środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 20

Ten rozdział dedykuje mojej kochanej najukochańszej Marcie <3 Z którą znam się już 6 miesięcy (10 lipca pamiętam *.*) ILYSM <333


W środku panował chaos, w powietrzu unosił się smród alkoholu, papierosów i potu, niesmaczna mieszanka... Weszliśmy dalej, byli tutaj wszyscy ze szkoły a nawet więcej, Niall zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju, okazał się być on sypialnią Tomlinsona, gdzie był gospodarz, Harry, Zayn, Liam, siostry Edwards (mówiłam już, że Olivia i Perrie są siostrami? Dokładnie bliźniaczkami dwujajowymi, to dzięki Pezz, Ol poznała Harrego, ale to już inna historia) El, Danielle i Jessica, blondyn pociągnął mnie lekko za rękę udając się do przyjaciół, po chwili mnie puścił.
-Niall jak świetnie, że przyszedłeś już się martwiłam- znowu ten piskliwy nowo zelandzki głosik, może jej ktoś odciąć język? Albo najlepiej zerwać struny głosowe... Jessica pocałowała Nialla w usta jakby byli razem, ale nie są... Prawda? Po chwili wszyscy zaczęli się z nim witać, a ja zostałam odepchnięta...
-Tak was też miło zobaczyć- mruknęłam pod nosem... Niall wraz z przyjaciółmi zaczęli rozmawiać o ostatnim meczu i pić drinki, zrozumiałam, że nie ma tu dla mnie miejsca, dlatego wyszłam. W salonie bawiło się strasznie dużo osób, dlatego wyszłam na ogród, gdzie znalazłam Sam, podeszłam do niej, piła drinka w towarzystwie jakieś dziewczyny.
-Hej- krzyknęła gdy mnie zobaczyła, przytuliła się do mnie, a następnie poznała z jej kuzynką Patty -Napijesz się drinka?- znów podniosła głos by można było ją usłyszeć przez głośno grającą muzykę, pokiwałam głową i po chwili dziewczyna zostawiła mnie z Patty. Nie powiem była bardzo ładna, miała długie, czarne, gęste włosy i śliczne niebieskie oczy, ubrana była w beżową tiulową sukienkę z czarnym paskiem.
-Więc skąd jesteś?- zapytałam przerywając ciszę.
-Urodziłam się w Londynie, ale wraz z rodzicami wyjechaliśmy do Norwegii...- dziewczyna zaczęła opowiadać, ale ja się wyłączyłam, gdy napotkałam zielone tęczówki wpatrzone we mnie, chłopak uśmiechnął się do mnie, a ja oblana rumieńcem, uśmiechnęłam się i opuściłam głowę, patrząc na moje koturny, które nagle stały się bardzo interesujące.
-Przepraszam, że przeszkodę, mógłbym prosić do tańca- podniosłam wzrok i zobaczyłam te same zielone tęczówki i piękny uśmiech, chłopak wyciągnął do mnie rękę, a ja skinęłam głową i udaliśmy się "parkiet".
-Jestem Sean- powiedział brunet ciągle się uśmiechając.
-Emily- również się uśmiechnęłam i położyłam swoje ręce na jego karku a on na mojej talii gdyż właśnie zaczęła się wolna piosenka, Sean opowiedział mi o sobie co nie co, wiem, że jest na pierwszym roku w Collegu, jeździ na motorze i bierze udział w wyścigach, co prawda nie legalnych ale wyścigach, taki niby bad boy z dobrymi ocenami. Tańczyliśmy razem przez kilka piosenek, aż nie zachciało mi się czegoś pić, przeprosiłam bruneta i poprosiłam go żeby zaczekał na mnie przy basenie. Ruszyłam w stronę kuchni, niestety to było strasznie trudne bo musiałam przepchać się przez tłum spoconych ludzi, nawet jedna dziewczyna popchnęła mnie na jakiegoś schlanego faceta, mruknęłam ciche "przepraszam" i w końcu udało mi się dojść do korytarzu, w kątach stały jakieś pary i kleiły się do siebie, zignorowałam to i weszłam do kuchni.
-O kurwa- powiedziałam, zasłaniając sobie buzie, byłam zszokowana tym co zobaczyłam, chciałam szybko wyjść z pomieszczenia ale ktoś złapał mnie za rękę i wciągnął do środka, zamykając za sobą drzwi.-Wypuść mnie- poprosiłam bruneta, który stał przy drzwiach torując mi wyjście.
-Najpierw powiedz, że nie powiesz nic El ani Olivii- powiedział Louis podchodząc do Harrego przy drzwiach. To był totalny szok widzieć ich razem całujących się... To było... Dziwne...
-Nie zrobię tego- na twarzach chłopców zawitała ulga- Bo wy to zrobicie... Chociażby teraz- i znów pojawił się strach w ich oczach.
-Nie, posłuchaj nie możemy im tego zrobić przecież...-
-Harry to ty posłuchaj, zdrada jest bardziej bolesna niż zerwanie, lepiej wyznać dziewczyną prawdę i być z sobą bez ukrywania się a nie okłamywać je, siebie i wszystkich. Ile to już trwa?- spytałam, a chłopcy popatrzyli na siebie zastanawiając się.
-Jakieś trzy miesiące, wiesz tylko o tym ty i chłopcy...- powiedział Lou
-Musicie im to powiedzieć... Teraz- podniosłam lekko głos a oni lekko skinęli głowami i wyszli z kuchni. Nalałam do szklanki soku pomarańczowego i go wypiłam chwilę posiedziałam w pomieszczeniu, Harry i Louis? Razem? Że też nikt tego nie zauważył od trzech miesięcy... Dobrze się ukrywali... Ale w sumie mogli pomyśleć wcześniej i skończyć te związki skoro nie kochali dziewczyn... Dziwię się bardziej Louisowi bo on i El byli ze sobą chyba 3 lata, Harry i Ol byli nie całe pół roku, tak więc może lepiej to przyjmie... Nie chciałam się już w to zagłębiać, dlatego wyszłam z kuchni i ruszyłam do ogrodu, gdzie czekał na mnie Sean, znowu to przepychanie się przez tłumy spoconych ludzi... Świetnie... Weszłam do salonu, na szczęście nie było już tak dużo ludzi jak przedtem. Szukałam wzrokiem Sam, Nialla, kogoś znajomego, ale nikt nie rzucał mi się w oczy. Gdy dotarłam do ogrodu, obok basenu stał Sean z piwem i dwoma kolegami, podeszłam do niego, kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się i odszedł od znajomych.
-Już jestem- uśmiechnęłam się do niego
-Właśnie widzę... Więc Emily...- zaczął- Przyszłaś tu sama?- spytał, a ja pokręciłam głową
-Właściwie to nie, przyszłam tu z Niallem Horanem, może go znasz, ale on woli bawić się ze swoim towarzystwem- mimo, że byłam smutna i zła z tego powodu, próbowałam ponownie się uśmiechnąć, ale zamiast tego moje usta ułożyły się w grymas.
-Ah więc to ty jesteś nową zdobyczą Horana, widziałem go przed chwilą z jakąś blondynką, nie widziałem jej wcześniej w szkole- podrapał się po karku, a więc tak się Niall bawi... Zabiera mnie na imprezę po czym zaczyna olewać i teraz całuje się z inną... Zgaduje, że tą blondynką jest Jessica... Ale przecież dziewczyn z blond włosami jest dużo...
-Co? Nie, my się tylko...- zaczęłam, ale za plecami usłyszałam jakieś krzyki, chyba ktoś się kłócił, odwróciłam się i zobaczyłam Harrego i Olivię, prawdopodobnie on powiedział prawdę, w sumie dobrze, ale blondynka będzie przeżywać to, zawsze była bardzo emocjonalna. Liam próbował ich uspokoić, prawie wszyscy na nich patrzyli, po chwili dziewczyna nie wytrzymała i popchnęła loczka tak, że wylądował w basenie, chlapiąc przy tym kilka osób. Olivia, zapłakana wróciła do środka, a tłum znów zaczął się bawić. Wróciłam do konwersacji z Seanem, postanowiliśmy wrócić do środka trochę potańczyć, po drodze wzięliśmy jakieś mocne drinki. Gdy szliśmy przez tłum, zauważyłam Sam całującą się z jakimś blondynem, który miał ręce na jej pośladkach, uśmiechnęłam się na myśl, że kogoś znalazła, ale gdy tylko spostrzegłam się, że miał dokładnie te same ubrania co Niall od razu uśmiech zszedł mi z twarzy a w kącikach moich oczu zebrały się łzy, pomrugałam kilka razy by nie rozpłakać się, gdy moje i Sam spojrzenia się spotkały dziewczyna uśmiechnęła się przez pocałunek i nie przerwała go tylko wplątała palce w jego włosy. Odwróciłam się i napotkałam wzrok Seana, wypiłam całego drinka i wyrzuciłam na ziemię, dobrze że Lou zainwestował w plastikowe kubeczki bo pewnie na ziemi leżałoby dużo szkła, spojrzałam w zielone tęczówki chłopaka i zbliżyłam się do niego i pocałowałam, na początku było delikatnie, ale gdy brunet go pogłębił i włączył w to nasze języki zaczęłam bawić się jego włosami. Po chwili odsunęliśmy się od siebie i uśmiechnęliśmy się.
-Wychodzimy gdzieś, gdzie jest cicho?- spytał, pokiwałam głową i chłopak wziął mnie za rękę i pociągnął do wyjścia. Po drodze podkradliśmy dwie butelki wódki  wyszliśmy.
Szliśmy przez park pijąc na zmianę alkohol i śmiejąc się z byle czego, na ławce zauważyłam, że ktoś siedzi podeszliśmy bliżej okazało się, że to Olivia z Jessicą.
-O cześć- zaśmiałam się i wzięłam łyk wódki -Co wy tu robicie? Nie powinnyście się teraz bawić u Louisa?- spytałam, Olivia wyrwała mi wódkę z ręki i wypiła wszystko do końca, choć dużo tego nie było.
-Harry mnie zdradzał...- powiedziała cicho-  Z Louisem... Dasz wiarę, że byłam z chłopakiem, który okazał się być gejem...- schowała głowę w rękach, Jess owinęła ręce wokół niej przytulając ją mocno i dodając otuchy. Usiadłam obok niej i położyłam rękę na ramieniu.
-Mnie Niall zaprosił na tą imprezę jako jego osoba towarzysząca, a po wejściu od razu mnie olał i poszedł do was, a potem całował się z moją przyjaciółką na moich oczach i...-Zaczęłam, ale Jessica mi przerwała.
-I poszedł ze mną do łóżka- dodała, chciałam spiorunować ją wzrokiem ale w końcu odpuściłam, Sean zaczął szukać czegoś w kieszeni swoich spodni i gdy w końcu znalazł, wyciągnął woreczek z białym proszkiem.
