-Nie mówiłaś, że chcesz adoptować dziecko- powiedziałam, a źrenice rodzicielki powiększyły się zasłaniając prawie całe tęczówki. -Co to za Emily, ile ma lat?- spytałam gdy moja mama nie odezwała się słowem.
-Usiądź lepiej bo to może cię zszokować- odparła, a ja spoczęłam na końcu łóżka. -Ona ma 18 lat i...-przerwałam jej
-Po co chcesz adoptować pełnoletnią dziewczynę?- zdziwiłam się, ale mama tylko pokręciła głową
-Słuchaj, 18 lat temu urodziłam córkę, Twój tata był prze szczęśliwy, między innymi dlatego też ze mną został, gdy on wyjechał w sprawach naszej firmy do stanów, gdy karmiłam małą w tym samym czasie oglądałam wiadomości, nagle prezenterka powiedziała, że samolot z Londynu do Nowego Jorku, gdzie leciał mój mąż, rozbił się, wtedy byłam tak zszokowana, że nie zauważyłam iż moje dziecko wyślizguje mi się z rąk- mówiąc to miała łzy w oczach, zatrzymała się na chwilę by trochę się uspokoić, zamknęła oczy i robiła kilka głębokich wdechów i wydechów po czym wróciła do opowiadania- Gdy się zorientowałam było już za późno, Camilla miała tylko miesiąc, dzwoniłam po pogotowie ale nie udało się jej uratować, kilka godzin później zadzwonił do mnie twój tata i powiedział, że już jest w hotelu, a ten samolot który się rozbił leciał wcześniej niż oni. Wtedy załamałam się, ponieważ on cały czas wypytywał o dziecko, a ja nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, wpadłam wtedy na pomysł by zaadoptować dziecko, również dziewczynkę, która urodziła się mniej więcej w tym samym dniu i roku. Udało się, wtedy zaadoptowałam ciebie, podobno po twoich narodzinach twój prawdziwy ojciec zginął w wypadku samochodowym a twoja matka popadła w głęboką depresję, nie opiekowała się tobą, twoi dziadkowie zadzwonili do szpitala psychiatrycznego, który zabrał ją na długotrwałe leczenie, a opieka społeczna oddała cię do domu dziecka, tyle mi powiedziała kobieta, która się tobą zajmowała w ośrodku. Tak naprawdę nazywasz się Emily Moor twoja rodzina jest z Londynu, resztę informacji możesz znaleźć w tych dokumentach...-zakończyła swoją wypowiedź podając mi papiery. Dlaczego wszyscy w moim otoczeniu muszą tak kłamać?! No dobra prawie wszyscy... Nie chciałam już z nią rozmawiać dlatego wyszłam bez pożegnania... Tylko, gdzie pojechać, w moim domu jest Cassie, zostaje tylko Niall... Napisałam do niego wiadomość, czy jest w domu. Po chwili dostałam odpowiedź.
od: Nialler :*
Jasne, wpadaj akurat robię obiad, przynajmniej próbuję.
xx
Szybko złapałam wolną taksówkę i ruszyłam w stronę domu Horana. Na zewnątrz zaczęło padać, a na drodze tworzył się korek, to jest Londyn... A zwłaszcza jego centrum... Zawsze zatłoczone i jeżeli chcesz gdzieś szybko dojechać- lepiej postaw na metro... Na szczęście byliśmy na początku tego ciągu samochodów więc kierowca skręcił w moją ulicę i już byliśmy na miejscu, na zewnątrz czekał Niall z parasolem. Jak miło- pomyślałam, zapłaciłam kierowcy należną kwotę i wysiadłam z samochodu. Zostałam przywitana buziakiem w policzek po czym weszliśmy do domu.
