tobie
O wszystkim co robisz.
Od sposobu, w jaki się dotykamy, kochanie
Do sposobu, w jaki mnie całujesz
To wszystko o tobie, tobie, tobie
O sposobie w jaki sprawiasz, że to jest nowe, nowe, nowe
Jak wszyscy ,to tylko nas dwoje
I nie ma niczego, czego bym nie chciał
To wszystko o tobie, tobie, tobie
Wszystko o tobie, tobie, tobie
O wszystkim co robisz, robisz, robisz
To wszystko o tobie)

 Guess i like the way you smile
With your eyes
Other guys see it but don't realise that it's m-my lovin
There's something about your laugh
That makes me wanna have to
There's nothing funny so we laugh at n-n-nothing...

(Tak, lubię sposób w jaki śmiejesz się swoimi oczyma,
Inni faceci, widzą to, ale nie zdają sobie sprawy ,że jesteś moją ukochaną.
Jest coś w twoim uśmiechu,
co sprawia, że też chcę coś mieć
W tym nie ma nic śmiesznego, dlatego śmiejemy się z niczego...) 

Nie było mi dane przeczytać tego co jest dalej bo na kogoś wpadłam to był Nathan.
-Cześć piękna, co tam czytasz?- spytał i chciał mi wziąć kartkę ale szybko schowałam ją do tylnej kieszeni moich spodni.
-Nic ciekawego, przepraszam ale spieszę się na biologię- wyminęłam go, ale on złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Może chciałabyś gdzieś dziś wyjść- zaproponował
-Idę dziś do Sam może następnym razem- wyrwałam się z jego uścisku i poszłam pod salę 53 gdzie miałam biologię, w ostatniej chwili przypomniałam sobie o książce, którą zostawiłam w szafce, pobiegłam-co było naprawdę trudne w koturnach- gdy byłam już pod metalowymi drzwiczkami wykręciłam kod i chwilę siłowałam się z otworzeniem, równo z dzwonkiem wyjęłam książkę i ruszyłam w stronę klasy. Oczywiście wszyscy już weszli, czyli mam zagwarantowane spóźnienie. Weszłam do klasy, nauczycielka, która zapisywała na tablicy temat popatrzyła na mnie, tak samo jak uczniowie w sali, przeprosiłam za spóźnienie, pani Blind powiedziała, że wpisze mi to później i kazała zająć miejsce, chciałam usiąść z Horanem tak jak mu obiecałam ale niestety Jessica zajęła moje miejsce, Niall powiedział nieme "Sorry", uśmiechnęłam się do niego i poszłam do Sam.
-Gdybyś widziała jak Niall patrzy na twój tyłek-szepnęła, spojrzałam w jego stronę, a on w tym samym czasie odwrócił wzrok na pulchną nauczycielkę. Resztę lekcji przeleciało tak samo, Niall siedział z Jessicą w ławce obiecując, że na następnej lekcji usiądzie w końcu ze mną, a ja z Sam gadałyśmy całą lekcję o tym jak bardzo nienawidzimy Jess, albo o dopingowaniu i jak fajnie jest być cheerleaderką. Przerwa na lunch, podczas lekcji został wezwany do dyrektora podobno Nathan też, to pewnie chodzi o to zalanie boiska i szatni. Czekałyśmy w kolejce po jedzenie, ja dziś postanowiłam wziąć pudding czekoladowy i wodę, a Sam sałatkę z pomidorem serem feta i innymi rzeczami. Zobaczyłam, że Niall siedzi już przy stoliku z resztą, a obok niego są dwa wolne miejsca, poszłyśmy w tamtą stronę. Jak tylko blondyn mnie zobaczył wstał ze swojego miejsca podszedł do mnie, wziął moją tackę, którą położył na stole, po czym podszedł do mnie, przytulił i okręcił w powietrzu.
-Za co to?- spytałam gdy już postawił mnie na ziemi.
-Jesteś najlepsza wiesz?- odpowiedział pytaniem na pytanie, zmieniając tym samym temat.
-Tak wiem, ale czemu?- ponownie spytałam
-Byłem u dyrektora, przeglądnął nagranie, i...- zatrzymał się, a ja już nie mogłam się doczekać co powie- I zostaje w drużynie!- krzyknął
-Aa! Tak wiedziałam, że tak będzie!- również podniosłam głos i rzuciłam się na niego, pachniał tak... Wspaniale, wdychałam ten zapach, by zapamiętać go jak najdłużej. -Ale to też zasługa Sam, jej też musisz podziękować- powiedziałam odchodząc od niego.
-Dzięki Sam- uśmiechnął się i lekko przytulił, wszyscy na nas patrzyli, niektórzy z uśmiechem a niektórzy z chęcią zabicia, takim kimś była Jessica, uśmiechnęłam się zwycięsko i szepnęłam do niej "Ja tu wygrywam". Usiadłam obok Nialla oraz Sam i zabrałam się za jedzenie mojego puddingu, blondyn kilka razy podjadał mi go, ale udawałam, że nie widzę, niech się chłopak cieszy bo w końcu wrócił do drużyny. Po zjedzeniu udaliśmy się na angielski, tym razem siedzieliśmy razem z Horanem w jednej ławce i rozmawialiśmy o studiach, w końcu to już niedługo. Niall zdecydował, że chce iść na Uniwersytet Sportu w Londynie, ja jeszcze nie zastanawiałam się gdzie chce pójść, może to dobry czas na zastanowienie się, w końcu za niedługo wychodzimy z tej szkoły. Chciałam dalej robić coś w kierunku muzyki, jak byłam w podstawówce to skończyłam szkołę muzyczną 1 stopnia na fortepianie śpiewam też całkiem dobrze więc czemu nie? Dzwonek oznajmiający, że 6 lekcja się skończyła więc teraz są przesłuchania, poprosiłam Nialla żeby poszedł ze mną, bez wahania się zgodził.