-Mam coś na poprawę humoru- uśmiechnął się i wysypał zawartość na ławkę, wyciągnął z portfela kartę kredytową i przedzielił proszek na 8 cienkich pasków, po 2 dla każdego, szczerze, to nigdy tego nie robiłam, ale jestem wystarczająco wstawiona, że odważę się to zrobić. Dziewczyny zeszły z ławki, a Sean przykucnął wyciągając papierowy banknot i zwinął go w rulonik. Jednym palcem zatkał jedno nozdrze a do drugiego przyłożył papier wciągając jedną z kresek, odchylił głowę do tyłu, po czym ponowił czynność. Kolejna do wciągania była Olivia, zrobiła to samo co brunet, po chwili śmiała się leżąc na ziemi. Gdy Jessica już wciągnęła kokainę przyszła kolej na mnie, ostrożnie przystawiłam rulonik do nozdrza i po chwili jednej kreski już nie było, zamknęłam na chwilę oczy i ponownie to zrobiłam, a na ławce nie było już białego proszku...
*Niall*
Od początku imprezy, Em gdzieś zniknęła, szukałem jej wszędzie, ale nigdzie nie mogłem znaleźć, tak jakby się rozpłynęła, wróciłem do przyjaciół, ale w pokoju Louisa już ich nie było. Zszedłem do salonu gdzie wszyscy się bawili, oparłem się o ścianę i wypiłem końcówkę mojego drinka, po chwili samotności dołączyła do mnie Sam, pytając czy nie mam ochoty zatańczyć, nie miałem nic innego do roboty, dlatego się zgodziłem. Szaleliśmy kilka kawałków, po jakimś czasie dziewczyna mnie pocałowała, moje ręce powędrowały na jej tyłek, poczułem że uśmiecha się przez pocałunek, wplątała palce w moje włosy, ale po chwili się od niej odsunąłem, ja do niej nic nie czuje, nic mocnego po za przyjaźnią, albo nawet mniej. Dziewczyna popatrzyła na kogoś za mną, z ciekawości odwróciłem się i zobaczyłem Emily całującą się z... Seanem? Wrócił do Londynu? Ah no tak przecież wyścigi się zaczynają... Ciekawe czy ciągle podrywa laski na tekst że jest najlepszy ale także chodzi do najlepszego Collegu. Patrzyłem chwile na nich, ale zniknęli mi z oczu gdy chłopak pociągnął ją gdzieś za rękę. Muszę to przerwać... Natychmiast... Zacząłem się przepychać przez tłum, doszedłem do wyjścia, ale na zewnątrz nikogo nie było, daje sobie rękę uciąć, że widziałem jak wychodzili, zacząłem iść przed siebie, w niektórych domach świeciły się światła, ale nie było imprez bo jedyna odbywała się u Tomlinsona, doszedłem do parku, przez chwilę się zastanawiałem czy wejść, ale gdy usłyszałem jej śmiech szybko wbiegłem przez bramę. Siedziała na ziemi z Seanem, Olivią i Jessicą, podszedłem bliżej, na ławce zobaczyłem jakiś woreczek a obok niego małe kuleczki proszku, przynajmniej jego pozostałości, nie... Ona nie mogła tego zrobić... Olivia mnie zauważyła i pomachała głupio się uśmiechając, wtedy Em odwróciła się w moją stronę, miała rozszerzone źrenice, miałem ochotę zabić Seana, że jej coś dał, bo w końcu on zawsze ma kokainę przy sobie…
-Oh Niall, czyżby Sam ci się już znudziła?- spytała śmiejąc się, przewróciłem oczami podchodząc bliżej.
-To ona mnie pocałowała, po za tym gdybyś nie poszła bawić się z nim- wskazałem na bruneta- to nic takiego by się nie wydarzyło- dziewczyna wstała z ziemi, trochę chwiejąc się na swoich wysokich butach, do jej oczu podeszły ją łzy.
-Gdybyś ty mnie nie olał przy swoich znajomych to może wszystko było by okej i to nie jest wcale moja wina, ale przecież ty nie umiesz się nigdy przyznać do niczego- chciała wrócić na swoje miejsce ale złapałem ją za nadgarstek. W sumie mówiła prawdę, to ja ją zostawiłem, może gdybym wtedy nie poszedł do reszty, albo chociaż się nią jakoś zainteresował to teraz tańczylibyśmy w domu Louisa i to ze mną by się upijała…
-Ty już chyba za dużo wypiłaś, wracamy do domu- pociągnąłem ją za sobą, ale stawiała opór.
-Nigdzie z tobą nie idę, nie będziesz mi rozkazywał- próbowała wydostać rękę z mojego uścisku, ale nie wychodziło mi to.
-Owszem będę- powiedziałem i przerzuciłem ją przez ramię, zdawałem sobie sprawę, że pewnie teraz widać jej tyłek dlatego odwróciłem się i poszedłem szybko w stronę ulicy, brunetka cały czas waliła pięściami w moje plecy myśląc pewnie, że mnie to boli, cóż myliła się. Gdy byliśmy już daleko od jej nowych ”Przyjaciół” postawiłem ją na ziemi, Em zachwiała się, ale w końcu stanęła prosto.
-Dlaczego ty to kurwa robisz?! Chciałam się choć raz zabawić, ale ty mi na to nie pozwalasz, dlaczego?- spytała z podniesionym głosem. Gdybym jej powiedział prawdę to i tak by nic nie zapamiętała… Więc dlaczego nie?
-Bo cię kurwa kocham i nie chcę żyć z myślą, że gdyby ci się coś stało, to mnie tam nie było by ci pomóc- powiedziałem patrząc jej w oczy, dziewczyna stała bez ruchu, nie mogłem się jej oprzeć dlatego pocałowałem ją, delikatnie, jakbym bał się, że zaraz pęknie na małe kawałeczki, usłyszałem huk, dużo huków, co oznaczało, że jest już północ. Odsunąłem się trochę od dziewczyny, miała zamknięte oczy, które po chwili otworzyła, zauważyłem, że stała się strasznie blada, może jest jej zimno? Zdjąłem moją bejsbolówkę i założyłem jej na ramiona, ale dziewczyna ją zdjęła…
-Czy tylko mi jest gorąco?- spytała, nie wiedziałem o co jej chodzi przecież jest noc i jest chyba -5 stopni…
-Dobrze się czujesz?- spytałem, dotykając jej czoła, była rozpalona, ale czemu blada?
-Głowa mnie boli i jest strasznie…- przerwała i zaczęła się chwiać, miała zamknięte oczy, położyłem jej ręce na ramionach, po chwili wylądowała w moich ramionach, zacząłem nią potrząsać żeby się obudziła, ale nic z tego… Wziąłem ją na ręce i położyłem na najbliższej ławce, wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem po karetkę, miała tu być za kilka minut, kazali mi sprawdzić jej puls, był słabo wyczuwalny, ale był. Zacząłem się bać… Przecież ona pomieszała kokainę i wódkę… Co jak umrze? Jeżeli do tego dojdzie, nie daruje Seanowi… Po chwili przyjechał ambulans, lekarze wzięli ją do środka, a ja musiałem sam dostać się do szpitala. Pobiegłem do domu Lou bo było blisko, a tam zaparkowałem samochód, po drodze złapała mnie Sam…
-Już wracasz do domu? Przecież impreza dopiero się rozkręca- chciała poczochrać mnie po włosach ale odepchnąłem jej rękę. –Co ci jest?- spytała
-Emily jest w szpitalu i…- zacząłem ale brunetka mi przerwała
-Co cię ona obchodzi? Kochanie, teraz nie będzie nam przeszkadzać- podeszła do mnie, otworzyłem drzwi do samochodu, wszedłem i go uruchomiłem.
-Wiedziałem, że udawałaś przyjaciółkę Em, może ją udało ci się oszukać, ale nie mnie, a teraz odczep się ode mnie i od niej, po prostu daj nam spokój- powiedziałem przez otwarte okno po czym odjechałem z podjazdu Tomlinsona, modląc się żeby z Emily było wszystko w porządku… Gdy dojechałem do szpitala, wbiegłem do recepcji, ale pielęgniarka nie chciała mi powiedzieć gdzie leży bo nie jestem nikim z rodziny.
-Ale to ja zawiadomiłem karetkę, muszę wiedzieć co z nią jest- powiedziałem błagalnym tonem, kobieta widząc moją podpuchniętą twarz, przyznaję się podczas jazdy tu trochę się załamałem, ale wracając do tematu, pielęgniarka powiedziała mi gdzie Em leży, czwarte piętro pokój 235, ruszyłem w stronę windy i po kilku minutach byłem na 4 piętrze, teraz tylko znaleźć pokój…  229… 231… 233… Bingo pokój 235, widziałem ją przez okno, leżała na szpitalnym łóżku podpięta do wielu kabelków.
-To pan zadzwonił po karetkę?- usłyszałem czyjś głos za plecami, odwróciłem się a tam stał jakiś facet ubrany na biało, zgaduje, że to lekarz. Pokiwałem głową a on lekko się uśmiechnął.-Widzi pan… Znaleźliśmy u dziewczyny narkotyki, a także alkohol, wie pan coś o tym?- spytał
-Tak, ona wraz z takim chłopakiem poszli do parku i ten chłopak miał ze sobą, kokainę i wódkę i prawdopodobnie jej dał… Gdy tam przyszedłem już byli wstawieni i wziąłem ją od niego, ale nagle zaczęło jej się robić gorąco choć była blada, mówiła, że ją bolała głowa a potem zemdlała…- opowiedziałem wszystko co wiem, lekarz zapisał coś na kartce.
-Czy wiesz jak ten chłopak się nazywa?- spytał, a ja pokiwałem głową.
-Sean Blake- odpowiedziałem- A co z Emily?-
-Pacjentka jest bardzo słaba, jest pan tak jakby bohaterem, bo gdyby nie zadzwonił pan po karetkę, pewnie by już nie dało się jej uratować, dzisiejsza noc pokaże czy przeżyje, oczywiście policja została już poinformowana, gdyż zażywanie narkotyków jest nielegalne, będzie pan musiał złożyć zeznania gdy tu przyjdą- poinformował mnie a ja skinąłem głową i spytałem czy mogę do niej wejść, lekarz zgodził się, ale powiedział, że nie mogę siedzieć długo. Ostrożnie otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, usiadłem na krześle, złapałem ją delikatnie za rękę i ucałowałem jej zewnętrzną stronę. Cały czas patrzyłem na jej bladą twarz błagając Boga by z tego wyszła, dopóki pielęgniarka nie oznajmiła, że mam już wyjść, no w sumie była już 2 w nocy, pocałowałem Em w czoło, szepnąłem „Kocham Cię’’ i wyszedłem z pomieszczenia…

Hej :* Mam nadzieje, że nie jesteście na mnie źli i nadal mnie kochacie ^^ Naprawdę nie chciałam źle dla nikogo ale no to tak wyszło samo z siebie :3 Rozdział jest pewnie nudny i wgl ugh -.- We wcześniejszym poście pisałam o informowanych i Klaudia Ania czy mogłabyś mi wysłać linka do twojego facebooka bo Ani Kopeć jest bardzo dużo i nie wiem która to ty XD Jeżeli jeszcze ktoś chce być informowany o nowych rozdziałach, zapraszam do zakładki "Informowani" bardzo proszę też o głosowanie w ankiecie to dla mnie bardzo ważne :) Do następnego Kocham Was mocno <33

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Informowani

Jeżeli chcielibyście być informowani o nowych rozdziałach i postach, zostawcie w komentarzu swój Twitter, Ask czy Facebook.