-Zjesz lazanie?- spytał, a ja skinęłam głową, chłopak zniknął w kuchni a ja udałam się do salonu, telewizor był włączony i leciał jakiś mecz, usiadłam na kanapie i pozwoliłam sobie przełączyć na Fox, na którym szli Simpsonowie. Po kilku minutach wrócił Niall z talerzami na których leżała ciepła lazania, mruknęłam ciche dziękuje gdy położył jedzenie przede mną. Horan nie zbyt zadowolony z tego, że przełączyłam jego ukochany mecz wziął pilota i wrócił do kanału sportowego. Postanowiłam walczyć o swoje, dlatego wyrwałam mu pilot z ręki, przełączyłam z powrotem na kreskówkę i usiadłam na nim tak by Niall nie mógł go wziąć. Chłopak zaśmiał się i zaczął mnie łaskotać, próbowałam nie wybuchnąć śmiechem, ale za długo nie wytrzymałam i po chwili tarzałam się na ziemi. Blondyn wykorzystał to i wziął pilot przełączając na mecz. W końcu poddałam się i zabrałam za jedzenie lazanii, udając obrażoną.
-Oj Cami nie obrażaj się- powiedział słodkim głosem przytulając mnie do siebie, zaczęłam się wiercić by mnie puścił.
-Nie mów tak do mnie- mruknęłam wykręcając się z jego uścisku
-To jak mam do ciebie mówić?- spytał
-Emily- odpowiedziałam, chłopak popatrzył na mnie zdziwiony i zaczął się śmiać, kiedy ja byłam śmiertelnie poważna.
-Żartujesz prawda?- spytał nadal się śmiejąc, ale gdy zauważył, że ja się nie śmieje, przestał.
-Okazało się, że jestem adoptowana i wiedziała o tym tylko moja "mama"- zrobiłam dwa cudzysłowie w powietrzu- Tak na prawdę nazywam się Emily Moor-powiedziałam spuszczając głowę. Chłopak nie odzywał się, dlatego podniosłam głowę by na niego spojrzeć, gdy to zrobiłam, zobaczyłam w jego oczach ból i współczucie.
-Ja... Nie wiem co powiedzieć- oznajmił i przytulił mnie mocno, oparłam głowę o jego klatkę piersiową, jego serce biło mocno i bardzo szybko, chciałabym żeby biło tylko dla mnie... Kilka łez wypłynęło z moich oczu, jeszcze bardziej wtuliłam się w chłopaka.-Heej nie płacz- powiedział i otarł mokre policzki, dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.-Emily... Pasuje do ciebie to imię- lekko się zarumieniłam i spuściłam wzrok, ale po chwili znów na niego spojrzałam.-Słuchaj ostatnio dużo się działo, a jutro jest sylwester i Louis organizuje imprezę będą tam chyba wszyscy ze szkoły i... Może chciałabyś pójść jako moja osoba towarzysząca?- spytał lekko się uśmiechając, totalnie zapomniałam, że rok 2013 się już kończy... Ale w sumie to dobrze bo mam plan zacząć lepsze życie w 2014 roku, chcę odnaleźć moją prawdziwą matkę, poznać ją, porozmawiać może poznam moją prawdziwą rodzinę, skończę szkołę wyprowadzę się do małego mieszkania... Mam wiele pomysłów na swoją przyszłość i mam ochotę je zrealizować w największym stopniu.
-Z przyjemnością z tobą pójdę- uśmiechnęłam się, blondyn wydawał się być szczęśliwy z tego powodu, ale ja zaczęłam rozmyślać w czym pójdę... Nie byłam na zakupach od... Dłuższego czasu, przydałoby się to nadrobić. Może Sam wybrałaby się ze mną do galerii jeszcze dziś? Muszę do niej zadzwonić ale to później, na razie chcę pobyć trochę z Horankiem.
-Oj Cami nie obrażaj się- powiedział słodkim głosem przytulając mnie do siebie, zaczęłam się wiercić by mnie puścił.
-Nie mów tak do mnie- mruknęłam wykręcając się z jego uścisku
-To jak mam do ciebie mówić?- spytał
-Emily- odpowiedziałam, chłopak popatrzył na mnie zdziwiony i zaczął się śmiać, kiedy ja byłam śmiertelnie poważna.
