poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 16

 Cześć, nie wiem czy czytacie notki na dole, dlatego piszę ją tutaj, mianowicie zauważyłam, że od ostatniego rozdziału przybyło około 300 wyświetleń a komentarzy było 6 więc coś mi tu nie pasuje. Teraz chcę wam coś zaproponować, a chodzi o to, że ja wyjeżdżam 3 lipca do Włoch na prawie 2 tygodnie, czyli nie będzie wtedy rozdziału i jeżeli do piątku będzie powyżej 10 komentarzy dodam rozdział przed 3 lipca i prawdopodobnie zniosę limit komentarzy i niech jedna osoba nie pisze więcej niż 1 komentarz... Proszę, wystarczy jedna głupia kropka, przecinek, serduszko, uśmiech cokolwiek... Jeżeli to przeczytałeś dziękuje i przepraszam, że zmarnowałam twój cenny czas, rozdział jest nawet krótki ale jeżeli będzie te 10 komentarzy to kolejny będzie dłuższy, obiecuje :) Miłego czytania :)



Droga przeminęła nam w totalnej ciszy, jedynie w tle cicho grało radio. Nie fatygowałam się by zapytać gdzie jedziemy, bo i tak Niall nie odpowiedziałby mi. Po niecałych 15 minutach blondyn zatrzymał samochód, parkując wcześniej na pustym parkingu. Odpięłam pasy, Niall w tym czasie okrążył auto i otworzył mi drzwi. Moim oczom ukazało się wysokie wzgórze, które było pokryte białym puchem, dobre miejsce dla dzieci na zjeżdżanie na sankach, ku mojemu zdziwieniu nie było tu ani jednej osoby oprócz nas.
-Panie przodem- powiedział Niall, gdy byliśmy przy schodach prowadzących na szczyt wzgórza, pokazał na nie ręką, a ja zaczęłam po nich wychodzić. Im wyżej się znajdowaliśmy tym bardziej byłam zmęczona, tych schodów było bardzo dużo i byłam z siebie dumna, gdy wyszłam na samą górę. Oparłam się o ławkę i schyliłam by móc wyrównać oddech i odpocząć, odwróciłam się w stronę Nialla, który nie był ani trochę zmęczony tylko się uśmiechał.
-Chodź- wyciągnął rękę, którą po chwili chwyciłam, a chłopak lekko pociągnął mnie bliżej barierki. Moim oczom ukazała się przepiękna zimowa panorama Londynu, całe miasto pokryte było białym puchem co wyglądało jak w jednym z tych romantycznych filmów, których po części nie znoszę, ale to już inna bajka. Poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu, tym "ktosiem" był nie nikt inny jak Niall, rozpoznałam go po zapachu jego perfum, które pachną niebiańsko.
-Tu jest pięknie- powiedziałam oglądając każdy szczegół, by zapamiętać ten widok.
-Wiem, znalazłem to miejsce rok temu przez przypadek, gdy jest mi źle przychodzę tutaj, zawsze jest tu pusto i można się odprężyć i zapomnieć o problemach- oznajmił, a ja się uśmiechnęłam i odwróciłam w jego stronę. Chłopak oparł swoje czoło o moje, a jego kąciki ust uniosły się do góry.
-Tak bardzo chciałbym cię pocałować- szepnął prawie niesłyszalnie i zbliżył się. Nie Camilla, nie możesz- karciłam się w myślach, szybko odsunęłam twarz, tak by moje usta nie mogły się spotkać z jego, z czego najwyraźniej nie był zadowolony.
-Przepraszam, ale ja na razie nie chcę niczego więcej niż przyjaźni, uważam, że to za wcześnie- powiedziałam to bardzo powoli, tak by się nie pogubić w tym co mówię, ale także dla tego by w jakiś sposób go nie urazić. Oczywiście to wszystko nie było prawdą, bardzo chciałabym być z Niellem i całować go, ale boje się, że to zepsuje i po kilku tygodniach będę wypłakiwać się w poduszkę, po za tym nie wiem czy nie robi tego z powodu zakładu, o którym "nie wiem". Niall nic nie powiedział tylko spuścił głowę. Odwróciłam się żeby jeszcze raz spojrzeć na zaśnieżony Londyn, po czym odezwałam się, przerywając tym samym niezręczną ciszę.
-Może powinniśmy już wrócić- blondyn lekko skinął głową, ale nadal nic nie powiedział, odwrócił się na pięcie i zaczął schodzić na dół. Czyżbym go skrzywdziła? Nie zastanawiałam się dłużej i zaczęłam iść za nim. Pod koniec schodków zamyśliłam się i poślizgnęłam, przez co upadłam na zimny kamień, a moja pupa zaczęła bardzo boleć, ale Niall nie był tak miły by mi pomóc tylko szedł dalej, w końcu pozbierałam się, oczepałam się ze śniegu i poszłam szybkim krokiem w stronę samochodu, w którym już siedział Niall. W drodze powrotnej panowała niezręczna cisza, nawet radio nie grało, gdy podjechaliśmy pod mój dom nie pożegnaliśmy się, ponieważ od razu wyszłam z auta i poszłam w stronę domu. Przed zamknięciem swoich drzwi, usłyszałam jak Niall mocno zatrzaskuje swoje.