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 19

Szybko wpadłam do hotelowego pokoju mojej mamy. Skierowałam się do sypialni i rzuciłam dokumenty na duże łóżko.
-Nie mówiłaś, że chcesz adoptować dziecko- powiedziałam, a źrenice rodzicielki powiększyły się zasłaniając prawie całe tęczówki. -Co to za Emily, ile ma lat?- spytałam gdy moja mama nie odezwała się słowem.
-Usiądź lepiej bo to może cię zszokować- odparła, a ja spoczęłam na końcu łóżka. -Ona ma 18 lat i...-przerwałam jej
-Po co chcesz adoptować pełnoletnią dziewczynę?- zdziwiłam się, ale mama tylko pokręciła głową
-Słuchaj, 18 lat temu urodziłam córkę, Twój tata był prze szczęśliwy, między innymi dlatego też ze mną został, gdy on wyjechał w sprawach naszej firmy do stanów, gdy karmiłam małą w tym samym czasie oglądałam wiadomości, nagle prezenterka powiedziała, że samolot z Londynu do Nowego Jorku, gdzie leciał mój mąż, rozbił się, wtedy byłam tak zszokowana, że nie zauważyłam iż moje dziecko wyślizguje mi się z rąk- mówiąc to miała łzy w oczach, zatrzymała się na chwilę by trochę się uspokoić, zamknęła oczy i robiła kilka głębokich wdechów i wydechów po czym wróciła do opowiadania- Gdy się zorientowałam było już za późno, Camilla miała tylko miesiąc, dzwoniłam po pogotowie ale nie udało się jej uratować, kilka godzin później zadzwonił do mnie twój tata i powiedział, że już jest w hotelu, a ten samolot który się rozbił leciał wcześniej niż oni. Wtedy załamałam się, ponieważ on cały czas wypytywał o dziecko, a ja nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, wpadłam wtedy na pomysł by zaadoptować dziecko, również dziewczynkę, która urodziła się mniej więcej w tym samym dniu i roku. Udało się, wtedy zaadoptowałam ciebie, podobno po twoich narodzinach twój prawdziwy ojciec zginął w wypadku samochodowym a twoja matka popadła w głęboką depresję, nie opiekowała się tobą, twoi dziadkowie zadzwonili do szpitala psychiatrycznego, który zabrał ją na długotrwałe leczenie, a opieka społeczna oddała cię do domu dziecka, tyle mi powiedziała kobieta, która się tobą zajmowała w ośrodku. Tak naprawdę nazywasz się Emily Moor twoja rodzina jest z Londynu, resztę informacji możesz znaleźć w tych dokumentach...-zakończyła swoją wypowiedź podając mi papiery. Dlaczego wszyscy w moim otoczeniu muszą tak kłamać?! No dobra prawie wszyscy... Nie chciałam już z nią rozmawiać dlatego wyszłam bez pożegnania... Tylko, gdzie pojechać, w moim domu jest Cassie, zostaje tylko Niall... Napisałam do niego wiadomość, czy jest w domu. Po chwili dostałam odpowiedź.

od: Nialler :*
Jasne, wpadaj akurat robię obiad, przynajmniej próbuję.
xx

Szybko złapałam wolną taksówkę i ruszyłam w stronę domu Horana. Na zewnątrz zaczęło padać, a na drodze tworzył się korek, to jest Londyn... A zwłaszcza jego centrum... Zawsze zatłoczone i jeżeli chcesz gdzieś szybko dojechać- lepiej postaw na metro... Na szczęście byliśmy na początku tego ciągu samochodów więc kierowca skręcił w moją ulicę i już byliśmy na miejscu, na zewnątrz czekał Niall z parasolem. Jak miło- pomyślałam, zapłaciłam kierowcy należną kwotę i wysiadłam z samochodu. Zostałam przywitana buziakiem w policzek po czym weszliśmy do domu. 
-Zjesz lazanie?- spytał, a ja skinęłam głową, chłopak zniknął w kuchni a ja udałam się do salonu, telewizor był włączony i leciał jakiś mecz, usiadłam na kanapie i pozwoliłam sobie przełączyć na Fox, na którym szli Simpsonowie. Po kilku minutach wrócił Niall z talerzami na których leżała ciepła lazania, mruknęłam ciche dziękuje gdy położył jedzenie przede mną. Horan nie zbyt zadowolony z tego, że przełączyłam jego ukochany mecz wziął pilota i wrócił do kanału sportowego. Postanowiłam walczyć o swoje, dlatego wyrwałam mu pilot z ręki, przełączyłam z powrotem na kreskówkę i usiadłam na nim tak by Niall nie mógł go wziąć. Chłopak zaśmiał się i zaczął mnie łaskotać, próbowałam nie wybuchnąć śmiechem, ale za długo nie wytrzymałam i po chwili tarzałam się na ziemi. Blondyn wykorzystał to i wziął pilot przełączając na mecz. W końcu poddałam się i zabrałam za jedzenie lazanii, udając obrażoną.
-Oj Cami nie obrażaj się- powiedział słodkim głosem przytulając mnie do siebie, zaczęłam się wiercić by mnie puścił.
-Nie mów tak do mnie- mruknęłam wykręcając się z jego uścisku
-To jak mam do ciebie mówić?- spytał
-Emily- odpowiedziałam, chłopak popatrzył na mnie zdziwiony i zaczął się śmiać, kiedy ja byłam śmiertelnie poważna.
-Żartujesz prawda?- spytał nadal się śmiejąc, ale gdy zauważył, że ja się nie śmieje, przestał.
-Okazało się, że jestem adoptowana i wiedziała o tym tylko moja "mama"- zrobiłam dwa cudzysłowie w powietrzu- Tak na prawdę nazywam się Emily Moor-powiedziałam spuszczając głowę. Chłopak nie odzywał się, dlatego podniosłam głowę by na niego spojrzeć, gdy to zrobiłam, zobaczyłam w jego oczach ból i współczucie.
-Ja... Nie wiem co powiedzieć- oznajmił i przytulił mnie mocno, oparłam głowę o jego klatkę piersiową, jego serce biło mocno i bardzo szybko, chciałabym żeby biło tylko dla mnie... Kilka łez wypłynęło z moich oczu, jeszcze bardziej wtuliłam się w chłopaka.-Heej nie płacz- powiedział i otarł mokre policzki, dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.-Emily... Pasuje do ciebie to imię- lekko się zarumieniłam i spuściłam wzrok, ale po chwili znów na niego spojrzałam.-Słuchaj ostatnio dużo się działo, a jutro jest sylwester i Louis organizuje imprezę będą tam chyba wszyscy ze szkoły i... Może chciałabyś pójść jako moja osoba towarzysząca?- spytał lekko się uśmiechając, totalnie zapomniałam, że rok 2013 się już kończy... Ale w sumie to dobrze bo mam plan zacząć lepsze życie w 2014 roku, chcę odnaleźć moją prawdziwą matkę, poznać ją, porozmawiać może poznam moją prawdziwą rodzinę, skończę szkołę wyprowadzę się do małego mieszkania... Mam wiele pomysłów na swoją przyszłość i mam ochotę je zrealizować w największym stopniu.
-Z przyjemnością z tobą pójdę- uśmiechnęłam się, blondyn wydawał się być szczęśliwy z tego powodu, ale ja zaczęłam rozmyślać w czym pójdę... Nie byłam na zakupach od... Dłuższego czasu, przydałoby się to nadrobić. Może Sam wybrałaby się ze mną do galerii jeszcze dziś? Muszę do niej zadzwonić ale to później, na razie chcę pobyć trochę z Horankiem.
***
-Przymierz jeszcze tą- Sam podała mi kolejną sukienkę, siedzimy w tej galerii od dwóch godzin a byłyśmy tylko w pięciu sklepach... Żadna z przymierzonych kreacji nie była perfekcyjna, obawiam się, że pójdę w zwykłych rurkach i crop topie... 
-Sam to jest bezsensu, nie ma tej idealnej sukienki...- powiedziałam przeglądając się w lustrze...
-Chodźmy jeszcze do sklepu obok, a jak nic ci się nie spodoba to coś wykombinujemy- brunetka poklepała mnie pocieszająco po plecach. Zdjęłam miętową sukienkę i założyłam moje ubrania. Oddałam wszystkie kreacji jednej z pracownic i poszłyśmy do kolejnego sklepu. Kolejna sukienka, nie pasuje, następna i jeszcze jedna... Poddaje się... Nie ma idealnej sukienki dla mnie i mojej figury... Zostaje mi tylko wrócić do domu i przeszukać moją szafę... Może cudem uda się coś wynaleźć...
-Em, przymierz jeszcze tą, spodoba ci się na sto procent- zapiszczała uradowana Sam, postanowiłam, że będzie to ostatnia... Odwróciłam się w stronę lustra i... Wow. Ona jest... Przepiękna... Czarna, koronkowa sukienka z odsłoniętymi plecami, to jest to... Zawołałam Sam, jej reakcja była dokładnie jak moja, była zachwycona i kazała mi ją wziąć. Spojrzałam jeszcze dla cenę, 200 funtów to nie tak tanio ale cóż poradzisz skoro jesteś w sklepie jednego z najpopularniejszych projektantów w Londynie. Przebrałam się i ruszyłam do kasy by zapłacić za kreację. Po zakupach postanowiłyśmy wrócić do swoich domów, nie kupowałam już butów gdyż mam zamiar ubrać moje nowe czarne koturny. Gdy tylko weszłam do domu usłyszałam śmiechy kobiet, ruszyłam w stronę salonu i zobaczyłam Cassie z koleżankami, piły wino i opowiadały sobie o tym jakie ich faceci im robią niespodzianki, co to im nie kupują i tak dalej. W kominku się paliło, dzięki czemu w domu było ciepło, zauważyłam, że w ramkach na półce nie było naszych wspólnych zdjęć z mamą i tatą, ale jakieś kartki palą się w środku kominka...
-Czy ty zgłupiałaś?!- krzyknęłam podchodząc bliżej, próbując wyciągnąć ostatnie kawałki zdjęć, gdy zobaczyłam jedno z nich, wiedziałam, że wrzuciła je na rozpałkę.
-Oh a to właśnie moja pasierbica- powiedziała, a jej koleżanki zaczęły cicho się śmiać.-Przytyło ci się ostatnio kochanie- zgaduje, że to było do mnie, przewróciłam tylko oczami i wróciłam do wygrzebywania pozostałości zdjęć, niestety już było za późno by je uratować...
-Ma takiego bogatego ojca a z tego nie korzysta...- zaśmiała się jedna z nich, nie chciałam więcej tego słuchać dlatego pobiegłam do swojego pokoju, hamując się przed powiedzeniem czegoś złego. Gdy wychodziłam po schodach usłyszałam, jak Cassie mówi, że jestem tak samo naiwna jak moja matka, miałam ochotę tam zejść i jej przywalić. Postanowiłam jeszcze zejść do kuchni i napić się mojego koktajlu truskawkowego, podczas gdy siedziałam przy wysepce słyszałam jak te lafiryndy śmieją się ze mnie, mojego stylu, włosów, wagi... Nie wytrzymałam, do blendera wrzuciłam różne produkty które wpadły mi w ręce, włączyłam maszynę, która zmiksowała wszystko razem tworząc śmierdzące zielone coś. Wzięłam "napój", iPhona i poszłam cicho do salonu, one siedziały plecami do mnie, więc wszystko pójdzie łatwo, ustawiłam telefon na miejscu w którym nagra wszystko dokładnie i włączyłam nagrywanie, podeszłam do kanapy i po kolei zaczęłam lać tym czymś na głowy dziewczyn, mówiąc przy tym "ojej to przez przypadek". Cassie wraz z koleżankami były wściekłe, a ja śmiejąc się, wzięłam telefon i pobiegłam do góry. Zakluczyłam drzwi i wysłałam filmik Niallowi i Sam. Po kąpieli, wskoczyłam pod kołdrę i zadowolona usnęłam.
***
Za 10 minut ma być Niall a ja nie mogę znaleźć telefonu, muszę uważać by mój make-up, fryzura, paznokcie się popsuły a sukienka pogniotła, co jest bardzo trudne. Przekopałam już cały pokój i nigdzie nie mogę go znaleźć... Chwila... Kuchnia, jeszcze tam nie patrzyłam, szybko zbiegłam po schodach na dół i udałam się do pomieszczenia, na wysepce leżał mój iPhone, wzięłam go i schowałam do torebki. W sam raz bo akurat usłyszałam dzwonek do drzwi, wbiegłam do przedpokoju włożyłam buty, przeglądnęłam się w dużym lustrze by sprawdzić czy wszystko jest idealnie. Na szczęście było, otworzyłam drzwi i zobaczyłam Nialla, trzymającego czerwoną różę, był ubrany w ciemne rurki, biały t-shirt i rozpiętą koszulę w kratkę bez rękawów, na to miał włożoną bejsbolówkę a na nogach miał białe wysokie Converse, jego włosy były postawione na żelu, wręczył mi różę, a ja podziękowałam i pocałowałam go w policzek, zniknęłam na chwilę w środku by zostawić różę na wysepce w kuchni, po chwili wróciłam do blondyna i ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Niall jak gentleman otworzył przede mną drzwi, wsiadłam do środka, chwilę po tym chłopak usiadł na miejscu kierowcy, odpalił samochód i pojechaliśmy w stronę willi Tomlinsona. Po 20 minutach ciszy którą przerywało jedynie radio byliśmy na miejscu, Niall ponownie otworzył mi drzwi, wyszłam z auta, chłopak złapał mnie za rękę i splótł nasze palce, przez ciało przeszedł mnie miły dreszcz, spowodowany jego dotykiem, zapowiada się miły wieczór. Uśmiechnięta szłam w stronę drzwi do willi w której panowały już tłumy...