-Żartujesz prawda?- spytał nadal się śmiejąc, ale gdy zauważył, że ja się nie śmieje, przestał.
-Okazało się, że jestem adoptowana i wiedziała o tym tylko moja "mama"- zrobiłam dwa cudzysłowie w powietrzu- Tak na prawdę nazywam się Emily Moor-powiedziałam spuszczając głowę. Chłopak nie odzywał się, dlatego podniosłam głowę by na niego spojrzeć, gdy to zrobiłam, zobaczyłam w jego oczach ból i współczucie.
-Ja... Nie wiem co powiedzieć- oznajmił i przytulił mnie mocno, oparłam głowę o jego klatkę piersiową, jego serce biło mocno i bardzo szybko, chciałabym żeby biło tylko dla mnie... Kilka łez wypłynęło z moich oczu, jeszcze bardziej wtuliłam się w chłopaka.-Heej nie płacz- powiedział i otarł mokre policzki, dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.-Emily... Pasuje do ciebie to imię- lekko się zarumieniłam i spuściłam wzrok, ale po chwili znów na niego spojrzałam.-Słuchaj ostatnio dużo się działo, a jutro jest sylwester i Louis organizuje imprezę będą tam chyba wszyscy ze szkoły i... Może chciałabyś pójść jako moja osoba towarzysząca?- spytał lekko się uśmiechając, totalnie zapomniałam, że rok 2013 się już kończy... Ale w sumie to dobrze bo mam plan zacząć lepsze życie w 2014 roku, chcę odnaleźć moją prawdziwą matkę, poznać ją, porozmawiać może poznam moją prawdziwą rodzinę, skończę szkołę wyprowadzę się do małego mieszkania... Mam wiele pomysłów na swoją przyszłość i mam ochotę je zrealizować w największym stopniu.
-Z przyjemnością z tobą pójdę- uśmiechnęłam się, blondyn wydawał się być szczęśliwy z tego powodu, ale ja zaczęłam rozmyślać w czym pójdę... Nie byłam na zakupach od... Dłuższego czasu, przydałoby się to nadrobić. Może Sam wybrałaby się ze mną do galerii jeszcze dziś? Muszę do niej zadzwonić ale to później, na razie chcę pobyć trochę z Horankiem.
***
-Przymierz jeszcze tą- Sam podała mi kolejną sukienkę, siedzimy w tej galerii od dwóch godzin a byłyśmy tylko w pięciu sklepach... Żadna z przymierzonych kreacji nie była perfekcyjna, obawiam się, że pójdę w zwykłych rurkach i crop topie...
-Sam to jest bezsensu, nie ma tej idealnej sukienki...- powiedziałam przeglądając się w lustrze...
-Chodźmy jeszcze do sklepu obok, a jak nic ci się nie spodoba to coś wykombinujemy- brunetka poklepała mnie pocieszająco po plecach. Zdjęłam miętową sukienkę i założyłam moje ubrania. Oddałam wszystkie kreacji jednej z pracownic i poszłyśmy do kolejnego sklepu. Kolejna sukienka, nie pasuje, następna i jeszcze jedna... Poddaje się... Nie ma idealnej sukienki dla mnie i mojej figury... Zostaje mi tylko wrócić do domu i przeszukać moją szafę... Może cudem uda się coś wynaleźć...