*Kilka dni później*

Od ostatniego wydarzenia na wzgórzu nie widziałam Nialla ani raz, w jego pokoju panowała ciemność, tylko raz przed wczoraj około godziny 3 nad ranem w jego sypialni świeciło się światło. Pamiętam, że miałam uchylone okno i obudził mnie hałas tłukącego szkła, wtedy jedynie go zobaczyłam, był z jakąś dziewczyną, wyglądała znajomie ale nie dane mi było przyjrzeć się jej twarzy gdyż chwilę potem wylądowali na łóżku, zdejmując albo raczej zrywając z siebie ubrania, szybko zamknęłam okno i z powrotem położyłam się spać. Pokręciłam głową, żeby wyrzucić to wspomnienie. Dziś moja "siostra" ma nam przedstawić swojego nowego chłopaka, tak bardzo nie mogę się doczekać... Czujecie tą ironie? Dochodziła już 19 czyli, że za chwile ten ktoś ma przyjść, ubrałam się dość zwyczajnie bo przecież to nie będzie nikt szczególny. Usłyszałam dzwonek do drzwi dlatego zaczęłam schodzić po schodach. Doszłam do salonu i go zobaczyłam. O nie... To nie może być... Niall... Mój Niall... MÓJ Niall jest chłopakiem mojej "siostry".

10 komentarzy=rozdział przed 3 lipca
5 komentarzy= rozdział dopiero po 15 lipca 

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 15

Stałam na ganku jak wryta, nie wiedziałam o co chodzi... Czy tu są jakieś ukryte kamery? Pomyślałam, mój tata też nie wiedział jak się ma zachować, jedynie moja mama postanowiła się odezwać.
-Może wejdziesz do środka i nam wszystko wytłumaczysz- dziewczyna weszła głębiej do domu, zostawiając walizkę przy szafie. Ściągnęła buty, powiesiła kurtkę obok mojej i wszyscy udaliśmy się do salonu.
-Chcesz się czegoś napić?- spytałam z grzeczności, brunetka pokiwała głową i poprosiła o herbatę, poszłam do kuchni i postawiłam wodę na palnik. Wróciłam do rodziny i nowo poznanej dziewczyny i zajęłam miejsce przy stole.
-Więc... Opowiedz co cię do nas sprowadza- zaczęła moja mama, Cassie westchnęła i zaczęła mówić.
-Jak już wcześniej wspominałam nazywam się Cassie Morgan, jestem córką Kate Morgan, czyli byłą żoną pana Josha, to znaczy taty to znaczy... Nieważne... Moja mama nigdy nie mówiła mi nic o panu, zawsze mówiła, że mój tata zginął w wypadku samochodowym. Pół roku temu wykryto u niej raka piersi, niestety było już za późno by ją uzdrowić- po jej policzku zaczęły lecieć łzy- Miesiąc temu zmarła, zostawiła mi list, w którym napisała, mi całą prawdę, poprosiła mnie w nim abym dała drugi list panu, jeżeli pana znajdę.- Wyszła na chwilę z salonu, w kuchni rozniósł się dźwięk gwizdka sygnalizującego, że woda jest już gotowa. Włożyłam do filiżanki torebkę z herbatą i zalałam wrzątkiem , nie wiedziałam czy Cassie słodzi, dlatego na tackę położyłam również cukierniczkę i zaniosłam do salonu gdzie już wszyscy siedzieli, a przed moim tatą leżała biała koperta. Brunetka podziękowała za herbatę, usiadłam obok mamy, mężczyzna wziął papier do ręki i zaczął czytać po cichu tak, że nie było nam dane usłyszeć co jest tam napisane. Gdy skończył schował głowę w dłoniach i głośno westchnął, moja mama spojrzała na kartkę.
-Możesz mi to wytłumaczyć?!- podniosła głos i wyszła do kuchni, tata poszedł za nią, a ja wzięłam list i go przeczytałam.