Hej :3 Tak wiem... Nienawidzicie mnie... Nie dziwię wam się... Prawie miesiąc, albo nawet więcej nic nie dodawałam, nie chce kłamać, że nie miałam internetu bo Marta (Victoria McPerrie) może potwierdzić, że byłam 24/7 na internecie. Po prostu nie miałam weny i miałam totalną pustkę. Strasznie was przepraszam, ale teraz mam akurat strasznego stresa bo za tydzień już szkoła a ja zaczynam 3 klasę, czyli najgorszą klasę ever... A z racji, że w poprzednich 2 latach byłam totalnym leniem i nie chciało mi się uczyć muszę się teraz do tego zabrać, więc od razu ostrzegam, że rozdziały nie będą się pojawiały za często, ale mam nadzieję, że mnie nie opuścicie *.*
Mam nadzieję, że rozdział się podobał, proszę zostaw swoją opinię w komentarzu. 

A i jeszcze jedna sprawa, z boku pojawiła się ankieta, jeżeli bylibyście tak mili i zagłosowali, to dużo dla mnie znaczy bo mam dylemat czy nie zakończyć tego bloga, to tylko dwa kliknięcia więc bardzo proszę :))

Komentujesz=Motywujesz <3

*Rozdział nie sprawdzony

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 18

*Camilla*
Nie miałam pojęcia gdzie pójść, do domu wrócić nie chciałam bo jest tam Niall i pewnie obściskuje się teraz z Cassie. Pozostało mi tylko udać się do Sam, tak też zrobiłam. Po 15 minutach byłam pod domem przyjaciółki, zapukałam i po chwili drzwi otworzyła mi Samantha. Od razu się do niej przytuliłam, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Dziewczyna była lekko zszokowana sytuacją, ale uścisnęła mnie mocno i poklepała pocieszająco po plecach.
-Co się stało?- spytała gdy odkleiłam się od niej, już otworzyłam buzię aby coś powiedzieć ale ktoś nam przerwał.
-Samantho kto przyszedł?- usłyszałam głęboki i poważny głos mężczyzny po chwili pojawił się on w wejściu do salonu, to był ojciec Sam.-Ah to ty Camillo, Samantho- zwrócił się do Sam- zostało dziesięć minut więc bardzo proszę pośpiesz się- oznajmił i wszedł z powrotem do salonu, dopiero teraz zauważyłam, że dziewczyna ubrana jest w elegancką, czarną sukienkę.
-Chodź do mojego pokoju i wszystko mi opowiesz, tylko szybko bo razem z moimi rodzicami idziemy na jakąś ważną kolację i nie możemy się spóźnić- powiedziała w drodze do jej sypialni. Gdy weszłyśmy do pomieszczenia od razu opowiedziałam co działo się w ostatnich dniach, brunetka słuchała mnie uważnie, kilka razy wymsknęły się jej złe słowa o Niallu. Gdy skończyłam swoją jakże świetną historię życia do pokoju weszła mama Sam uświadamiając nam, że jeżeli nie wyjdą za minutę to spóźnią się, dlatego skończyłyśmy naszą pogawędkę i pożegnałyśmy się. Chciałam żeby zleciało trochę więcej czasu zanim dojdę do domu, więc poszłam przez park. Po 30 minutach spacerowaniu wśród drzew oraz ławek, na których czasem siedziały zakochane pary całując się lub tylko przytulając, znalazłam się pod domem. Na schodkach siedział Niall, ominęłam go traktując jak powietrze i chciałam wejść do środka ale jego ręka mi na to nie pozwoliła.
-Nie chcesz teraz tam być- powiedział spokojnym głosem, ale ja go nie chciałam słuchać, wyrwałam rękę z uścisku i weszłam do domu. W salonie siedziała moja mama, była cała zapłakana, nie wiedziałam o co chodzi dopóki nie usłyszałam głośnych jęków, sapania i wywoływania imion. Szybko podbiegłam do matki i przytuliłam ją.
-Mamo od jak dawna tu jesteś?- spytałam łamiącym się głosem, kobieta głośno pociągnęła nosem i westchnęła.
-Przed chwilą tu przyszłam Niall był pierwszy, ja musiałam pojechać do firmy na noc ale zapomniałam papierów, które zostały w domu, Niall ostrzegał, żebym tam nie wchodziła ale go nie słuchałam, nie mam odwagi pójść do nich...- w tym momencie jeszcze bardziej się rozpłakała, pomogłam jej wstać i poszłyśmy razem do wyjścia, tam nadal siedział blondyn.
-Niall, mógłbyś zawieść moją mamę do jakiegoś hotelu, poczekaj przyniosę rzeczy dla niej- powiedziałam a Niall razem z moją mamą ruszyli do jego samochodu. Pobiegłam do góry, gdzie jęki stawały się coraz głośniejsze. Gdy przechodziłam obok pokoju rodziców po prostu nie wytrzymałam, weszłam do niego i zaczęłam bić brawo, tata wraz z tą dziwką szybko się od siebie odsunęli, a ja wyszłam z pokoju w połowie zadowolona gdyż brunetka zleciała z łóżka na ziemię. Pobiegłam do garderoby mamy i wpakowałam dużo ubrań wraz bielizną i innymi potrzebnymi rzeczami do torby podręcznej i zbiegłam na dół do kuchni gdzie na blacie leżał portfel taty, zawsze powtarzał, że jeżeli będę potrzebowała pieniędzy to są one zawsze w jego portfelu, lub w sejfie, do którego znam kod lecz nie wiem gdzie się znajduje, mądrze prawda? Wyciągnęłam około 200 funtów i włożyłam do kieszeni torby, zauważyłam, że na blacie leżał telefon Nialla, pewnie dlatego się wrócił. Przez przypadek go włączyłam, a na wyświetlaczu ukazało się moje zdjęcie. Ma moje zdjęcie na tapecie. Wcale się nie cieszę, i nie mam banana na twarzy. Nie... Usłyszałam kroki na schodach, dlatego schowałam telefon do kieszeni i wyszłam z domu. Na podjeździe czekał już Niall, wyszedł z auta i pomógł mi zanieść torbę do bagażnika, wsiadłam do samochodu na miejsce pasażera, a zaraz po mnie Niall przy kierownicy.
-To gdzie jedziemy?- spytał blondyn
-Do jakiegoś bliskiego, niedrogiego i dobrego hotelu- odpowiedziałam i odwróciłam się do mamy, w tym momencie naprawdę jej współczułam. Po chwili Niall wyjechał na główną ulicę kierując się do jakiegokolwiek hotelu. Cała droga minęła nam w ciszy i dopiero po 20 minutach byliśmy pod ładnym, dużym hotelem.
-Jak uciekałem z domu zawsze kierowałem się tutaj, jest tanio i bardzo ładnie- uśmiechnęłam się na samą myśl o uciekającym Niallu. Chłopak wyciągnął torbę z bagażnika, a ja pomogłam mamie wysiąść z auta. Wzięłam ją pod rękę i ruszyliśmy w trójkę do środka. Zaprowadziłam ją na fotel żeby usiadła.
-Chcesz żebym została z tobą?- spytałam, ale kobieta pokiwała głową i oznajmiła, że chce teraz zostać sama i żebym przyszła do niej jutro wieczorem, ponieważ chce sobie to wszystko przemyśleć.
Udałam się do recepcji wcześniej wyciągając pieniądze z torby, za ladą stała młoda kobieta, która miło uśmiechała się do mnie.
-Dzień dobry, chciałabym wynająć pokój jednoosobowy na dwa tygodnie wraz ze śniadaniem, kolacją i obiadem- powiedziałam a kobieta zaczęła pisać coś na komputerze.
-To będzie kosztowało 70 funtów za nocleg i 10 funtów za wyżywienie czyli razem 80 funtów, jeżeli będzie pani zamawiała obsługę do pokoju, dodatkowe jedzenie lub alkohol zostanie to doliczone do rachunku, który dostanie pani przed wyprowadzeniem z hotelu, pani pokój to 320 na trzecim piętrze .- podała mi kartę do pokoju, to nawet dobrze że mam zapłacić dopiero po wyprowadzeniu z hotelu, gdyż mama będzie mogła sobie coś kupić do jedzenia albo jakiekolwiek rzeczy. Wraz z kartą podeszłam do Nialla i mamy oznajmiając, że możemy już iść do pokoju. Weszliśmy do windy, która zawiozła nas na 3 piętro. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka, pokój był mały ale przytulny naprzeciwko nas znajdowała się biało beżowa łazienka, wysadzana kafelkami ze wzorkami muszli, obok nas była sypialnia w której stało duże szare łóżko z wieloma poduszkami na ciemnoczerwonych ścianach powieszone były obrazy a naprzeciwko łóżka wisiał duży czarny telewizor a pod nim stała szara komoda w obok niej stała duża szafa tego samego koloru. Po sypialni odwiedziliśmy niewielką kuchnię, która była w kolorze szaro-niebieskim, znajdowały się w niej podstawowe urządzenia AGD takie jak kuchenka, lodówka, zlew, były też szafki, w których znajdowały się talerze, szklanki, w szufladach były łyżki, widelce i noże. Naprzeciwko wszystkich urządzeń stał mały stolik dla trzech osób. Po chwili zorientowałam się, że mojej mamy nie ma obok mnie. Udałam się do sypialni, gdzie akurat leżała kobieta, zaczęłam wkładać ubrania rodzicielki do szafy.