-Em, przymierz jeszcze tą, spodoba ci się na sto procent- zapiszczała uradowana Sam, postanowiłam, że będzie to ostatnia... Odwróciłam się w stronę lustra i... Wow. Ona jest... Przepiękna... Czarna, koronkowa sukienka z odsłoniętymi plecami, to jest to... Zawołałam Sam, jej reakcja była dokładnie jak moja, była zachwycona i kazała mi ją wziąć. Spojrzałam jeszcze dla cenę, 200 funtów to nie tak tanio ale cóż poradzisz skoro jesteś w sklepie jednego z najpopularniejszych projektantów w Londynie. Przebrałam się i ruszyłam do kasy by zapłacić za kreację. Po zakupach postanowiłyśmy wrócić do swoich domów, nie kupowałam już butów gdyż mam zamiar ubrać moje nowe czarne koturny. Gdy tylko weszłam do domu usłyszałam śmiechy kobiet, ruszyłam w stronę salonu i zobaczyłam Cassie z koleżankami, piły wino i opowiadały sobie o tym jakie ich faceci im robią niespodzianki, co to im nie kupują i tak dalej. W kominku się paliło, dzięki czemu w domu było ciepło, zauważyłam, że w ramkach na półce nie było naszych wspólnych zdjęć z mamą i tatą, ale jakieś kartki palą się w środku kominka...
-Czy ty zgłupiałaś?!- krzyknęłam podchodząc bliżej, próbując wyciągnąć ostatnie kawałki zdjęć, gdy zobaczyłam jedno z nich, wiedziałam, że wrzuciła je na rozpałkę.
-Oh a to właśnie moja pasierbica- powiedziała, a jej koleżanki zaczęły cicho się śmiać.-Przytyło ci się ostatnio kochanie- zgaduje, że to było do mnie, przewróciłam tylko oczami i wróciłam do wygrzebywania pozostałości zdjęć, niestety już było za późno by je uratować...
-Ma takiego bogatego ojca a z tego nie korzysta...- zaśmiała się jedna z nich, nie chciałam więcej tego słuchać dlatego pobiegłam do swojego pokoju, hamując się przed powiedzeniem czegoś złego. Gdy wychodziłam po schodach usłyszałam, jak Cassie mówi, że jestem tak samo naiwna jak moja matka, miałam ochotę tam zejść i jej przywalić. Postanowiłam jeszcze zejść do kuchni i napić się mojego koktajlu truskawkowego, podczas gdy siedziałam przy wysepce słyszałam jak te lafiryndy śmieją się ze mnie, mojego stylu, włosów, wagi... Nie wytrzymałam, do blendera wrzuciłam różne produkty które wpadły mi w ręce, włączyłam maszynę, która zmiksowała wszystko razem tworząc śmierdzące zielone coś. Wzięłam "napój", iPhona i poszłam cicho do salonu, one siedziały plecami do mnie, więc wszystko pójdzie łatwo, ustawiłam telefon na miejscu w którym nagra wszystko dokładnie i włączyłam nagrywanie, podeszłam do kanapy i po kolei zaczęłam lać tym czymś na głowy dziewczyn, mówiąc przy tym "ojej to przez przypadek". Cassie wraz z koleżankami były wściekłe, a ja śmiejąc się, wzięłam telefon i pobiegłam do góry. Zakluczyłam drzwi i wysłałam filmik Niallowi i Sam. Po kąpieli, wskoczyłam pod kołdrę i zadowolona usnęłam.
-Em, przymierz jeszcze tą, spodoba ci się na sto procent- zapiszczała uradowana Sam, postanowiłam, że będzie to ostatnia... Odwróciłam się w stronę lustra i... Wow. Ona jest... Przepiękna... Czarna, koronkowa sukienka z odsłoniętymi plecami, to jest to... Zawołałam Sam, jej reakcja była dokładnie jak moja, była zachwycona i kazała mi ją wziąć. Spojrzałam jeszcze dla cenę, 200 funtów to nie tak tanio ale cóż poradzisz skoro jesteś w sklepie jednego z najpopularniejszych projektantów w Londynie. Przebrałam się i ruszyłam do kasy by zapłacić za kreację. Po zakupach postanowiłyśmy wrócić do swoich domów, nie kupowałam już butów gdyż mam zamiar ubrać moje nowe czarne koturny. Gdy tylko weszłam do domu usłyszałam śmiechy kobiet, ruszyłam w stronę salonu i zobaczyłam Cassie z koleżankami, piły wino i opowiadały sobie o tym jakie ich faceci im robią niespodzianki, co to im nie kupują i tak dalej. W kominku się paliło, dzięki czemu w domu było ciepło, zauważyłam, że w ramkach na półce nie było naszych wspólnych zdjęć z mamą i tatą, ale jakieś kartki palą się w środku kominka...