Josh
Minęło już 18 lat odkąd urwał się nasz kontakt, nigdy nie powiedziałam Ci, że mamy dziecko bo odszedłeś do innej. Pamiętasz jak przyrzekałeś przed ołtarzem, w zdrowiu i chorobie, i że nie opuszczę Cię aż do śmierci? Zawiodłeś, nie minęło pół roku, a ty już miałeś romans, nie wiem czy dlatego ode mnie odszedłeś, czy dlatego, że nie byłam wystarczająco dobra dla Ciebie. Po Twoim odejściu byłam u lekarza, wyszło, że od miesiąca byłam w ciąży, ale ciebie już nie było. Postanowiłam, że sama je wychowam i udało się, tylko, że teraz umieram, mam raka piersi, którego nie można już wyleczyć, pewnie przeczytasz ten list gdy mnie już nie będzie, albo nie przeczytasz go w ogóle. Chcę Cię jedynie prosić, abyś zaopiekował się Cassie, chcę abyś dał jej ciepło i bezpieczeństwo, bo to Twoja córka i coś się jej należy, po tym jak nas zostawiłeś. Nigdy nie miałam talentu do rozpisywania się, co chyba doskonale wiesz... Dlatego o nic więcej Cię nie proszę tylko o bezpieczeństwo dla mojej córki, do zobaczenia w innym świecie.
Kate.

Ten list był taki... Nie wiem jak to określić, nie bardzo chciało mi się wierzyć w te słowa, ale po minie mojego ojca wszystkie wątpliwości jakby zniknęły. Czyli Cassie jest moją przyrodnią siostrą... Chyba... Nie wygląda na jakąś zadufaną w sobie panienkę, ale nigdy nie ocenia się książki po okładce. Przeprosiłam dziewczynę i wyszłam z salonu do kuchni.
-Co teraz zrobimy?- spytałam, widząc moją mamę, wiedziałam, że była załamana, w sumie tata tak samo.
-Nie wiem, może niech zostanie na kilka dni, zrobię test na ojcostwo i zobaczymy jak to się potoczy dalej- zaproponował mój tata. Mama chciała coś powiedzieć ale zamknęła buzie i tylko skinęła głową. Oznajmiliśmy dziewczynie, że na razie będzie spała w pokoju gościnnym. Tata zaniósł jej walizkę na górę i pokazał pokój. Poszłam do swojej sypialni i włączyłam Facebooka, akurat dostępna była Sam więc do niej napisałam.

Camilla:
Hej ;) Dasz wiarę, że mam siostrę?

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.

Samantha:
Twoja mama jest w ciąży?

Camilla:
Haha nie, to jest dziecko taty z poprzedniego małżeństwa, o którym nawet moja mama nie miała pojęcia...

Samantha:
Możesz do mnie wpaść na noc opowiesz mi wszystko :)

Camilla:
Będę za 20 min xx.

Pobiegłam szybko po torbę, do której spakowałam potrzebne rzeczy, to nic, że była już 23 są jeszcze taksówki. Na nogi włożyłam beżowe buty emu i ubrałam moją parkę wcześniej oznajmiając rodzicom, że wrócę jutro bo nocuję u przyjaciółki. Pod dom przyjechała zamówiona taksówka, wyszłam z domu i jak najszybciej pobiegłam do samochodu, gdyż na polu było bardzo zimno. Podałam kierowcy adres i ruszyliśmy w stronę domu Sam. Po 15 minutach byliśmy już na miejscu, zapłaciłam i wyszłam z taksówki.