-Camillo zostaw, zrobię to jutro- położyła mi rękę na ramieniu, wstałam z ziemi i mocno przytuliłam ją mocno, zamknęłam oczy i cieszyłam się chwilą. Gdy je otworzyłam zobaczyłam jak Niall opiera się o framugę drzwi z założonymi rękami w piersi i uśmiecha się. Poczułam jak mama poluzuje uścisk więc również ja puściłam.
-Dziękuję, za wszystko- uśmiechnęła się-Tobie też Niall- odwróciła się, a ja ją ponownie przytuliłam, popatrzyłam na Nialla, który rozłożył swoje ręce, zaśmiałam się pod nosem.
-Oj no chodź- powiedziałam do chłopaka, a on szybko się w nas wtulił, taki grupowy miś. Po chwili wszyscy się od siebie odkleiliśmy, a ja z Niallem ruszyliśmy do wyjścia. Ostatni raz pożegnałam się z mamą i wyszliśmy. W aucie znowu panowała niezręczna cisza. Postanowiłam ją przerwać.
-Nienormalny dzień... Najpierw okazuje się, że jesteś chłopakiem mojej siostry, która okazuje nie być się moją siostrą tylko zwykłą kochanką taty, do którego aż żal się przyznać... Nie wiem jak ja dziś usnę w tym domu- głośno westchnęłam i oparłam głowę o szybę. Dłoń Nialla potarła moje udo dodając mi otuchy.
-Jeżeli chcesz możesz dziś spać u mnie, a jutro się zobaczy- położyłam swoją dłoń na jego, by ściągnąć ją z mojego uda, ale on splótł nasze palce ze sobą, w moim brzuchu rozpętało się tornado motyli.
-Ja-ja nie wiem cz-y to taki dob-ry pomysł- co jakiś czas się jąkałam. Chciałam zostać u niego w domu, mogłabym z nim zamieszkać gdziekolwiek byle razem... Chwila co ja właśnie powiedziałam? Nie Camilla stop! W końcu się otrząsnęłam i zabrałam swoją rękę, znowu ta niezręczna cisza, której nienawidzę. Po 5 minutach znaleźliśmy się na podjeździe.
-Ugh aż mi się zbiera na wymioty- powiedziałam do siebie ale chyba Niall to usłyszał, bo wziął mnie na ręce jak pannę młodą.
-Dlatego nocuje dziś pani u mnie- uśmiechnął się zadziornie i zaniósł mnie do swojego domu, przy drzwiach trudził się z włożeniem klucza do zamka dlatego postawił mnie na ziemi i otworzył drzwi przepuszczając mnie w nich.
-Możesz hałasować moich rodziców i tak nie ma w domu- powiedział blondyn i ściągnął buty i kurtkę, zrobiłam to samo co on i ruszyłam za nim do kuchni.
-Chcesz się czegoś napić lub zjeść?- spytał otwierając lodówkę.
-Nie, chcę po prostu się już umyć i iść spać mam dość tego dnia i chcę żeby się już skończył, a i mam twój telefon- powiedziałam i wyciągnęłam urządzenie z kieszeni podając je mu, chłopak się do mnie uśmiechnął.
-W takim razie idziemy się myć- uradowany pobiegł w stronę schodów i wybiegł na górę a ja za nim.
-Niall ja idę się sama umyć- zaśmiałam się gdy byliśmy już w pokoju, chłopak zaczął udawać, że płacze i schował głowę w poduszce, zaczęłam się śmiać, ale podeszłam do niego i zaczęłam go głaskać po głowie.-Nialluś nie płacz, pojedziemy jutro do Nando's jak będziesz grzeczny- na te słowa chłopak szybko się podniósł, usiadł i wyprostował plecy udając wzorowe dziecko. Chciało mi się śmiać na ten widok ale musiałam być poważna, jemu chyba też zachciało się śmiać bo widziałam, że już nie wytrzymywał. W końcu pękł i zaczął się śmiać a ja razem z nim, gdy się już uspokoiliśmy blondyn dał mi swój t-shirt oraz bokserki i zaprowadził do łazienki. Zaczęłam się rozbierać ale przypomniałam sobie, że Niall również jest w pomieszczeniu.
-Wiesz, że możesz wyjść- powiedziałam pokazując na drzwi.
-Wiem, ale nie zrobię tego- uśmiechnął się niewinnie
-Niall...-
-Camilla...- udawał mój głos
-Wyjdź- podniosłam głos, a chłopak z opuszczoną głową zaczął iść w stronę drzwi.
-Tylko zamknij drzwi na klucz a jak będą otwarte to sobie wejdę- zaśmiał się
-Spokojnie, nie musisz się martwić- powiedziałam, a chłopak wyszedł i zamknął drzwi. Gdy już byłam cała naga, włączyłam wodę i weszłam pod prysznic, ciepłe krople leciały na moje ciało ogrzewając je. Rozkoszowałam się chwilą, gdy nagle czyjeś ręce oplotły moją talię, odwróciłam się i zobaczyłam błękitne oczy Nialla.
-Mówiłem żebyś zamknęła drzwi- zaśmiał się, a ja odwróciłam się plecami do niego udając obrażoną. Chłopak pocałował moje ramię i zaczął myć moje plecy, nie powiem, że było mi źle, wręcz przeciwnie, było wspaniale, tylko my nie jesteśmy nikim więcej niż tylko przyjaciółmi... No właśnie... Nikim więcej... Bo ktoś taki głupi jak ja musiał zmarnować tą wspaniałą okazje prawda? Gdy już byliśmy czyści wyszliśmy z pod prysznica, to znaczy Niall wyszedł pierwszy bo on był w bokserkach, a ja się w tym czasie jeszcze wypłukałam, blondyn podał mi ręcznik i również wyszłam, on już miał na sobie czyste i suche bokserki od Calvina Kleina oczywiście, postanowiłam również się przebrać ale jeden szczegół...
-Niall mógłbyś wyjść chcę się przebrać- poprosiłam, na szczęście tym razem mnie posłuchał dzięki Bogu... Gdy ubrałam bokserki od Calvina Kleina i t-shirt z napisem "I'm sexy and I know it" wyszłam z łazienki Nialla i poszłam do wyjścia z jego pokoju by pójść na kanapę do salonu.
-Gdzie idziesz?- spytał blondyn
-Spać- odpowiedziałam
-Ale łóżko jest tutaj- zaśmiał się
-Przecież nie będę ci zajmować łóżka moją wielką dupą- już chciałam wyjść z pokoju ale Niall podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię, niosąc do łóżka, potem położył mnie na nim. Szybko schowałam się pod kołdrę, żeby móc szybko zasnąć.
-Pewnie wolałbyś leżeć tu teraz ze swoją dziewczyną, która okazała się być kochanką mojego ojca- powiedziałam, myśląc, że on tego nie słyszy. Chyba jednak usłyszał, bo głośno westchnął.
-Ona nie jest moją dziewczyną, była taką jakby fałszywą bo chciałem...- urwał, a ja odwróciłam się do niego.
-Co chciałeś?- spytałam, a on powiedział coś niezrozumiałego pod nosem.
-Bochciałemżebyśbyłazazdrosna- powiedział w jednym wydechu ale i tak ledwo co go zrozumiałam, popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
-Chciałem żebyś była zazdrosna- powiedział, a ja się uśmiechnęłam. Chwile pomiędzy nami panowała cisza, lekko podniosłam się i złożyłam na policzku Nialla buziaka.
-Dziękuje- powiedziałam i położyłam się-Za to, że mi dziś pomogłeś- dodałam i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam jakiś huk szybko się podniosłam i popatrzyłam na Nialla przerażonym wzrokiem.
-To tylko burza- zaśmiał się, ale mi nie było do śmiechu-Boisz się burzy?- spytał, a ja skinęłam głową, blondyn rozłożył ręce, a ja się wtuliłam w jego ciepły, nagi i umięśniony tors. Teraz mogłam spokojnie spać...