-Czy ty zgłupiałaś?!- krzyknęłam podchodząc bliżej, próbując wyciągnąć ostatnie kawałki zdjęć, gdy zobaczyłam jedno z nich, wiedziałam, że wrzuciła je na rozpałkę.
-Oh a to właśnie moja pasierbica- powiedziała, a jej koleżanki zaczęły cicho się śmiać.-Przytyło ci się ostatnio kochanie- zgaduje, że to było do mnie, przewróciłam tylko oczami i wróciłam do wygrzebywania pozostałości zdjęć, niestety już było za późno by je uratować...
-Ma takiego bogatego ojca a z tego nie korzysta...- zaśmiała się jedna z nich, nie chciałam więcej tego słuchać dlatego pobiegłam do swojego pokoju, hamując się przed powiedzeniem czegoś złego. Gdy wychodziłam po schodach usłyszałam, jak Cassie mówi, że jestem tak samo naiwna jak moja matka, miałam ochotę tam zejść i jej przywalić. Postanowiłam jeszcze zejść do kuchni i napić się mojego koktajlu truskawkowego, podczas gdy siedziałam przy wysepce słyszałam jak te lafiryndy śmieją się ze mnie, mojego stylu, włosów, wagi... Nie wytrzymałam, do blendera wrzuciłam różne produkty które wpadły mi w ręce, włączyłam maszynę, która zmiksowała wszystko razem tworząc śmierdzące zielone coś. Wzięłam "napój", iPhona i poszłam cicho do salonu, one siedziały plecami do mnie, więc wszystko pójdzie łatwo, ustawiłam telefon na miejscu w którym nagra wszystko dokładnie i włączyłam nagrywanie, podeszłam do kanapy i po kolei zaczęłam lać tym czymś na głowy dziewczyn, mówiąc przy tym "ojej to przez przypadek". Cassie wraz z koleżankami były wściekłe, a ja śmiejąc się, wzięłam telefon i pobiegłam do góry. Zakluczyłam drzwi i wysłałam filmik Niallowi i Sam. Po kąpieli, wskoczyłam pod kołdrę i zadowolona usnęłam.
***
Za 10 minut ma być Niall a ja nie mogę znaleźć telefonu, muszę uważać by mój make-up, fryzura, paznokcie się popsuły a sukienka pogniotła, co jest bardzo trudne. Przekopałam już cały pokój i nigdzie nie mogę go znaleźć... Chwila... Kuchnia, jeszcze tam nie patrzyłam, szybko zbiegłam po schodach na dół i udałam się do pomieszczenia, na wysepce leżał mój iPhone, wzięłam go i schowałam do torebki. W sam raz bo akurat usłyszałam dzwonek do drzwi, wbiegłam do przedpokoju włożyłam buty, przeglądnęłam się w dużym lustrze by sprawdzić czy wszystko jest idealnie. Na szczęście było, otworzyłam drzwi i zobaczyłam Nialla, trzymającego czerwoną różę, był ubrany w ciemne rurki, biały t-shirt i rozpiętą koszulę w kratkę bez rękawów, na to miał włożoną bejsbolówkę a na nogach miał białe wysokie Converse, jego włosy były postawione na żelu, wręczył mi różę, a ja podziękowałam i pocałowałam go w policzek, zniknęłam na chwilę w środku by zostawić różę na wysepce w kuchni, po chwili wróciłam do blondyna i ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Niall jak gentleman otworzył przede mną drzwi, wsiadłam do środka, chwilę po tym chłopak usiadł na miejscu kierowcy, odpalił samochód i pojechaliśmy w stronę willi Tomlinsona. Po 20 minutach ciszy którą przerywało jedynie radio byliśmy na miejscu, Niall ponownie otworzył mi drzwi, wyszłam z auta, chłopak złapał mnie za rękę i splótł nasze palce, przez ciało przeszedł mnie miły dreszcz, spowodowany jego dotykiem, zapowiada się miły wieczór. Uśmiechnięta szłam w stronę drzwi do willi w której panowały już tłumy...