-Niall- usłyszałam piskliwy głosik i ja już wiedziałam kto za nami stoi, wypuściłam powietrze z ust i odwróciliśmy się. Nie myliłam się, przed nami stała Jessica.- Ja i reszta paczki idziemy do klubu uczcić twój powrót do drużyny a ty idziesz z nami- pociągnęła go za rękę ale on się wyrwał i cofnął tak, że znów stał obok mnie.
-Idę z Cami na przesłuchanie cheerleaderek- powiedział stanowczo, odwrócił się na pięcie i zostawił osłupiałą dziewczynę na środku korytarza. 
-Ale to jest twoje tak jakby świętom, powinieneś świętować a nie chodzić na jakieś durne przesłuchania- krzyknęła gdy my już zaczęliśmy iść.
-Te durne przesłuchania są ważne dla mojej dzie... najlepszej przyjaciółki, więc dla mnie też są ważne, może następnym razem- powiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę szkolnego boiska, uśmiechnęłam się pod nosem przypominając sobie o tym zabijającym mnie wzroku Jess. Stanęliśmy przed drzwiami prowadzącymi na zewnątrz.
-Boje się- powiedziałam cicho, Niall ścisnął mocniej moją dłoń i uśmiechnął się szeroko.
-Będę obok, pamiętaj o tym- przytulił mnie, całując czubek mojej głowy. Z uśmiechem na ustach wyszliśmy na zewnątrz, gdzie panował niezły chłód, mam nadzieje, że przeniosą przesłuchania do hali. Zostawiłam blondynowi, -który siedział na zimnej ławce- moją torebkę, podeszłam do trenerki, kazała nam ustawić się w rzędzie. Przed nami stał stolik, za którym siedziała Sam i obok niej pani Cherss, to ona układa choreografie, stroje i inne ważne sprawy. Na początek miałyśmy się zważyć i zmierzyć, bo nie mogliśmy zamówić już nowych stroi i były jakieś reguły. Weszłam na wagę, która pokazała 52 kilogramy, za dużo... Ostatnio przestałam ćwiczyć, bo jeszcze nie skończyli robić domowej siłowni, na szczęście nie jestem jakimś krasnoludkiem bo mam całe 166 cm. 
-Pierwsze pytanie-zaczęła trenerka zwracając się do wszystkich kandydatek, które zostały po pierwszym zadaniu, niektóre zostały odrzucone z powodu wagi, lub niskiego wzrostu. -Czy są tu osoby, które chodziły kiedykolwiek na gimnastykę? Jeżeli tak proszę o podniesienie ręki- wszystkie dziewczyny podniosły rękę, ja chodziłam przez 8 lat jak byłam młodsza. -Dobrze a teraz pierwsza zasada, nie tolerujemy kłamstwa, więc radzę się przyznać, spokojnie nie zostaniecie przez to wywalone-dodała, połowa dziewczyn opuściła ręce, z twarzy trenerki zniknął uśmiech.-Wszystkie dziewczęta, które opuściły ręce, dziękujemy wam, możecie już iść- zaczęła kreślić coś w swoim notatniku. Odwróciłam się w stronę Nialla, chłopak posłał mi ciepły uśmiech, odwzajemniłam go, gdy zobaczyłam, że trzyma kciuki. Pani Cherss zaczęła pokazywać nam prosty układ, który z łatwością powtórzyłam, większość dziewczyn załamała się, gdy dowiedziała się o kolejnym kroku, który polegał na podrzuceniu cheerleaderki, która musiała zrobić w powietrzu podwójne salto, wiele nie zrobiło tego i się poddały tym samym odpadając z przesłuchania, zostało tylko 5 dziewczyn i jedno miejsce w drużynie, ostatnie zadanie polegało na wymyślenie własnego układu, najlepszy wygrywa i dziewczyna wchodzi do drużyny. Szybko wymyśliłam co mogę pokazać i jako pierwsza zaczęłam mój występ, kilka salt, skoków, gwiazd i innych ruchów i myślę, że nie było tak źle. Trenerka oznajmiła nam, że za 10 minut będą wyniki wywieszone na tablicy informacyjnej przy głównym wejściu. Niall powiedział, że wyszło świetnie i nie ma opcji żebym się nie dostała. Dziesięć minut później, trenerka powiesiła białą kartkę z dużym czarnym napisem, ale nie zdołałam go przeczytać.
-Niall, możesz sprawdzić bo ja nie dam rady- powiedziałam, a on uśmiechnął się i podszedł do tablicy, chwilę na nią spoglądał, ale po chwili wrócił, na jego twarzy widniał smutek... Czyli się nie dostałam...
 ***
Jest lekka zmiana w bohaterach, tak tylko mówię... Proszę komentujcie bo pod ostatnim postem było tylko 3 komentarze... Jeżeli tak dalej będzie, to będę robić, że jeżeli będzie dana liczba komentarzy to wtedy pojawi się rozdział... A uwierzcie mi nie chcę tego robić... 
~Emily <3