Rano zadzwoniła do mnie mama żebym przywiozła jej do hotelu jakieś papiery, które musi wypełnić do pracy, dlatego zaraz po śniadaniu wyszłam z domu Nialla i udałam się do swojego. Czułam jak wszystko podchodzi mi do gardła, gdy byłam pod drzwiami. Nie wiedziałam czy zapukać, czy tak po prostu wejść, po dłuższym rozmyślaniu weszłam do środka, w kuchni krzątała się Cassie, przygotowując śniadanie, zignorowałam ją i udałam się do góry do pokoju rodziców. W środku był tata i poprawiał swój krawat, gdy mnie zobaczył zbladł.
-Co ty tu robisz?-spytał, odwracając się do mnie.
-Przyszłam po papiery dla mamy- odpowiedziałam i podeszłam do komody w której mieściły się wszystkie dokumenty, otworzyłam ostatnią szufladę i zaczęłam szukać, nagle szuflada wysunęła się z komody tak, że spadła na ziemię, w miejscu gdzie była przed chwilą były jakieś dokumenty, pomyślałam, że przez przypadek to mogą być one dlatego sięgnęłam ręką. Przeczytałam pierwsze zdania na kartce i zamarłam. To papiery adopcyjne...

Witam was z nowym rozdziałem :D Mam nadzieje, że za bardzo nie namieszałam wam moimi debilnymi pomysłami haha :D Siedziałam nad 3/4 tego rozdziału do 3 w nocy więc nie zdziwcie się jeżeli napisałam coś głupiego :D Nie mam pojęcia co więcej napisać, a nie mogę tego robić już bo jest burza (tak boje się jej) dlatego czekam na wasze opinie :)) Pozdrawiam i do następnego :)

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 17




*Kilka godzin temu, Niall*

-Tak bardzo chciałbym cię pocałować- szepnąłem i zbliżyłem się do jej lekko zmarzniętych ust. Prawie ją dotknąłem gdy nagle...
-Przepraszam, ale ja na razie nie chcę niczego więcej niż przyjaźni, uważam, że to za wcześnie- odepchnęła mnie od siebie. Poczułem się jak kilka lat wcześniej, gdy pierwszy raz się w niej zakochałem.

Jest październik wszystkie liście prawie pospadały z drzew, częściej pada deszcz, jest zimno, ale nie dziś. Dziś świeci słońce i jest w miarę ciepło na mały piknik we dwoje. Ten dzień jest szczególny, gdyż są urodziny Cam, od niedawna zacząłem coś do niej czuć. Może to głupie bo mam niecałe 16 lat i nie wiem co to miłość, ale przy niej czuje się szczęśliwy, może nie rozmawiamy, lecz gdy przechodzi obok mnie, czuję jak pachnie wanilią to doprowadza mnie do obłędu, uszczęśliwia mnie jednym małym gestem. Czy to normalne? Nie wiem... Dzisiaj chcę wyznać co do niej czuje. Gdy zadzwonił dzwonek na lekcje, wszyscy zaczęli uciekać do swoich klas by nie mieli wpisanej nieobecności, ja zbytnio się tym nie przejmowałem. Poczekałem aż korytarz będzie pusty i podbiegłem do szafki Camilli i przez wąską szparę wsunąłem ładnie ozdobioną karteczkę z zaproszeniem na randkę. 
Camilla, zapraszam cię dziś o 18 do parku naprzeciwko szkoły, mam niespodziankę dla ciebie. N<3
PS. Wszystkiego najlepszego :) 
-Horan! Dlaczego nie jesteś na lekcji?!- usłyszałem piskliwy głosik dyrektorki.
-Zapomniałem książki, już idę- zmyśliłem, kobieta skinęła głową i wróciła do gabinetu, niektórzy nauczyciele są tacy naiwni... 
Za godzinę mam randkę z Cam, jestem zdenerwowany, ale także podekscytowany, bo sam nie wiem jak zareaguje na moje wyznanie. Założyłem czarną zapinaną bluzę,na ramie torbę, a do ręki wziąłem deskorolkę i szybko pojechałem na miejsce by wszystko przygotować. Od dwóch godzin stoję i marznę z zimna, Camilla nie przyszła, olała mnie... Czuje się jak jakiś debil... Zrobiłem sobie niepotrzebną nadzieje... Zabrałem wszystkie swoje rzeczy, zostawiając to co przygotowałem dla niej i smutny wróciłem do domu. Od dzisiaj przestaje być słodkim Niallem, zmienię się, niektórzy mają racje- miłość nie istnieje...

-Może powinniśmy już wrócić- z zamyślenia wyrwał mnie cichy głosik Cam, nic nie odpowiedziałem tylko skinąłem głową i odwróciłem się na pięcie by następnie zejść po schodkach w dół. Pod koniec usłyszałem jak brunetka upada na ziemię, nie zareagowałem tylko szedłem dalej by jak najszybciej być w domu. Przez całą podróż nikt się nie odzywał, nawet nie pożegnaliśmy się, gdy wyszła z samochodu szybko poszła do domu. Zaparkowałem auto i również się udałem do środka, wcześniej zatrzaskując drzwi. Wspiąłem się po schodach do swojego pokoju, i rzuciłem się na łóżko.
Niall nie możesz się teraz wypłakiwać w poduszkę, pokaż jej, że nie jest jedyną dziewczyną na tym świecie, pokaż jej co straciła. Podpowiadała moja podświadomość, która w sumie miała racje, nie mogę teraz leżeć i użalać się nad sobą, czas by Niall Horan się zabawił. Zsunąłem się z łóżka i poszedłem do łazienki by się trochę odświeżyć. Po krótkim prysznicu, zawinięty ręcznikiem od pasa w dół wróciłem do pokoju i otworzyłem szafę, wyciągnąłem z niej czarne rurki, biały t-shirt i jeansową kamizelkę, a z szuflady wyjąłem bieliznę i skarpetki. Po ubraniu się postawiłem lekko włosy na żelu, wyszczotkowałem zęby i wyszedłem z domu, na zewnątrz było zimno a ja nie miałem ze sobą kurtki, nie chciałem wracać się do domu więc szybko wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę najlepszego klubu w Londynie. Gdy dojechałem na miejsce, zauważyłem, że kolejka ciągnie się do następnej przecznicy, ale na szczęście mój znajomy prowadzi ten klub i ochroniarze mnie znają. Wepchnąłem się na przód kolejki przez co większość ludzi zaczęła mieć pretensje, chciałem już otworzyć drzwi ale ręka ochroniarza mi w tym przeszkodziła.
-O co chodzi?- spytałem
-Na koniec kolejki kolego- popchnął mnie lekko, przez co się wkurzyłem
-Wiesz kim ja jestem? Jestem Niall Horan i masz mnie wpuścić- ryknąłem, ale facet nie wydawał się być przejęty tym z kim rozmawia.
-Nie wydaje mi się, że...-
-Bryan pozwól, że ja się tym zajmę- przerwał mu Jay, który był drugim ochroniarzem i znał mnie tak dobrze jak ja jego -Przepraszam cię stary, on jest nowym ochroniarzem i nie wiedział- szepnął po czym wpuścił mnie do środka. W dużym pomieszczeniu czuć było połączenie potu, alkoholu i dymu, nie przeszkadzała mi ta mieszanka więc spokojnym ruchem poszedłem do baru. Zamówiłem pierwszego shota i zacząłem rozglądać się po parkiecie, tańczyło dużo osób chociaż większość z nich po prostu się obmacywała czy coś w tym stylu, nagle w oko wpadła mi brunetka samotnie tańcząca w tłumie,wypiłem shota, który przed chwilą został mi podany przez kelnera i ruszyłem do dziewczyny, teraz stała do mnie tyłem, położyłem swoje ręce na jej biodrach i zacząłem tańczyć jak ona, po chwili odwróciła się do mnie i zobaczyłem jej twarz, nie była tak piękna jak Camilla ale nie była brzydka. Miała falowane, brązowe włosy, oczy były tego samego koloru, ubrana była w czarną, krótką sukienkę i wysokie szpilki, przez które była wyższa ode mnie o jakieś 3 cm. Założyła ręce na moim karku i razem tańczyliśmy w rytm muzyki. Zaprowadziłem ją w stronę jakiegoś stolika i wróciłem się do baru po dwa drinki, które następnie zaniosłem dziewczynie.
-Proszę-podałem szklankę brunetce i usiadłem obok niej na skórzanej, czerwonej kanapie- Jestem Niall, a ty jesteś...?-
-Cassie, miło mi cię poznać- uśmiechnęła się, za dużo nie dowiedziałem się o niej, wiem tylko to, że niedawno przeprowadziła się do Londynu. Później już zbytnio nie rozmawialiśmy o sobie tylko piliśmy i tańczyliśmy, nawet na chwile zapomniałem o Cam. Po kilku godzinach byliśmy wstawieni, dlatego zadzwoniłem po taksówkę, która zjawiła się w 15 minut. Postanowiłem, że pojedziemy do mnie, bo nie wiem gdzie Cass mieszka. Po 30 minutach byliśmy na miejscu, na szczęście moich rodziców nie ma w domu. Zaprosiłem dziewczynę do środka, po czym zamknąłem drzwi. Wyszliśmy na górę do mojego pokoju i się zaczęło, brunetka zaczęła mnie obcałowywać, nie czułem się z tym źle ale dobrze też nie, czułem się jakbym zdradzał Camille, chociaż nawet nie jesteśmy razem, ale uczucia do niej szybko się nie zmienią. Przez moją nieuwagę weszliśmy w komodę, która lekko się zachwiała, ale za to mój wazon spadł na ziemię i się stłukł, stwierdziłem, że posprzątam to jutro. Kątem oka zauważyłem, że w pokoju Cam zapaliło się światło, nie przejąłem się tym zbytnio tylko zacząłem szybko pozbywać się ubrań z ciała Cassie, a ona moich, gdy zostaliśmy już totalni nadzy powoli w nią wszedłem, ubierając poprzednio kondom na mojego członka, brunetka jęknęła w moje usta. Zacząłem się w niej poruszać, najpierw wolno, a potem tylko przyśpieszyłem. Dziewczyna zmieniła naszą pozycje i tym razem to ona była na górze.
-Uhh Cam...- wysapałem, brunetka gwałtownie się zatrzymała
-Co ty powiedziałeś?- spytała, a ja już wiedziałem, że jestem w totalnej dupie
-Yy... Powiedziałem twoje imię- zacząłem się tłumaczyć, choć sam wiem, że tak naprawdę nie powiedziałem jej imienia. Dziewczyna już więcej nic nie mówiła tylko dokończyła to co zaczęła, gdy oboje doszliśmy, wyszedłem z niej.
-Chcesz skorzystać z łazienki?- spytałem, a Cassie skinęła głową, udałem się do szafy i wyciągnąłem jakiś stary t-shirt dla niej oraz czyste bokserki dla mnie. Wskazałem dziewczynie łazienkę i podałem ubranie, a sam poszedłem do łazienki rodziców. Po średnio długim prysznicu wróciłem do pokoju, gdzie brunetka już spała, była przykryta moją kołdrą. Wróciłem jeszcze do kuchni po jakieś tabletki na ból głowy i dużą butelkę wody, bo pewnie jutro rano przywita nas mocny kac, położyłem je na szafce nocnej i ułożyłem się wygodnie na łóżku, próbując zasnąć, ale wciąż myślałem o tym co się dziś stało... W końcu znalazłem się w krainie Morfeusza...