Hej :3 Tak wiem... Nienawidzicie mnie... Nie dziwię wam się... Prawie miesiąc, albo nawet więcej nic nie dodawałam, nie chce kłamać, że nie miałam internetu bo Marta (Victoria McPerrie) może potwierdzić, że byłam 24/7 na internecie. Po prostu nie miałam weny i miałam totalną pustkę. Strasznie was przepraszam, ale teraz mam akurat strasznego stresa bo za tydzień już szkoła a ja zaczynam 3 klasę, czyli najgorszą klasę ever... A z racji, że w poprzednich 2 latach byłam totalnym leniem i nie chciało mi się uczyć muszę się teraz do tego zabrać, więc od razu ostrzegam, że rozdziały nie będą się pojawiały za często, ale mam nadzieję, że mnie nie opuścicie *.*
Mam nadzieję, że rozdział się podobał, proszę zostaw swoją opinię w komentarzu.
A i jeszcze jedna sprawa, z boku pojawiła się ankieta, jeżeli bylibyście tak mili i zagłosowali, to dużo dla mnie znaczy bo mam dylemat czy nie zakończyć tego bloga, to tylko dwa kliknięcia więc bardzo proszę :))
Komentujesz=Motywujesz <3
*Rozdział nie sprawdzony
Zajebisty rozdzial :* nie martw sie i spokojnie skup sie w tym roku na nauce ja bd cierpliwie czekala na rozdzialy. Jestem bardzo ciekawa jak bedzie na sylwestrze u Tommo :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na nn oraz zycze weny <3
Hej :*
OdpowiedzUsuńI hmm... Co ja mogę ci powiedzieć...
W sumie to dzisiaj będzie krótko bo tak naprawdę wszystko co chciałam powiedzieć na temat tego rozdziału to napisałam ci na tt i nie wiem, czy jest sens sie powtarzać xD
No ale tak... Ta impreza u Lou... Ja i tak wiem że ona nie jest tylko na odreagowanie bo jestem niemal pewna że coś tam zrobisz i nie wmawiaj mi że nie bo i tak w to nie uwierze.
Dzkwie sie że Emily tak dziwnie zareagowała na wieść o tym wszystkim. Tak jakby ją to w ogóle nie ruszyło. Myślałam że zrobi piekło, awanture swojej mamie a tu nic. Spokój. Hmm... Mkże potrzebuje po prostu czasu.
Ale i tak sprawa w domu z Cassie była najlepsza xD Jak widać Emily odreagowała całą złość na niej xD
Ale o tym już ci mówiłam jak i o poprzednich rzeczach zresztą też xD
No i co więcej... Ie powtarzam się dłużej, powiem tylko że rozdział jest ge-NIALL-ny ale ty i tak o tym doskonale wiesz ^^
Buziaki :**
Trzymaj sie i życzę weny bo z tego co wiem to jest ci potrzebna :)
ILYSM <3
Na zawsze twoja @LoveWithHarold
P.S. Harry cie pozdrawia ^^
Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam i tyle <3 Zmieniłaś szablon i nic nie powiedziałaś, osz ty zua :c
OdpowiedzUsuńA co do rozdziału to po prostu genialny i czekam na nexta :* OOO I POWODZENIA W SZKOLE! :D Oraz weny życzę :"D
Ohhh... rozdział jak zawsze rozkoszny! Ta Camilla/Emily jest... inna, nie w złym znaczeniu, jest po prostu wyjątkowa!
OdpowiedzUsuńJeszcze teraz ta impreza u Lou heh, myślę..., że dobrze się nie skończy dla obojga. No cóż rozpisywać się nie będę, ale wszystko jest idealnie *-*
Czekam na next, miłego wieczoru i powodzenia w szkole! xx