-Jaka ona jest?- spytała Sam po tym jak opowiedziałam jej co się dziś wydarzyło.
-Cóż... Nie wygląda na taką, która jest w sobie zakochana i liczy się tylko ona, ale nie oceniaj ludzi puki ich nie poznasz- uśmiechnęłam się lekko.
-Trzeba będzie się jej przyglądnąć, będzie chodzić do naszej szkoły?- ponownie zadała pytanie.
-Wydaje mi się, że tak- odpowiedziałam, potem rozmawiałyśmy o nowym pokazie mody w Londynie, rodzice Sam dostali dwa bilety na to wydarzenie i poprosiła mnie abym z nią poszła, nie byłam przekonana do tego pomysłu ale ostatecznie się zgodziłam. Siedziałyśmy tak do 2 w nocy, w końcu postanowiłyśmy pójść spać. Rano obudził mnie budzik w moim telefonie, Sam już nie spała bo szukała czegoś w swoim pokoju i była już ubrana. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki zabierając swoje rzeczy, umyłam się, uczesałam zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się.
-Tak chcesz się spotkać z Niallem?- spytała Samantha gdy wyszłam z łazienki, pokiwałam głową a ona pociągnęła mnie za rękę do swojej garderoby, chwile szukała jakichś ubrań w końcu coś znalazła i podała mi, pchając mnie z powrotem do łazienki. Spojrzałam na to co mi dała, faktycznie było ładne, ale chyba nie na taką okazję.
-Nie masz czegoś lepszego? My tylko mamy się opiekować Theo, a nie iść na imprezę- krzyknęłam tak aby Sam mnie usłyszała. Dziewczyna się zaśmiała i również krzyknęła.
-Nie marudź tylko ubieraj- popatrzyłam jeszcze raz na ubrania i w końcu założyłam je. Sam obiecała, że odwiezie mnie pod dom Horana, więc szybko zjadłyśmy śniadanie i ruszyłyśmy.
-Powodzenia- odezwała się brunetka gdy wychodziłam z auta, uśmiechnęłam się do niej i poszłam w stronę domu Nialla. Zapukałam do drzwi, po chwili otworzyła mi nieznana brunetka.
-Cześć ja do Nialla- powiedziałam, dziewczyna zniknęła a po kilku sekundach stał w nich blondyn.-Cześć- uśmiechnęłam się do niego, chłopak odwzajemnił uśmiech.
-Wejdź ale się nie rozbieraj bo za chwile wychodzimy- oznajmił, a ja zrobiłam to o co prosił. Nie minęło 5 minut a chłopak już był gotowy.
-Gdzie jedziemy? Mieliśmy się opiekować Theo- spytałam
-Zajmie się nim opiekunka, a my jedziemy na wycieczkę- odpowiedział, lecz nie tak dokładnie jak chciałam, z lekkim strachem wsiadłam do samochodu.

OUCH przepraszam, zawiodłam was... Nie miałam weny... Ale obiecałam, że jak pojawi się 5 komentarzy to dodam rozdział... Więc możecie mnie hejtować i wgl... Zrozumiem... Ostatnio za dużo się dzieje... Jeszcze mówię, że od 3 do 16 lipca NIE pojawi się nic gdyż wyjeżdżam do Włoch *.* Chcecie pocztówki? Haha :D Myślałam nad nowym opowiadaniem ale nie jestem jeszcze niczego pewna... Jak na razie to opowiadanie podupada... Do następnego <3 I jeszcze raz PRZEPRASZAM...
5 komentarzy=NEXT
 

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 14

 Przeczytaj notkę pod rozdziałem ;)