*kilka dni później*
Oficjalnie ja i Cassie jesteśmy parą, nie pytajcie mnie jak to się stało, nie czuje do niej nic... Szczególnego, ale ona chyba za bardzo się w to zaangażowała. W sumie robię to też ze względu na moje własne "potrzeby", chcę sprawić by Camilla była zazdrosna. Po tym co się dowiedziałem, mój plan może się udać. Cassie opowiedziała mi swoją historię o tym jak jej matka zmarła i teraz mieszka u swojego ojca, który także jest ojcem Cam. Dziś mam poznać jej rodziców, chociaż już ich znam, ale ona o tym nie wie... Robię to tylko dlatego, że wiem, iż Camilla wtedy też będzie, a to daje mi większe szanse na realizacje mojego planu. Wybiła godzina 19, a to oznacza, że czas się zbierać. Ubrany byłem w czarne jeansy, jasną koszulę i marynarkę w kolorze spodni, a do tego białe buty Supra. Zamknąłem drzwi i ruszyłem do domu obok, zapukałem do drzwi, otworzyła mi Cassie, przywitaliśmy się buziakiem w usta i wszedłem do środka.
-To jest mój chłopak Niall- powiedziała do pani Scott, kobieta uśmiechnęła się a ja podałem jej rękę.
-Dobry wieczór proszę pani- brune
tka uścisnęła moją rękę.
-Witaj Niall, cieszę się, że jesteś z Cass choć myślałam, że coś iskrzy pomiędzy tobą a Camillą-
-Tak się złożyło, że on kocha mnie, więc pozwól mi się tym cieszyć- odpowiedziała srogo Cass, potem weszliśmy głębiej, a ze schodów powoli schodziła Camilla, w tych dresach wyglądała pięknie, zwyczajnie, ale pięknie. Gdy ją zobaczyłem odebrało mi dech w piersiach, ona chyba była lekko zszokowana moją wizytą.
-Niall?- jej głos się łamał- Ty jesteś jej chłopakiem?- zadawała pytania.
-Widzę, że wy też się znacie- powiedziała z wyrzutem Cass. Nie zdążyłem nic powiedzieć, a Camilla wybiegła z domu.
-Cam poczekaj- krzyknąłem, ale ona zatrzasnęła drzwi, zwróciłem się do rodziców dziewczyn- Zaraz wrócę, ona chyba też- wytłumaczyłem i wyszedłem na zimne powietrze. Zobaczyłem jak brunetka oddala się, więc zacząłem biec.-Camilla, proszę cię stój- krzyknąłem, dziewczyna nie zatrzymała się, tylko przyspieszyła swój marsz, ale ja i tak byłem szybszy. Położyłem jej rękę na ramieniu i gwałtownie odwróciłem ją w moją stronę, ale chyba zrobiłem to za gwałtownie bo brunetka się zachwiała i wpadła w moje ramiona. Głośno pociągnęła nosem, czyli musiała płakać. Pogłaskałem ją po głowie, ale ona zaczęła się wyrywać w końcu się jej udało. Miała rozmazany makijaż, z oczu leciały łzy, wyciągnąłem z marynarki paczkę chusteczek higienicznych i podałem jej, wzięła jedną, ale zaraz po tym odwróciła się na pięcie i poszła dalej.-O co ci do cholery chodzi?- spytałem podnosząc głos, nie odpowiedziała mi tylko szła dalej-Okej czyli teraz będziesz zgrywać obrażone dziecko, które nie dostało zabawki, a dostał to ktoś inny? Chociaż miałaś szansę to nie skożystałaś z niej... Sama powiedziałaś, że nie chcesz się w to angażować, a ja nie miałem zamiaru być przez ciebie odrzucany po raz 3, dlatego odpuściłem- wytłumaczyłem, ona się zatrzymała, odwróciła się i zaczęła się zbliżać. Brawo Horan to masz gwarantowanego strzała z liścia pomyślałem i już zamknąłem oczy, tak jakby to miało sprawić, że nie będzie bolało... Zamiast ręki na moim policzku, poczułem jej usta na moich. Oddałem pocałunek, pogłębiając go, ale ona oderwała się ode mnie, powiedziała ciche "przepraszam" i pobiegła przed siebie, stałem tam jak wryty w ziemie, tylko się uśmiechając. Chwile potem się otrząsnąłem i zdałem sobie sprawę z tego, że jej już nie ma. Smutny, ale zarazem szczęśliwy z tego co przed chwilą się wydarzyło, wróciłem do domu państwa Scott...


Hej :D

A Więc już jestem w Polsce z nowym rozdziałem :D Cieszycie się? Ja w sumie wróciłabym do Włoch ale i tak was bardzo kocham :**** Co sądzicie o takim zwrocie akcji? Mam jeszcze kilka pomysłów co do głównej bohaterki, a zwłaszcza jeden, który muszę zrealizować, dlatego już jutro go zacznę pisać, ale pojawi się dopiero gdy będzie 5 (lub więcej) komentarzy, chciałam znieść ten limit ale skoro ostatnia umowa nie wyszła, to ja też nie jestem uległa, wszystkie fanfictiony, które czytam zostaną jak najszybciej skomentowane, jeżeli się wyrobie z czasem. Za wszystkie błędy przepraszam(jeżeli takowe wystąpiły)

5 komentarzy=next <3




poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 16

 Cześć, nie wiem czy czytacie notki na dole, dlatego piszę ją tutaj, mianowicie zauważyłam, że od ostatniego rozdziału przybyło około 300 wyświetleń a komentarzy było 6 więc coś mi tu nie pasuje. Teraz chcę wam coś zaproponować, a chodzi o to, że ja wyjeżdżam 3 lipca do Włoch na prawie 2 tygodnie, czyli nie będzie wtedy rozdziału i jeżeli do piątku będzie powyżej 10 komentarzy dodam rozdział przed 3 lipca i prawdopodobnie zniosę limit komentarzy i niech jedna osoba nie pisze więcej niż 1 komentarz... Proszę, wystarczy jedna głupia kropka, przecinek, serduszko, uśmiech cokolwiek... Jeżeli to przeczytałeś dziękuje i przepraszam, że zmarnowałam twój cenny czas, rozdział jest nawet krótki ale jeżeli będzie te 10 komentarzy to kolejny będzie dłuższy, obiecuje :) Miłego czytania :)



Droga przeminęła nam w totalnej ciszy, jedynie w tle cicho grało radio. Nie fatygowałam się by zapytać gdzie jedziemy, bo i tak Niall nie odpowiedziałby mi. Po niecałych 15 minutach blondyn zatrzymał samochód, parkując wcześniej na pustym parkingu. Odpięłam pasy, Niall w tym czasie okrążył auto i otworzył mi drzwi. Moim oczom ukazało się wysokie wzgórze, które było pokryte białym puchem, dobre miejsce dla dzieci na zjeżdżanie na sankach, ku mojemu zdziwieniu nie było tu ani jednej osoby oprócz nas.
-Panie przodem- powiedział Niall, gdy byliśmy przy schodach prowadzących na szczyt wzgórza, pokazał na nie ręką, a ja zaczęłam po nich wychodzić. Im wyżej się znajdowaliśmy tym bardziej byłam zmęczona, tych schodów było bardzo dużo i byłam z siebie dumna, gdy wyszłam na samą górę. Oparłam się o ławkę i schyliłam by móc wyrównać oddech i odpocząć, odwróciłam się w stronę Nialla, który nie był ani trochę zmęczony tylko się uśmiechał.
-Chodź- wyciągnął rękę, którą po chwili chwyciłam, a chłopak lekko pociągnął mnie bliżej barierki. Moim oczom ukazała się przepiękna zimowa panorama Londynu, całe miasto pokryte było białym puchem co wyglądało jak w jednym z tych romantycznych filmów, których po części nie znoszę, ale to już inna bajka. Poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu, tym "ktosiem" był nie nikt inny jak Niall, rozpoznałam go po zapachu jego perfum, które pachną niebiańsko.
-Tu jest pięknie- powiedziałam oglądając każdy szczegół, by zapamiętać ten widok.
-Wiem, znalazłem to miejsce rok temu przez przypadek, gdy jest mi źle przychodzę tutaj, zawsze jest tu pusto i można się odprężyć i zapomnieć o problemach- oznajmił, a ja się uśmiechnęłam i odwróciłam w jego stronę. Chłopak oparł swoje czoło o moje, a jego kąciki ust uniosły się do góry.
-Tak bardzo chciałbym cię pocałować- szepnął prawie niesłyszalnie i zbliżył się. Nie Camilla, nie możesz- karciłam się w myślach, szybko odsunęłam twarz, tak by moje usta nie mogły się spotkać z jego, z czego najwyraźniej nie był zadowolony.
-Przepraszam, ale ja na razie nie chcę niczego więcej niż przyjaźni, uważam, że to za wcześnie- powiedziałam to bardzo powoli, tak by się nie pogubić w tym co mówię, ale także dla tego by w jakiś sposób go nie urazić. Oczywiście to wszystko nie było prawdą, bardzo chciałabym być z Niellem i całować go, ale boje się, że to zepsuje i po kilku tygodniach będę wypłakiwać się w poduszkę, po za tym nie wiem czy nie robi tego z powodu zakładu, o którym "nie wiem". Niall nic nie powiedział tylko spuścił głowę. Odwróciłam się żeby jeszcze raz spojrzeć na zaśnieżony Londyn, po czym odezwałam się, przerywając tym samym niezręczną ciszę.
-Może powinniśmy już wrócić- blondyn lekko skinął głową, ale nadal nic nie powiedział, odwrócił się na pięcie i zaczął schodzić na dół. Czyżbym go skrzywdziła? Nie zastanawiałam się dłużej i zaczęłam iść za nim. Pod koniec schodków zamyśliłam się i poślizgnęłam, przez co upadłam na zimny kamień, a moja pupa zaczęła bardzo boleć, ale Niall nie był tak miły by mi pomóc tylko szedł dalej, w końcu pozbierałam się, oczepałam się ze śniegu i poszłam szybkim krokiem w stronę samochodu, w którym już siedział Niall. W drodze powrotnej panowała niezręczna cisza, nawet radio nie grało, gdy podjechaliśmy pod mój dom nie pożegnaliśmy się, ponieważ od razu wyszłam z auta i poszłam w stronę domu. Przed zamknięciem swoich drzwi, usłyszałam jak Niall mocno zatrzaskuje swoje.

*Kilka dni później*

Od ostatniego wydarzenia na wzgórzu nie widziałam Nialla ani raz, w jego pokoju panowała ciemność, tylko raz przed wczoraj około godziny 3 nad ranem w jego sypialni świeciło się światło. Pamiętam, że miałam uchylone okno i obudził mnie hałas tłukącego szkła, wtedy jedynie go zobaczyłam, był z jakąś dziewczyną, wyglądała znajomie ale nie dane mi było przyjrzeć się jej twarzy gdyż chwilę potem wylądowali na łóżku, zdejmując albo raczej zrywając z siebie ubrania, szybko zamknęłam okno i z powrotem położyłam się spać. Pokręciłam głową, żeby wyrzucić to wspomnienie. Dziś moja "siostra" ma nam przedstawić swojego nowego chłopaka, tak bardzo nie mogę się doczekać... Czujecie tą ironie? Dochodziła już 19 czyli, że za chwile ten ktoś ma przyjść, ubrałam się dość zwyczajnie bo przecież to nie będzie nikt szczególny. Usłyszałam dzwonek do drzwi dlatego zaczęłam schodzić po schodach. Doszłam do salonu i go zobaczyłam. O nie... To nie może być... Niall... Mój Niall... MÓJ Niall jest chłopakiem mojej "siostry".

10 komentarzy=rozdział przed 3 lipca
5 komentarzy= rozdział dopiero po 15 lipca 

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 15

Stałam na ganku jak wryta, nie wiedziałam o co chodzi... Czy tu są jakieś ukryte kamery? Pomyślałam, mój tata też nie wiedział jak się ma zachować, jedynie moja mama postanowiła się odezwać.
-Może wejdziesz do środka i nam wszystko wytłumaczysz- dziewczyna weszła głębiej do domu, zostawiając walizkę przy szafie. Ściągnęła buty, powiesiła kurtkę obok mojej i wszyscy udaliśmy się do salonu.
-Chcesz się czegoś napić?- spytałam z grzeczności, brunetka pokiwała głową i poprosiła o herbatę, poszłam do kuchni i postawiłam wodę na palnik. Wróciłam do rodziny i nowo poznanej dziewczyny i zajęłam miejsce przy stole.
-Więc... Opowiedz co cię do nas sprowadza- zaczęła moja mama, Cassie westchnęła i zaczęła mówić.
-Jak już wcześniej wspominałam nazywam się Cassie Morgan, jestem córką Kate Morgan, czyli byłą żoną pana Josha, to znaczy taty to znaczy... Nieważne... Moja mama nigdy nie mówiła mi nic o panu, zawsze mówiła, że mój tata zginął w wypadku samochodowym. Pół roku temu wykryto u niej raka piersi, niestety było już za późno by ją uzdrowić- po jej policzku zaczęły lecieć łzy- Miesiąc temu zmarła, zostawiła mi list, w którym napisała, mi całą prawdę, poprosiła mnie w nim abym dała drugi list panu, jeżeli pana znajdę.- Wyszła na chwilę z salonu, w kuchni rozniósł się dźwięk gwizdka sygnalizującego, że woda jest już gotowa. Włożyłam do filiżanki torebkę z herbatą i zalałam wrzątkiem , nie wiedziałam czy Cassie słodzi, dlatego na tackę położyłam również cukierniczkę i zaniosłam do salonu gdzie już wszyscy siedzieli, a przed moim tatą leżała biała koperta. Brunetka podziękowała za herbatę, usiadłam obok mamy, mężczyzna wziął papier do ręki i zaczął czytać po cichu tak, że nie było nam dane usłyszeć co jest tam napisane. Gdy skończył schował głowę w dłoniach i głośno westchnął, moja mama spojrzała na kartkę.
-Możesz mi to wytłumaczyć?!- podniosła głos i wyszła do kuchni, tata poszedł za nią, a ja wzięłam list i go przeczytałam.

Josh
Minęło już 18 lat odkąd urwał się nasz kontakt, nigdy nie powiedziałam Ci, że mamy dziecko bo odszedłeś do innej. Pamiętasz jak przyrzekałeś przed ołtarzem, w zdrowiu i chorobie, i że nie opuszczę Cię aż do śmierci? Zawiodłeś, nie minęło pół roku, a ty już miałeś romans, nie wiem czy dlatego ode mnie odszedłeś, czy dlatego, że nie byłam wystarczająco dobra dla Ciebie. Po Twoim odejściu byłam u lekarza, wyszło, że od miesiąca byłam w ciąży, ale ciebie już nie było. Postanowiłam, że sama je wychowam i udało się, tylko, że teraz umieram, mam raka piersi, którego nie można już wyleczyć, pewnie przeczytasz ten list gdy mnie już nie będzie, albo nie przeczytasz go w ogóle. Chcę Cię jedynie prosić, abyś zaopiekował się Cassie, chcę abyś dał jej ciepło i bezpieczeństwo, bo to Twoja córka i coś się jej należy, po tym jak nas zostawiłeś. Nigdy nie miałam talentu do rozpisywania się, co chyba doskonale wiesz... Dlatego o nic więcej Cię nie proszę tylko o bezpieczeństwo dla mojej córki, do zobaczenia w innym świecie.
Kate.

Ten list był taki... Nie wiem jak to określić, nie bardzo chciało mi się wierzyć w te słowa, ale po minie mojego ojca wszystkie wątpliwości jakby zniknęły. Czyli Cassie jest moją przyrodnią siostrą... Chyba... Nie wygląda na jakąś zadufaną w sobie panienkę, ale nigdy nie ocenia się książki po okładce. Przeprosiłam dziewczynę i wyszłam z salonu do kuchni.
-Co teraz zrobimy?- spytałam, widząc moją mamę, wiedziałam, że była załamana, w sumie tata tak samo.
-Nie wiem, może niech zostanie na kilka dni, zrobię test na ojcostwo i zobaczymy jak to się potoczy dalej- zaproponował mój tata. Mama chciała coś powiedzieć ale zamknęła buzie i tylko skinęła głową. Oznajmiliśmy dziewczynie, że na razie będzie spała w pokoju gościnnym. Tata zaniósł jej walizkę na górę i pokazał pokój. Poszłam do swojej sypialni i włączyłam Facebooka, akurat dostępna była Sam więc do niej napisałam.

Camilla:
Hej ;) Dasz wiarę, że mam siostrę?

Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.

Samantha:
Twoja mama jest w ciąży?

Camilla:
Haha nie, to jest dziecko taty z poprzedniego małżeństwa, o którym nawet moja mama nie miała pojęcia...

Samantha:
Możesz do mnie wpaść na noc opowiesz mi wszystko :)

Camilla:
Będę za 20 min xx.

Pobiegłam szybko po torbę, do której spakowałam potrzebne rzeczy, to nic, że była już 23 są jeszcze taksówki. Na nogi włożyłam beżowe buty emu i ubrałam moją parkę wcześniej oznajmiając rodzicom, że wrócę jutro bo nocuję u przyjaciółki. Pod dom przyjechała zamówiona taksówka, wyszłam z domu i jak najszybciej pobiegłam do samochodu, gdyż na polu było bardzo zimno. Podałam kierowcy adres i ruszyliśmy w stronę domu Sam. Po 15 minutach byliśmy już na miejscu, zapłaciłam i wyszłam z taksówki.

-Jaka ona jest?- spytała Sam po tym jak opowiedziałam jej co się dziś wydarzyło.
-Cóż... Nie wygląda na taką, która jest w sobie zakochana i liczy się tylko ona, ale nie oceniaj ludzi puki ich nie poznasz- uśmiechnęłam się lekko.
-Trzeba będzie się jej przyglądnąć, będzie chodzić do naszej szkoły?- ponownie zadała pytanie.
-Wydaje mi się, że tak- odpowiedziałam, potem rozmawiałyśmy o nowym pokazie mody w Londynie, rodzice Sam dostali dwa bilety na to wydarzenie i poprosiła mnie abym z nią poszła, nie byłam przekonana do tego pomysłu ale ostatecznie się zgodziłam. Siedziałyśmy tak do 2 w nocy, w końcu postanowiłyśmy pójść spać. Rano obudził mnie budzik w moim telefonie, Sam już nie spała bo szukała czegoś w swoim pokoju i była już ubrana. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki zabierając swoje rzeczy, umyłam się, uczesałam zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się.
-Tak chcesz się spotkać z Niallem?- spytała Samantha gdy wyszłam z łazienki, pokiwałam głową a ona pociągnęła mnie za rękę do swojej garderoby, chwile szukała jakichś ubrań w końcu coś znalazła i podała mi, pchając mnie z powrotem do łazienki. Spojrzałam na to co mi dała, faktycznie było ładne, ale chyba nie na taką okazję.
-Nie masz czegoś lepszego? My tylko mamy się opiekować Theo, a nie iść na imprezę- krzyknęłam tak aby Sam mnie usłyszała. Dziewczyna się zaśmiała i również krzyknęła.
-Nie marudź tylko ubieraj- popatrzyłam jeszcze raz na ubrania i w końcu założyłam je. Sam obiecała, że odwiezie mnie pod dom Horana, więc szybko zjadłyśmy śniadanie i ruszyłyśmy.
-Powodzenia- odezwała się brunetka gdy wychodziłam z auta, uśmiechnęłam się do niej i poszłam w stronę domu Nialla. Zapukałam do drzwi, po chwili otworzyła mi nieznana brunetka.
-Cześć ja do Nialla- powiedziałam, dziewczyna zniknęła a po kilku sekundach stał w nich blondyn.-Cześć- uśmiechnęłam się do niego, chłopak odwzajemnił uśmiech.
-Wejdź ale się nie rozbieraj bo za chwile wychodzimy- oznajmił, a ja zrobiłam to o co prosił. Nie minęło 5 minut a chłopak już był gotowy.
-Gdzie jedziemy? Mieliśmy się opiekować Theo- spytałam
-Zajmie się nim opiekunka, a my jedziemy na wycieczkę- odpowiedział, lecz nie tak dokładnie jak chciałam, z lekkim strachem wsiadłam do samochodu.

OUCH przepraszam, zawiodłam was... Nie miałam weny... Ale obiecałam, że jak pojawi się 5 komentarzy to dodam rozdział... Więc możecie mnie hejtować i wgl... Zrozumiem... Ostatnio za dużo się dzieje... Jeszcze mówię, że od 3 do 16 lipca NIE pojawi się nic gdyż wyjeżdżam do Włoch *.* Chcecie pocztówki? Haha :D Myślałam nad nowym opowiadaniem ale nie jestem jeszcze niczego pewna... Jak na razie to opowiadanie podupada... Do następnego <3 I jeszcze raz PRZEPRASZAM...
5 komentarzy=NEXT