-Tak mi przykro- powiedział smutno. Wiedziałam, że się nie dostanę, wypuściłam głośno powietrze z ust i odwróciłam się na pięcie, idąc w stronę wyjścia. -Wydaje mi się, że będziesz musiała odwołać wszystkie plany na dzisiejszy wieczór- spojrzałam na niego, tym razem uśmiechał się szeroko, posłałam mu pytające spojrzenie, otworzyłam usta żeby coś powiedzieć, ale blondyn mnie wyprzedził -Idziemy świętować moja cheerleaderko- przez chwilę jeszcze odtwarzałam te słowa w myślach i gdy w końcu zrozumiałam, uśmiechnęłam się i wpadłam w ramiona Nialla, ten mnie mocno przytulił, podniósł i okręcił wokół własnej osi.
-Gdzie idziemy? Kino? Impreza? Do baru? Na zakupy? Musimy to uczcić- zaczęłam paplać i skakać jak głupia gdy mnie puścił. Horan zaczął się śmiać, w końcu się uspokoiłam i mogliśmy pójść po swoje rzeczy. Po drodze spotkałam Sam, która pogratulowała mi dostania się do zespołu, powiedziałam jej, że nie będziemy się mogły spotkać, na szczęście zrozumiała, ale obiecałam jej, że w najbliższym czasie się spotkamy. Dziewczyna poinformowała mnie, że w czwartek po lekcjach jest trening, a w piątek mecz. Pożegnałyśmy się i poszłyśmy w swoje strony.
-To co robimy?- spytałam podchodząc do Nialla.
-Może chodźmy do tej nowej kręgielni w centrum handlowym- zaproponował, ale ja się nie zgodziłam bo jeszcze nigdy nie grałam w kręgle i wątpię, że uniosę tą ciężką kulę, Niall zaczął prosić żebym poszła oraz, że mnie nauczy grać, w końcu uległam i pojechaliśmy jego samochodem do miejsca naszego świętowania. Gdy dotarliśmy, musieliśmy ubrać specjalne buty do grania, blondyn kupił coca-cole i chipsy, które położył na stoliku. Wiele torów było zajętych nasz był z numerem 5, trochę dalej zauważyłam Liama, więc chyba reszta też tu jest, nie chciałam mówić o tym Niallowi bo pewnie chciałby do nich iść, a ja nie miałam na to ochoty. Pierwszy rzucał Niall, zbił wszystkie kręgle, nie było mowy żebym powtórzyła jego ruch nawet w minimalnym stopniu, stałam tam jak zaklęta, patrząc na białe pachołki.
-Weź kule pokażę ci jak to się robi- usłyszałam jego głos i momentalnie się ocknęłam, wzięłam żółtą neonową kulę, wsadzając palce w dziurki. Niall stanął za mną i objął od tyłu jedną ręką trzymając mnie w pasie a drugą przytrzymywał moją rękę z kulą.-Teraz zrób kilka kroków do przodu, zamachnij się i puść do przodu kulę- szepnął do ucha tak, że tylko ja mogłam usłyszeć jego głos. Nagle chłopak mnie puścił a ja szybko się odwróciłam w jego stronę -No dalej, poradzisz sobie beze mnie- uśmiechnął się, a ja pokiwałam głową, Niall zaśmiał się i wrócił do poprzedniej pozycji, zrobiliśmy kilka kroków do przodu, zamachnęliśmy się i pchnęliśmy kulę do przodu, kręciła się i kręciła aż w końcu zbiła wszystkie kręgle. -Widzisz, to nie jest takie trudne- powiedział i chwycił kolejną kulę. Ustawił się do rzutu, zrobił kilka kroków do przodu, zamachnął się i...
-Hej Niall!- usłyszeliśmy piskliwy i przesłodzony głosik Jessici, przez to Horan źle pchnął kulę i spudłował.-Robimy zawody i brakuje nam jednej osoby może się do nas dołączysz, po świętujemy razem twój powrót do drużyny- jej uśmiech był taki fałszywy, że można było go wyczuć na kilometr, przynajmniej ja...
-Nie... Wiesz, wolę spędzić ten czas z Cam- powiedział i usiadł na fotelu pijąc coca-cole, teraz przyszła kolej na mnie, tym razem zbiłam 7 na 10. Po skończonej grze udaliśmy się na zakupy świąteczne, każde z nas kupowało coś dla rodziny, ja dla mojej mamy wybrałam zestaw perfum od Coco Chanel, a dla taty  koszulę w kratę od Armaniego, natomiast Niall wziął dla swojej mamy drogą biżuterię, dla taty zegarek marki Rolex, dla brata kupił książkę 50 najlepszych pozycji podczas seksu, dla Denise żony Grega wybrał darmowy pobyt w spa, a dla Theo masę zabawek.
-Potrzebuję twojej pomocy, chcę kupić coś przyjacielowi, ale jakoś nie wiem co by mu się spodobało i chciałabym żebyś pomógł mi coś wybrać dla niego- poprosiłam go, oczywiście chodziło mi o niego, chciałam ,mu coś kupić na święta. Niall zgodził się i poprosił mnie o to samo, pomyślałam, że może chce coś kupić Jessice. Kazałam mu wybrać coś co by mogło mu się spodobać, najpierw pokazał mi kilka bluz z wizerunkiem Chelsea potem jakieś płyty, gdy nagle zadzwonił jego telefon chłopak odszedł kilka kroków dalej rozpoczynając rozmowę. Kiedy go nie było, kupiłam dwie płyty Ed'a Sheeran'a i Michael'a Buble'a. Jak wrócił oznajmił, że musi jechać po Grega z rodziną, bo właśnie przylecieli do Londynu, powiedziałam mu, że jeszcze pochodzę po sklepach i wrócę autobusem, pożegnaliśmy się buziakiem w policzek i poszedł. Pokręciłam się jeszcze po centrum handlowym, kupiłam jasną sukienkę w koronkę i kremowe szpilki. Przechodziłam jeszcze obok sklepu jubilerskiego, na wystawie widziałam podobną bransoletkę z napisem, taką jak ma Niall, tylko, że on ma napisane "Nialler", postanowiłam kupić mu taką tylko, że z napisem "Camilla" a z drugiej strony "Forever". Po skończonych zakupach poszłam na przystanek, zdążyłam w ostatniej chwili wsiąść do autobusu jadącego na moją ulicę, po 15 minutach byłam już na miejscu.

*Święta*
To już dziś. Czas tak szybko przeminął, nasza szkoła pierwszy raz od jakiegoś czasu wygrała mecz, a wszystko dzięki Niallowi, który strzelił dwie bramki. Teraz przygotowujemy z moją mamą potrawę na Wigilię, a mój tata pojechał po choinkę. Na polu pada śnieg, małe dzieci z sąsiedztwa lepią bałwany, urządzają bitwę na śnieżki i świetnie się bawią w swoim towarzystwie, uśmiechnęłam się na ten widok i dokańczałam mycie brudnych naczyń. Zakręciłam wodę w tym samym momencie gdy wrócił tata z pięknie pachnącą, żywą, mocno zieloną jodłę, czas świąt był moim ulubionym, ponieważ mogliśmy usiąść razem do stołu i cieszyć się tym, że jesteśmy razem i jesteśmy szczęśliwi. Zaczęliśmy w trójkę ubierać drzewko, jak co roku tata wziął mnie na barana żebym mogła powiesić gwiazdę na samym czubku, chociaż nawet gdyby mnie nie podnosił równie dobrze mogłabym ją zawiesić. Dochodziła 20 byłam ubrana w nowo kupioną sukienkę, nagle dostałam SMS'a, odblokowałam telefon, okazało się, że Niall chce abym na chwilę wyszła. Oznajmiłam rodzicom, że wrócę za 5 minut, ubrałam moją parkę, buty emu prezent dla blondyna i udałam się na dwór, na chodniku już stał Horan, podeszłam do niego.
-Wszystkiego Najlepszego- powiedzieliśmy w tym samym czasie uśmiechając się i wyciągając prezenty. Odebrałam swój prezent, Niall poprosił abym go otworzyła, to było pudełko, a w nim nasze zdjęcie oprawione w bardzo ładną ramkę, do tego było jeszcze mniejsze pudełeczko, w którym była taka sama bransoletka co ja kupiłam Niallowi tylko, że z jego imieniem, zaśmiałam się i podziękowałam mu. Następnie on otworzył swój prezent, ucieszył się jak zobaczył dwie płyty, a jeszcze bardziej na widok tej samej bransoletki.
-Najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałem dziękuje- przytulił mnie, a ja odwzajemniłam to. -Może jutro do mnie przyjdziesz, moi rodzice z Gregiem i Denise wychodzą gdzieś, a ja muszę zostać z Theo i pomyślałem, że mi pomożesz- uśmiechnął się słodko, nie mogłam mu odmówić i zgodziłam się, potem pożegnaliśmy się i udaliśmy do swoich domów.

Wspominaliśmy stare czasy na kanapie oglądając zdjęcia, gdy nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, poszłam je otworzyć, choć nie wiedziałam kto o godzinie 22 mógłby przyjść do naszego domu.
-Dzień dobry, czy tutaj mieszka Josh Scott?- spytała młoda brunetka, która miała ze sobą dużą czerwoną walizkę.
-Tak, już zawołam. Tato!- krzyknęłam, po chwili mój tata stał już obok mnie.
-Dzień dobry, jestem Cassie Morgan- powiedziała dziewczyna, mój tata zesztywniał na to nazwisko -Cześć tato- dodała, teraz to ja zamarłam. Tato?!

Cześć... Więc postanowiłam, że zrobię coś czego nie chciałam, ale jestem zmuszona... A więc, następny rozdział pojawi się dopiero gdy będzie 5 komentarzy... Wszystko zależy od was... Robię to bo pod rozdziałem jest tylko 2-3 komentarze... A ja się czuję jakby nikt nie czytał moich wymysłów... Nie wiem może wam się nie podoba moje opowiadanie...Jak tak jest to napiszcie.... Zakończę go i tyle... To wszystko proszę was o komentarze... 
5 komentarzy=NOWY ROZDZIAŁ